Search Menu

Deklaracja trenera

Często jestem proszony, aby coś napisać, na różne tematy. Niestety jak większość mam z tym problem, a już w ogóle to jak zacząć!!! Nie mam też pojęcia dlaczego to takie trudne i wydaje mi się wręcz niemożliwe. Może dlatego, że odkrywam kawałek siebie, ale co tam. Piszą moi podopieczni to i ja muszę 😉 Po kilkudziesięciu podejściach w końcu się udaje 😉 Wena przyszła, więc coś naskrobałem. Temat, no właśnie jaki temat? Na pewno o bieganiu, bo żyję tym od malucha 😉 Zaraziłem się tym i przerobiłem „chyba?” wszystkie etapy tego sportu. Najpierw jako nastolatek w formie zabawy, później jako zawodowy sportowiec, następnie jako organizator biegu, a teraz jako trener. Każdy etap wnosił coś innego, lecz jedno w tym wszystkim pozostawało takie samo – PASJA!!! Co ona oznacza? Zapewne dla każdego coś innego, a dla mnie jest to po prostu moje życie 🙂 Były dni kiedy odnosiłem spore sukcesy, ale też takie, kiedy ciężko było się podnieść po porażce. Nie było jednak mowy, aby przestać to robić. Prosty sport, a daje tak wiele. Ja zawdzięczam temu tak dużo, że nie wyobrażam sobie, aby nagle miało to zniknąć z mojego życia. Nie chodzi tutaj tylko o sukcesy, ale wszystko, co działo się dookoła. To taka niekończąca się przygoda, która na szczęście trwa dalej. Co jest w tym najlepszego, chyba to, że jest nieprzewidywalne 🙂 Sam się często zastanawiam, gdzie to jeszcze mnie zaprowadzi i co mnie czeka. Patrzę, obserwuję i słucham, zwłaszcza moich podopiecznych. Nie wiem, czy czują to samo, bo nie każdy z nich biega po rekordy i zwycięstwa. Jednak w jakimś stopniu kochają bieganie jak ja. Często rozmawiamy na te tematy, dając upust endorfin, które spływają na nas z każdej strony. Jedni szukają swojej drogi, aby przełamać bariery, a inni, aby pokonać swoje granice, możliwości. Dlatego chcąc udowodnić, że czuję to tak samo i nie biegałem tylko dla nagród, że też mam marzenia, postanowiłem coś zrobić. Spełnić jedno z biegowych marzeń. Troszkę wbrew mojej logice i temu, czego zostałem nauczony, pomimo iż sam często zniechęcałem innych, bo bez odpowiedniego przygotowania nie ma mowy. Zdecydowałem, że wystartuję w biegu ultra. Krótko mówiąc sporo, najlepiej w okolicach 100km, a słowo wystartować to dużo powiedziane. Bardziej pokonać, bo mój obecny stan zdrowia jest daleki od idealnego 🙁 Biodro, które wyeliminowało mnie już dawno, czasami tak mocno dokucza, że ciężko jest mi pokonać choćby 10km po płaskim. Dlatego decyzja była odwlekana, że może kiedyś będzie lepiej i jeszcze z kilku innych powodów. Niestety lepiej nie jest i pewnie nie będzie, mimo, że Michał robi co może, aby postawić mnie na nogi. Ja nie mogę bez końca przeciągać, jak nie teraz to kiedy – czas ucieka!!! Pozostaje wybrać miejsce, ale tutaj dla mnie wybór prosty – Chorwacja 😉 Uwielbiam jeździć na Bałkany, to taki mój azyl. Mam tam wszystko, czego potrzebuję. Miejsca, gdzie zostawiam wszystko co złe, ale też gdzie ładuję baterie. Znam tam takie perełki, że mało kto do nich dociera, nawet latem, kiedy Adriatyk zalewają miliony turystów. Szukam bez końca, czasami intuicyjnie skręcając w ścieżkę, drogę, która już na pierwszy rzut oka mówi – „Tutaj dawno nikogo nie było”. Mnie to nakręca i pozwala samego siebie zaskoczyć. Góry, gdzie przez wiele godzin mogę być sam. Patrzeć z oddali na morze. Po prostu mieć wszystko gdzieś, zostając z własnymi myślami.

Pozostaje tylko pytanie, czy dam radę i tutaj szybko pojawiają się obawy. Nie chodzi o dystans, bo to jestem w stanie zrobić, nawet czołgając się, tylko o te przeklęte biodro. Nie raz było już tak, że miałem spore problemy nawet wstać z łóżka. Przydałby się ktoś, kto w razie złego wezwie pomoc, ale kto??? Ciężko namówić, kogoś na start, zwłaszcza na tak długim dystansie i to jeszcze w Chorwacji. Pomyślałem, o Jarku. Przeprowadził się do Warszawy i wiem, że tęskni za górami. On już takie dystanse ma za sobą, więc może się uda 🙂 No więc kiedy się spotkaliśmy, z małymi podchodami zapytałem o wspólny wypad na Bałkany w przyszłym roku. Tak naprawdę długo nie musiałem czekać na odpowiedź. Uśmiech od ucha do ucha i słyszę jasne. Mi też jest to potrzebne!!! No to teraz nie ma drogi odwrotu. Trzeba tylko zdecydować jaki to bieg, czekać na uruchomienie zapisów i włączyć zegar odliczający czas do godziny zero 😉 Wiem jedno, że ten bieg zapamiętam dobrze. Nie ze względu na dystans, nie ze względu na miejsce, choć pewnie też, ale dlatego, że w końcu to zrobiłem. Ktoś jeszcze ma ochotę? Zapraszam 🙂