Search Menu

Dlaczego teraz

9 września 2019

Mimo, że ostatni weekend był dla nas udany a nawet dla kilku osób bardzo, to dziś napiszemy o czymś innym. O tym, co spotkało Pawła Czerniaka. Kiedy Rok temu zapytał Darka czy mógłby go trenować, to w odpowiedzi usłyszał, że tak, ale dokończy sezon sam i po roztrenowaniu mogą wrócić na spokojnie do rozmowy i chyba zacząć współpracę. Tak też się stało i z początkiem grudnia Paweł zaczął trenować pod okiem trenera. Już pierwsze tygodnie wskazywały na to, że to będzie dobry rok a sam Paweł ma duży potencjał. Wszystko szło dobrze, tylko czasami kolano dawało o sobie znać. To pozostałość po poprzedniej konkurencji jaką uprawiał Paweł, czyli biathlonie. Przyszły pierwsze starty i powiało ogromnym entuzjazmem ze strony Pawła, ale też i trenera. Padły rekordy życiowe i wygrane miejsca na podium. Jednak cel był jeden a właściwie dwa. Medal Mistrzostw Polski, choć wielu w to nie wierzyło i drugi „start w Krynicy na 100km w Biegu Siedmiu Dolin”. Wszystko zostało temu podporządkowane i 100% forma miała być właśnie w Krynicy. Wszystko szło dobrze, a nawet bardzo dobrze. Mistrzostwa Polski w Szczawnicy i miejsce tuż za podium, niemniej już było widać, że nazwisko Pawła trzeba zapamiętać. Po tym starcie Paweł został powołany na Mistrzostwa Świata. Trzeba było zweryfikować plany, jeśli jednak pojawia się możliwość wystartowania z orzełkiem na piersi to się nie odmawia. Oczywiście nie było mowy, aby zawalczyć o czołowe lokaty, ale sam start na takiej imprezie już jest niesamowitą historią w życiu sportowca i wydarzeniem, które pozostaje w pamięci na zawsze. Emocje, adrenalina, ale też zdobyte doświadczenie mogły tylko pomóc w kolejnych startach. Czas mijał szybko i start w Krynicy zbliżał się dużymi krokami, a sprawdzianem formy miały okazać się Mistrzostwa Polski na swoim terenie w Karkonoszach. Tutaj Paweł spisał się rewelacyjnie zdobywając brązowy medal i pokazując, że należy do ścisłej czołówki krajowej i trzeba się już z nim liczyć. Forma rosła z każdym dniem, niestety kolano coraz częściej pobolewało i to czasami dość mocno. Co robić w takiej sytuacji??? To niebywale trudne pytanie, bo cóż można? Próbować jakoś niwelować ból i myśleć optymistycznie, że wytrzyma. Przyszedł czas Krynicy i forma bez wątpienia jest. Trener mówi odważnie pierwsza szóstka, piątka a w sercu jeszcze wyżej. W końcu widział Pawła na treningach i zawodach. Jest dobrze, aby nie powiedzieć, że bardzo dobrze. Przed startem ostatnie wskazówki i decyzja, że do pierwszego przepaku Paweł ma biec z dużą rezerwą. Planowane przybycie tak po 3:05 Trener czeka na miejscu i praktycznie w przewidzianym czasie Paweł pojawia się w Rytrze na 8 pozycji. Pytanie trenera jak jest? Jest dobrze. Ok. trzymaj tempo i jeszcze nie na pełnych obrotach. Przewidywany czas Pawła na mecie po 9 godzinach i 19 minutach. Inni pytają trenera jak tam Paweł, a on odpowiada, że wygląda super jakby dopiero zaczął biec! Zaczął się stromy podbieg i tutaj trener rozstaje się z Pawłem. Rzeczywiście to bardzo ciężki odcinek, zwłaszcza kiedy jest ciemno, ale dla wszystkich jest on taki sam, wiec cóż. Każdy musi sobie sam z tym poradzić. Tutaj dzieją się niesamowite rzeczy! Paweł z każdym kilometrem przesuwa się do przodu, nie mając żadnych kryzysów. Oczywiście zmęczenie już jest bo, już grubo ponad 40km w nogach, ale na tyle dobrze, że nie ma czym się przejmować. W tym momencie na prowadzeniu był Marcin Świerc, a Paweł awansował na 4 pozycję zbliżając się do pierwszej trójki. Przewidziany czas na mecie po 9 godzinach i 15 minutach. Paweł przyspiesza i …….. No właśnie i zaczyna się dramat. Telefon do trenera, kolano mocno boli podczas zbiegu. Trener w myślach nie teraz, tylko nie teraz. Paweł próbuj może za chwile przejdzie? Po 10 minutach kolejny tel. Już nie biegnę, ale idę a bardziej ciągnę nogę – to koniec. Minuta ciszy w tel. jak to mówił trener i odpowiedź Paweł kończysz bieg 🙁 To ten moment kiedy świat się wali, setki godzin na treningach, wyrzeczeń potu, aby w jednej chwili wszystko uleciało, a przecież zapowiadało się, że to będzie wielki dzień Pawła. Trener jedzie po niego do Rytra. Pawła zwozi GOPR. Utyka tak mocno, że praktycznie nie ma mowy o chodzeniu. Mina oczy mówią wszystko. Piątka z trenerem i pierwsze słowa: ” Paweł, to nie koniec, jeszcze pokażesz na co Cię stać.” Powrót do Krynicy w żalu, wściekłości na prozę życia. Dlaczego akurat dzisiaj? Dlaczego k… dzisiaj ??? Który z nich był załamany. Obydwaj nie wiadomo, który bardziej. Brak słów……. ale już tego samego dnia trener mówi, Paweł za rok będziesz tutaj i to jeszcze mocniejszy!! To nie koniec tej historii i zobaczysz, że jeszcze nie raz będziemy o Tobie słyszeć. Minęło już kilkadziesiąt godzin od startu, myśli wracają ale teraz najważniejsze naprawić kolano. Za dwa miesiące Paweł będzie reprezentował nasz kraj na kolejnej wielkiej imprezie, Mistrzostwach Świata w Argentynie. Wszyscy życzymy mu szybkiego powrotu, do zdrowia i jesteśmy pewni, ze drugi raz los nie będzie tak okrutny. Paweł to fantastyczny facet, pełen pasji i pomocna dusza. Pracując na pełnym etacie walczy z profesjonalistami jak równy z równym, przez co jeszcze bardziej zasługuje na podziw.

Wielki szacun i brawa. Czasem tak bywa, że trzeba zrobić dwa kroki do tyłu żeby zrobić wielki krok na przód.