Search Menu

Ostrzeszów zdobyty

Forma jest, więc warto to wykorzystać 🙂 Męska część naszego Teamu postanowiła, więc przeprowadzić zmasowany atak na IV bieg „Profi” w Ostrzeszowie. Dystans 10 km a trasa niestety do łatwych nie należała – w końcu jednak wszyscy mają tak samo. Początek o godzinie 13: 30 też nie pomagał, ale jak już się przyjechało to trzeba walczyć. Na starcie nie byle, kto bo sam Tomek Szymkowiak, olimpijczyk z Pekinu. Szybkie tempo od pierwszych sekund spowodowało, że stawka biegaczy mocno się rozciągnęła. Z każdym kolejnym kilometrem nasi Panowie zdobywali coraz większą przewagę 🙂 Kamil, który tydzień wcześniej został świeżo upieczonym Mistrzem Polski Masters, postawił wszystko na jedną kartę i przeprowadził zdecydowany atak, a Krzysiek „ Wiśnia” walczył o podium. Tuż za czołówką biegł nasz kolejny Krzysiek „Młody”, który pojechał tam z zadaniem poprawienia rekordu życiowego. Nieco dalej walkę o dobre miejsce toczył Tomek Szajda.

Skończyło się tak, że po 31: 46 sekundach na metę z nowym rekordem trasy wbiegał Kamil pokonując Tomka Szymkowiaka! Na trzecim miejscu zameldował się Krzysiek W. uzyskując czas 33:00. Krzysiek T. ostatecznie na metę dotarł na miejscu 5, uzyskując nowy rekord życiowy 34:32. Tomek Szajda uplasował się na 7 pozycji Open i 3 w kategorii z czasem 37:44

Szkoda, że nie było klasyfikacji drużynowej, bez wątpienia należałaby do naszych Panów 🙂

 

14 Razy !!!

Za nami kolejny weekend biegowy i ponownie z sukcesami, ale jakimi to niebawem. Teraz powróćmy jeszcze raz do Krynicy gdzie aż 14 razy stawaliśmy na podium!!! O części tych sukcesów, czyli Pauliny, Eli, Krzyśka (młodego) i Sylwii było można poczytać we wcześniejszych relacjach. Teraz trzeba przypomnieć o tym, czego dokonali pozostali klubowicze 🙂 Otóż w życiowej dyszce w niesamowicie mocnej obsadzie i stawce dwóch tysięcy biegaczy, gdzie rozgrywane były Mistrzostwa Polski Masters fantastycznie spisali się nasi panowie. Kamil wywalczył tytuł Mistrza Polski, a Krzysiek tytuł v-ce!!!

Adam wracający po chorobie dobiegł w czasie nieco powyżej 42 min, a Jacek zanotował również mały sukces plasując się na 10 pozycji w swojej kat. Na najdłuższym dystansie festiwalowego weekendu, czyli 100km oprócz Pauliny mieliśmy jeszcze Pawła, który przyjechał walczyć o pierwszą dziesiątkę, a zdaniem trenera nawet o pierwszą ósemkę. Niestety mimo bardzo dobrej dyspozycji Paweł nie mógł nawiązać walki z czołówką, ponieważ ogromny ból kolana nie pozwolił na walkę w stu procentach. Były nawet myśli, aby wycofać się, ale ostatecznie zwyciężył duch walki i Paweł postanowił ukończyć ten niesamowicie ciężki bieg. Ostatecznie miejsce na mecie to 19 i 4 w kat.

Na dystansie 22km czyli „Runek” bo tak nazywał się kolejny górski bieg obok Sylwii wystartowały jeszcze Ula i Asia, a chwilę później na dziesięć razy krótszym biegu czyli ściany płaczu na Jaworzynę oprócz naszego zwycięzcy pobiegł jeszcze Adam i debiut wypadł bardzo dobrze 🙂 Na dystansie 15km w pierwszy dzień Asia wywalczyła 6 miejsce open a Grzesiu 30 🙂

W „Nocnej siódemce” wystartowała Jadzia zajmując 5 miejsce w swojej kat. I na koniec Kamil tym razem w sprinterskim biegu, bo tylko na 1km zajął 2 miejsce open. To był odlotowy weekend w którym odnieśliśmy bardzo duży sukces sportowy, ale też to, że mogliśmy spędzić go razem 🙂 Była zabawa i emocje, było wspólne wspieranie się i dopingowanie. To musiało się udać i może za rok ponownie to powtórzymy ?

Karkonosz Running Team

Odcienie skojarzeń

O naszych poczynaniach w Krynicy było już sporo. Niemniej każdy zasłużył, aby pochwalić się swoimi osiągnięciami na jednej z największych imprez biegowych w Polsce. Czas na Sylwię 🙂

Odcienie skojarzeń – czyli historia pewnego czerwonego worka.

Zgadnijcie co najważniejsze jest dla biegacza na starcie … oczywiście dobrze dobrane butki biegowe. I o nich myślałam, pakując się na wyjazd do Krynicy Górskiej, gdzie przez trzy kolejne dni odbywało się Forum Biegowe. Wyjazd długo wyczekiwany, wiele godzin biegania, ćwiczeń siłowych, treningów obwodowych. Ciężka praca, by móc pokonać trasę 22 km Runka Run o przewyższeniu 820 m. Z moimi kumpelami Jadzią i Elą na miejsce dotarłyśmy w czwartek wieczorem. Powitań z naszymi Klubowiczami KRT nie było końca. Wszyscy w świetnych nastrojach. Piątek pierwsze starty. Sobota kolejne i tak nadeszła niedziela. Mój dzień. Sprawdzian poczynionych przygotowań. Poprosiłam Elę o przysługę. W autku zostawiłam czerwony worek z butami do biegania po górach. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że żadnego worka czerwonego w aucie nie ma. Ani tam, ani w pokoju, ani nigdzie. Strach w moich oczach, przerażenie i jedna myśl „w czym teraz pobiegnę ?????” Propozycja koleżanek założenia ich butków, nie uspokoiła mnie. Żadne nie pasowały. Coż było robić ? Zrezygnować ze startu w obliczu tylu sukcesów moich Klubowiczów .. czy pobiec w tych, które w zasadzie nie nadają się do biegania a co dopiero po górach. Trudno pomyślałam, niech się dzieje co chce. O 8.50 byłam na starcie. Nie uniknęłam wzroku innych. Czułam jak myślą sobie „ o dama w niebieskich butkach …” Wystartowałam … po 2 km strugi deszczu i już mocny podbieg. Żadna niespodzianka. Ale dam radę. Za chwilę zbieg i jak szalona wyprzedzam innych. Niestety na 6 km, mocno napierając pod górę, chcąc wyprzedzić jakiegoś gościa, potknęłam się i z całym impetem uderzyłam udem o wystające korzenie drzew. Oj jak bolało. Ten sam, którego chciałam wyprzedzić podał mi rękę i pomógł wstać. Bolały dłonie, kolano i mocno zdarte udo. Mmm, to była jakby mała nauczka. Pokora Kochana, pokora …. Dwa głębokie wdechy i do przodu. I tak przeleciało jakieś 15 trudnych km. Teraz już tylko z górki, pomyślałam i wypuściłam nóżki. Jakież było moje zaskoczenie. Gorzej zbiegać będzie, oj gorzej niż wbiegać. Po ulewnym deszczu szlaki zamieniły się z mokradła. Śliska glina pod nogami i błoto. Jazda jak na lodowisku. Ileż to razy obroniłam się od upadku. Masakra pomyślałam. Stracę dużo cennego czasu … no takie życie. Byleby dobiec w całości do mety. I tak się stało. Nawet finisz miałam w dobrym stylu. Ale największą niespodzianką było moje 5 miejsce w K-40.

NIE !!! największą niespodzianą było to, że w niedzielę przez wyjazdem, znalazły się moje butki. Były w pokoju w GRANATOWYM WORKU.