Search Menu

Dziękuję !!!

20 listopada 2019

Chciałbym się z wami podzielić wrażeniami z mojego startu na Mistrzostwach Świata w Argentynie. Kiedy pierwszy raz usłyszałem pytanie, czy jest szansa na mój udział w Mistrzostwach Świata w Argentynie pomyślałem, że absolutnie nie. Powód bardzo prosty koszty, które były bardzo ogromne. Organizator zapewniał tylko nocleg i wyżywienie. Resztę spoczywało należało sfinansować samemu. Rozmowa z trenerem i jego decyzja zrobimy zrzutkę. No o.k może faktycznie się uda? Ja miałem się przygotowywać i niczym nie martwić. Tak też zrobiłem szykując się do tego startu. Ten okres niestety nie był dla mnie najlepszy, gdyż w miedzy czasie pojawiały się choroby i nawet antybiotyk, który mocno mnie osłabił. Trzeba było szybko działać i zmieniać trening tak, aby było jak najlepiej. W międzyczasie dotarła do mnie wiadomość – Paweł pieniążki są uzbierane, więc lecisz na Mistrzostwa do Argentyny. Co można w takim momencie powiedzieć, chyba nic poza uczuciem ogromnej adrenaliny i ekscytacji. Będę startował na tak ważnej imprezie z orzełkiem na piersi!!! Ostanie treningi spowodowały, że noga powoli zaczynała się ponownie kręcić, ale opóźnienia związane z chorobą były dość duże. Trener powtarzał, że tam będzie trzeba zacząć spokojnie i tego będę się trzymał. Nastał dzień wyjazdu i od początku towarzyszył mi pech. Najpierw pociąg się spóźnił co troszkę mnie podenerwowało, to i tak było mało do tego co działo się później. We Fraknfurcie dowiedziałem się, że w Buenos Aires jest strajk i mój samolot dziś nie wyleci. Nawet nie wiecie co się wtedy we mnie działo. Tel do trenera i załatwianie nowego połączenia, które miało nastąpić kolejnego dnia. To oznaczało, że lot krajowy w Argentynie też będzie o innym czasie. Pojawił się stres i zmęczenie lataniem i załatwianiem tego wszystkiego. Późno wieczorem dotarłem do hotelu, i dosłownie parę godzin z powrotem wracałem na lotnisko. To nie był sen tylko myśli co dalej. Trudno trzeba iść z tym dalej. Kolejny lot trwał prawie 13 godzin. W Buenos trzeba było kombinować co dalej no i info, że tego dnia też nie polecę do miejsca docelowego. Nogi zmęczone głowa jeszcze bardziej i już czarne myśli – Jak ja za chwile mam się ścigać??? Nocleg w kolejnym hotelu, jeśli można nazwać parę godzin noclegiem. Rano udało się w końcu rozprostować kości i nareszcie zrealizować ostatni lot. Niestety na lotnisku gdzie miał czekać na mnie organizator okazało się, że mam czekać na kolejne ekipy, które będą dolatywały. Kilka godzin czekania i rozmowa z ekipą Kolumbii z którą zadecydowałem, że jedziemy taxi. To już tylko 85km więc mi już wszystko jedno. Dotarłem na miejsce na dzień przed startem zamiast trzech 🙁 Kontakt z trenerem, i krótka rozmowa. Paweł na nic nie miałeś wpływu, trudno nie możesz o tym myśleć i wyrzuć to z głowy. Pobiegniesz na tyle ile będziesz mógł. Nie masz sobie nic do zarzucenia. Słowa troszkę podbudowały, ale mimo to w głowie czarne myśli. Chciałem powalczyć o jak najlepsze lokaty. Trenera zdaniem byłem wstanie znaleźć się w pierwszej trzydziestce. Patrząc na to co się wydarzyło później chyba rzeczywiście było to realne tylko, że tego dnia mój organizm po prostu nie był jeszcze gotowy. Praktycznie zero aklimatyzacji, brak treningu i po prostu olbrzymie zmęczenie które cały czas dawało o sobie jeszcze znać. Trudno trzeba walczyć i tak oto stanąłem na linii startu. Atmosfera była przednia jak to na Mistrzostwach, trzeba to po prostu przeżyć! Była adrenalina na lini startu – o 8:40 start 3,2,1 pobiegli najlepsi górale na Świecie i wśród nich ja. Plan był jeden zacząć spokojnie, bo w przeciwnym razie może się to źle skończyć dla mnie, ale mimo spokojnego początku niebyło mowy o jakiejkolwiek walce, chyba, że tylko że samym sobą. Już na pierwszych 6km wiedziałem, że to będzie droga przez mękę. Pierwsze górki musiałem przechodzić do marszu dużo osób mnie wymijało i wymijało. Dopiero po ok 15km trochę poczułem się lepiej i zacząłem biec na moim poziomie wyprzedzając innych. Niestety ten stan nie potrwał długo, bo na ok 26km zaczynał się mocny podbieg, a ja ponownie bez mocy nogi odmawiały posłuszeństwa, podróż cały czas dawała o sobie znać 🙁 Wspinaliśmy się na najwyższy szczyt tych mistrzostw i tak do ok 31-32km było cały czas pod górę z czego 2km to po śniegu. Potem było tylko z góry myślałem, że trochę chociaż odrobinę, ale nic z tych rzeczy nogi miałem już tak zajechane, że po prostu zbieg sprawiał mi cholerny ból i jeszcze paznokieć mi zszedł. Dotarłem na metę w czasie 4:08:10 i 62 pozycji. Także to niebyły dla mnie udane zawody, które jednak dużo mnie nauczyły. Nie jestem teraz więcej opowiedzieć, bo nadal we mnie jest żal i złość, że tak to się potoczyło. Chwile odpocznę i ponownie rozpocznę przygotowania pod nowy sezon 🙂
Z tego miejsca chciałby podziękować Wszystkim, dzięki którym mogłem znaleźć się na tych Mistrzostwach. Bez Was nie mógłbym tego zrealizować i mimo, że nie poszło tak jakbym chciał, to uwierzcie walczyłem do końca.

Jeszcze raz duże DZIĘKUJĘ!!! Pozdrawiam Paweł