Search Menu

Beata coraz szybsza.

W ostatnią niedzielę tj 30 września startowałam w biegu na 10km w Strzelinie. Zachęcona dobrą trasą i spodziewaną mocną obsadą chciałam spróbować swoich sił. Nie wiedziałam na co się nastawiać bo ostatnie kilka dni to przeprowadzka i zmiana pracy więc nerwów nie brakowało. Tak czy inaczej stwierdziłam że tanio skóry nie sprzedam:)

Na miejscu okazało się, że są 2 mocne dziewczyny z Ukrainy także zapowiadało się interesująco. Rozgrzani i gotowi do boju ruszyliśmy na trasę o 13.30.

Zaczęłam po swojemu nie oglądając się za siebie. Rywalki trzymały sie tuż obok przez 2 km a na 3 szarpnęły i odskoczyły na kilkanaście metrów. Tempo pierwszych 5 km wskazywało mega czas na mecie ale jak to zawsze w życiu bywa zaczęło się pod górkę 🙂 2km podbiegu dało mi się porządnie we znaki ale starałam się jak mogłam z nadzieją że z górki też jeszcze będzie. No i wtedy na 7km doszło do newralgicznego momentu- rozgałęzienie drogi na prosto i w lewo i nikogo kto by kierował w odpowiednią stronę. Dziewczyny bez namysłu pobiegły prosto, ja znając swój dar do wyboru zawsze odwrotnie niż trzeba pewnie też bym tak zrobiła ale mężczyźni obok zapewniali że trzeba w lewo. Zatrzymałam się na chwilę skołowana, potem podbiegłam w jedna i druga stronę i wreszcie ruszyłam za nimi. Po kilkuset metrach faktycznie zobaczyłam że jestem na dobrej trasie. Patrząc na zegarek widziałam że idzie mi bardzo dobrze i życiówka jest w zasięgu więc podkręcałam tempo. Na 9km na trasę wracali zagubieni zawodnicy, którzy wiem że niespecjalnie, ale zrobili sobie mega skrót. Ostatecznie dobiegłam 3 z nową życiówką – 35.47. Kilkunastosekundowa przewaga jaką miały koleżanki przez tą pomyłkę urosła na mecie do około minuty . Z jednej strony cieszyłam się z wyniku a z drugiej byłam zła bo wiedziałam że straciłam 30 sek na tym nieszczęsnym 7km i uciekła możliwość sprawiedliwej walki o miejsce.

Ale jak to mówią co się odwlecze to nie ucieczce i z niecierpliwością czekam na kolejne biegi 🙂