Search Menu

Beatka z medalem Mistrzostw Polski

Gdy po udanych wiosennych startach nadszedł kryzys formy i samopoczucia lekko nie było. Ile się Michał i trener musieli nasłuchać narzekania to tylko Oni wiedzą 😱 Miałam takie plany a tu zonk. Jednak po etapie obrażenia na samą siebie i cały świat dałam się przekonać i wyznaczyłam cel – Mistrzostwa Polski w biegu ulicznym na 5km. Miałam równo miesiąc żeby się przygotować. Determinacja level hard. Ścisła dieta, odżywki, mocny trening. Zawzięłam się konkretnie☺️ O dziwo z dnia na dzień dobra forma wróciła i biegało się rewelacyjnie więc i optyzmim znów zagościł w moich poczynaniach. Dzień za dniem i miesiąc minął. Zrobiłam chyba wszystko co mogłam więc pora to sprawdzić. Organizatorem zawodów był nasz kolega więc zapowiadała się świetnie przygotowana impreza. I faktycznie tak było. Zapewniony hotel, pakiet startowy, strefa VIP itp. Konferencja prasowa z prawdziwego zdarzenia dzień wcześniej pozwoliła poczuć się jak rasowa zawodniczka na poważnych zawodach. Bardzo fajnie wziąć w czymś takim udział.

Start zaplanowano w niedzielę na godzinę 13.40. Trzeba przyznać że to nie najszczęśliwsza godzina jak na ważny bieg ale cóż tak ustalono i trzeba się z tym zmierzyć. Na rozgrzewce poczułam, że pogoda też nie będzie sprzymierzeńcem. Gorąco i bardzo silny wiatr, który na dwóch pętlach przeszkadzał łącznie przez 3km. Michał, który przez kontuzję nie mógł pobiec był jak zawsze moim największym pomocnikiem. Co bym bez niego zrobiła nie wiem 😍

Rzadko spotykanym zapisem w regulaminie był obowiązek biegu w koszulce organizatora. Mimo iż elita miała trochę inne to i tak niestety wyglądałam w niej bardziej jak w sukience niż stroju startowym 😂 Jednak potrzeba matką wynalazków. Niezawodny Tomek tu przypiął tam wyciął i koszulka pierwszy sort, leżała jak ulał👌 Swoją drogą ma chłopak fach w ręku, może uszyłby mi suknię ślubną? 🤔👰😁

Stawka zawodniczek była wyrównana. Nie było jednej murowanej faworytki, można było zająć równie dobrze miejsce 1 jak i 5. Fakt faktem, że czułam się bardzo dobrze przygotowana i nastawiałam się na udany występ. Wiadomo, chciałam mieć medal 🏆 13.40. Ruszamy. Początkowo zależało mi na czasie i chciałam biec swoje na fajny wynik jednak pogoda zweryfikowała moją taktykę. Zdecydowałam, że trzymam się w grupie.

Kilometry mijały w nie szczególnie mocnym tempie ale wiem, że samotna walka z wiatrem zabrałaby mi dużo sił i nie było sensu się wychylać. Po 2.5 km zostałyśmy na prowadzeniu we 3 – z Ewą Jagielską i Moniką Kaczmarek. Obie miały medale rok wcześniej. Czułam że jest dobrze i mogę zrealizować swój plan. Po mocnym 4km czekałam na finisz. Zrobiłam jak chciałam – mocno przyspieszyłam na ostatnich 500m, oderwałam się od dziewczyn i…. GAME OVER !!! Totalna bezsilność. Po 200m nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Całkowicie siadły. Monika widząc to szybko mnie wyprzedziła i dobiegła jako 1. Ewa miała chyba jeszcze większy kryzys i już nie zdołała mnie dogonić. Dobiegłam z 8 sekundami straty. Jest tytuł WICEMISTRZYNI POLSKI a moim pierwszym uczuciem po przekroczeniu mety była uwaga❗- złość. Byłam rozczarowana, że finisz którego byłam tak pewna zawiódł mnie w takim momencie. Już widziałam jak wygrywam a tu zonk, ciało zrobiło psikusa. Butelkami wkoło co prawda nie rzucałam ale uczucie podobne. Uczucie straconej szansy. Moja ambicja jest często moim największym wrogiem. Analiza co zrobiłam źle, smutek i mogę powiedzieć że gorycz porażki trzymały mnie do dekoracji. Tam wszystko puściło. Poczułam dumę. Łezka się zakręciła w oku. Zwłaszcza bo bardzo miłych słowach spikera o moim spektakularnym postępie w tym sezonie.

Spełniam swoje marzenie, które jeszcze kilka lat temu było w ogóle niemożliwe do realizacji. Ja, taki kopciuszek o którym kiedyś mówiono że nic poważnego nie osiągnie. I wierzyłam w to przez długi czas. Do czasu spotkania w swoim życiu Michała i za jego namową Darka.

Oni zobaczyli we mnie to coś i starali się bym też uwierzyła w siebie. I myślę że w mniejszym lub większym stopniu ale się udało i ten medal jest takim podziękowaniem za znoszenie moich humorów i nie tylko. Jeszcze dużo pracy przede mną i fizycznie i psychicznie ale wiem, że mogę więcej. Wynik na który ciężko pracowałam przyjdzie prędzej czy później. Cieszmy się z małych rzeczy, bo one uczą nas potem docenić te wielkie ❤️