Search Menu

Mamy licencje !!!

Ku wielkiej naszej uciesze miło jest nam poinformować, że z dniem 26.02.2019r posiadamy licencję klubową i od tej pory możemy bez przeszkód startować w imprezach rangi mistrzowskiej 🙂 

„DZIESIĄTKA WROACTIV czyli jak WYGRAĆ Z WIATREM”

Pierwszy start w tym roku i jedno pytanie, w którym miejscu jestem? Ubiegły sezon zakończyłam życiówką na tym dystansie 43:52. Z każdym kolejnym startem pojawia się pytanie czy można więcej, szybciej, lepiej ? A jednak po to trenujemy, regularność, konsekwencja i samodyscyplina pozwalają nam sądzić, że jeszcze coś możemy. Tak się rodzą marzenia a jak się je spełnia, no właśnie. Sposób na spełnianie marzeń, nie szukać wymówek na niezrobienie treningu, nie bać się wychodzić na trening z powodu wiatru, deszczu i innej maści niepogody. Jak na treningu się uda to na zawodach nie ma mocnych, zawsze możemy powiedzieć, że nie w takich warunkach się biegało. I nie chodzi o to, że jest łatwo, bo nie jest, wiatr to wiatr, przeszkadza, trzeba walczyć. Jeśli jednak już na starcie to będzie przeszkodą to szlag trafia wszystko i nie ma woli walki. Gdzie wtedy są nasze marzenia??? Dzień przed dzisiejszym startem, znając prognozy pogody, na podstawie treningów oceniłam w „realu” swoje marzenia, ile jestem w stanie pobiec, jakie tempo mam w miarę obiegane, że wiatr nie powinien mi specjalnie zagrozić. Z moich wyliczeń wynikało, że 4:21/km, jeśli nic się nie wydarzy będzie ok. Nie mówiąc o moich przemyśleniach, na wszelki wypadek zapytałam trenera, co mi podpowie i jak ocenia moje szanse. Co usłyszałam w odpowiedzi ? Dokładnie w punkt to co sobie wymyśliłam. Ja to ja i mój koncert życzeń ale jak trener mówi, to chyba wie … Jasne, gdyby nie wiatr to celowałabym lepiej ale real to real. Już od rana towarzyszyły mi zewsząd głosy wsparcia, słowa o trzymaniu kciuków, powodzenia, dasz radę, masz moc i jedno najbardziej motywujące od uroczego kolegi cyt. „Współczuję, we Wrocku łeb urywa 🙂 „ hahaha co mam zrobić z taką informacją. Myślę sobie luz, spoko, co ma być to będzie, ja dam z siebie wszystko, żeby nie żałować, że nie spróbowałam. Może mnie nie złamie w pół. Droga do Wrocka dobrze zwiastowała, ziewanie towarzyszyło mi niemal cały czas, nawet chwila drzemki w aucie a trener zawsze mi powtarza, że to bardzo dobry znak. Trzymam się tego od jakiegoś czasu i kiedy faktycznie mam takie objawy, to się jak dotąd sprawdzało. To ziewanie trwało dziś aż do strzału startera. Pierwsze kilometry super, nogi świetnie współpracowały z głową, czas poniżej zakładanego, mniej więcej do połowy dystansu, tam na nawrotce trochę przyhamowało ale tylko na moment, potem już znowu dobrze, równo do ok. 7 km i kolejna wirówka, po czasach widzę, że dwie trzy sekundy gorzej od poprzednich a na deser podbieg pod stadion pod wiatr, wiało okropnie i szczerze mówiąc, ciężko było o jakiś spektakularny finisz, mimo, że uwielbiam finiszować. Wreszcie meta, upragniona, wywalczona i jest nowy PERSONAL BEST 43:38 , co dało mi 5 miejsce w kategorii. Czy można szybciej, pewnie można ale nie dzisiaj.

Dzisiaj cieszę się z tego co mam bo to znowu krok do przodu!!! Dziękuję Trenerze Darek Kruczkowski, bez Ciebie by tego nie było 🙂

Pozdrawiam Ela 🙂

Wiśnia na piątkę :)

Rekordowa Dziesiątka oczami Krzyśka W.

Zaczęło się tydzień przed Rekordową Dziesiątką, kiedy to wystartowałem we Wrocławiu w biegu Tropem Wilczym na dystansie 5 km, na których zająłem pierwsze miejsce, ale czas jaki oczekiwałem nie był zadowalający 😅 Co by nie było przedmuchałem mocniej płuca, żeby wiedzieć na co mnie będzie stać na Maniackiej. No i przyszedł czas na Rekordową Dziesiątkę, na którą wybrałem się dzień przed, żeby odebrać na spokojnie pakiet startowy i nie stać w korku i nie szukać miejsca parkingowego, bo jak wiadomo lub nie Rekordowa Dziesiątka ściąga znaczną ilość biegaczy. W tym roku zapisało się 5000 potencjalnych konkurentów. Sobotnia kolacja zgodnie ze wskazówkami trenera Darka Kruczkowskiego, czyli makaron😅 !! Nocka w hotelu, za oknami mocne podmuchy wiatru. Myślę sobie – no to zawody nie będą należały do tych łatwiejszych. Dzień zawodów. Pobudka, szybki skok do okna, żeby zobaczyć jaka pogoda na zewnątrz. Okazało się, że jest spokojniej, ale bez szału bo wiatr był lżejszy, ale nadal był. Szybkie ogarnięcie się i na śniadanie, a śniadanie nie powalało bo Krzysiu lubi podjeść, a wybór mały i zimna kawa 😛 Odpoczynek w łóżku, szybkie przyjęcie gości z Karkonosz Running Team, ostatnie wskazówki od trenera, oczywście bez śmieszkowania się nie odbyło 🙂 Godzina 11.10 rozgrzewka, o 12.00 na start, strzał startera😂 i łogień !! Pomyślałem sobie – co będzie to będzie, ale muszę dać z siebie wszystko, żeby zrobić długo oczekiwaną życiówkę na 10km. I udało się !! pomimo wiatru, który nie ułatwiał konkurowania z innymi biegaczami. Trafiłem w dobrą grupę, z którą biegłem do ok 5 km, ale później grupka malała. Ostatnie 2,5 km lekko z wiatrem i jednym biegaczem, z którym kilka razy wymieniłem się prowadzeniem co pozwoliło mi nabiegać 31min55sek💪💪. Po przekroczeniu mety medal na szyję i do domku, żeby się ogarnąć. Okazało się, że drużynowo osiągnęliśmy kolejny sukces bo zajęliśmy drugie miejsce ulegając zawodnikom z innego kontynentu.

Drużyna przeszczęśliwa, trener też, ja też 😉 Początek sezonu z mocnym przytupem. Karkonosz Running Team pokazał pazurki i że nie tak łatwo będzie się z nami wygrywało. Pozdrawiam i do zobaczenia na zawodach 😄