Search Menu

Majówka w Pradze

Już po raz drugi udałem się do pięknej Pragi by kolejny raz zmierzyć się z trasą jednego z najbardziej znanych i odwiedzanych przez biegaczy z całego świata maratonu. Piękne uliczki starego miasta, tłumy kibiców, kolorowe flagi krajów ze wszystkich kontynentów, muzyka i niesamowita organizacja biegu sprawia, że nie bez powodu ten bieg posiada złotą oznakę IAAF.
Ostatnie dni do biegu przeszły bardzo spokojnie: wyśmienite towarzystwo, jakieś kiełbaski, czeskie narodowe i małe piwko itp.:) i lekkie zwiedzanie miasta. Chciałem spróbować poprawić czas z poprzedniego startu w Pradze gdzie nabiegałem 4:25 z lekkimi dolegliwościami (pęcherz na stopie ), teraz miało być lepiej. Sama trasa wg moich doświadczeń nie należy do szybkich (choć zawodowcy myślą inaczej), dużo bruku, wąskich, uroczych uliczek na starym mieście i mosty. Do 30 km biegło mi się fajnie, spokojnie i ważne, że równo ( a to potrafię robić). Jednakże później wszystko mnie spowolniło 😉 (braki treningowe wynikające z problemów zawodowych, słabawa dieta- to to co mi doskwiera). Ale głowa do góry i cisnąłem z uśmiechem i zabawą biegnąc sobie powoli w rytm muzyki, która co chwilę napędzała do dalszego pokonywania km do mety na rynku w Pradze.

Jak zobaczyłem już 42 km ucieszyłem się, że kolejny start w Pradze zakończony jest z czasem lepszym (Praga 2015 – 4:25, a teraz 4:21). A ten niebieski dywan witający finiszerów robi wrażenie, a i ja podziękowałem kibicom za doping. Ten bieg należał do tych, które chciałem przebiec bez napinki, walki o czas. Tutaj liczyła się atmosfera tego pięknego miasta, towarzystwo biegaczy i kibiców. Znając swoje możliwości i swoje wyniki wiem, że może być znacznie lepiej i też tak będzie bo już na jesień asfaltowo zmierzę się z trasą w starożytnych Atenach 🙂 Cieszę się, że mogę spędzać czas biegając, że mogę dzięki pasji do biegania poznawać nowe miejsca i pozytywnych ludzi – to świetnie nakręca. Pozdrawiam i dziękuję KRT. Tomek

 

Majówka

Już chyba tradycją stało się organizowanie co roku na weekend majowy wspólnego wyjazdu klubowego. Czasem jest to za granica, jak rok temu Chorwacja, a czasami nasze piękne tereny. Uwielbiamy godzić pasję biegania z poznawaniem nowych, często nieznanych dla nas miejsc, a przy tym spędzić czas na świetnej zabawie. Tym razem wybór padł na Zagórze Śląskie, super miejscówka nad samą wodą i nieopodal zapory, zarazem rodzinne i ukochane strony trenera.

  Dla wielu to pierwszy raz w tym miejscu, a nawet jeśli nie, to biegowe ścieżki, niemal nie uczęszczane przez turystów pozwoliły smakować zapach ciągle budzącej się przyrody. Niesamowite widoki i wszechogarniająca cisza umożliwiły nam całkowity reset 🙂 Niepotrzebnie też obawialiśmy się złej pogody, która miała nam pokrzyżować plany. Niepotrzebnie, tutaj jakby nas to ominęło i pozwoliło nawet na leniuchowanie na wiosennej trawce.

Po kolacji rozmów i wygłupów nie było końca, dlatego brzuszków nie trzeba było robić i kto był ten wie jak można je zastąpić 😉 Było też świętowanie nastych urodzin trenera, ale cenzura nie pozwala nam na opisanie i pokazanie cóż tam się działo. Krótko mówiąc, do białego rana.

Na koniec wpadliśmy do niesamowitego miejsca w Nowej Rudzie. Kafejka „Biała Lokomtywa” Mocno polecamy, bo lody i kawa smakują tam zupełnie inaczej.

W ten sposób zakończyliśmy, kolejny nasz wspólny wypad, a rozjeżdżając się w cztery strony, obiecaliśmy sobie, że będzie tego znacznie więcej! Padły odważne pomysły na nasze podboje choćby obóz w Gruzji!! Kto wie znając nas wszystko możliwe 😉 Pozdrawiamy KRT