Search Menu

Efekt Sauny

Dlaczego półmaraton Solan w Nowej Soli? no właśnie bo blisko, bo niedrogo, bo mogę to połączyć z fajnym wyjazdem do rodziny i w ogóle wszystko super. Na dodatek jeszcze tam nie biegałam, a wciąż szukamy coś czegoś nowego. Od kiedy pamiętam, każdy kto tam biegł mówił, że zawsze było gorąco. Trasa niby łatwa, dość płaska, zakrętów też relatywnie mało a jednak. Sama nie doczytałam i patrząc na mapę trasy byłam głęboko przekonana, że biegnie się jedną pętlę tam i z powrotem. Pomyślałam, że to całkiem fajnie. Nowa Sól koło południa przywitała mnie już gorącym słońcem, mimo to miałam nadzieję, że do godziny 17 zrobi się znacznie lepiej. Jak bardzo się myliłam. Już podczas rozgrzewki zrobiłam wielkie oczy jak się dowiedziałam, że są dwie pętle. No ok pomyślałam, na dodatek słońce zaszło, więc była nadzieja na przyzwoity bieg.

Organizacja na bardzo wysokim poziomie, wszystko co do minuty i tak też zgodnie z planem odliczanie do dziesięciu i poszli… Pierwsza piątka, zgodnie z założonym planem, nawet kilka sekund zapasu. Kolejna piątka po nawrotce i nagle wychodzi słońce a ten odcinek trasy to odkryta przestrzeń, praktycznie bez zabudowań. Prawie bezwietrznie, a słońce coraz bardziej doskwiera. Myślę sobie, że ten odcinek jeszcze trzeba przebiec dwa razy, a to trudna sprawa. Szczęśliwie organizatorzy stanęli na wysokości zadania i nie brakowało wody, tą rozdawali w butelkach. Piłam co chwilę, a mimo to miałam wrażenie, że się gotuję. Połowa dystansu zaliczona co do sekundy z założeniami. Pozostaje więc wierzyć, że plan się uda, podobno nawet nieźle wyglądałam po pierwszej pętli. Przez dłuższy czas biegłam z grupą biegaczy, która najprawdopodobniej miała podobne założenia. I tak co chwilę zmienialiśmy się raz ja byłam przed nimi raz oni prowadzili. Tak mijały kolejne kilometry. Połowa drugiej pętli wyssała jednak ze nie bardzo dużo energii i czułam, że utrzymanie tempa będzie ogromnie trudne. Temperatura ciała rosła, zmęczenie również, polewanie wodą po karku przynosiło tylko chwilową ulgę. Mimo to na 15 km miałam ok. 30 sekund straty do swojego planu, więc tragedii nie było. Nigdy nie ma, niemniej każdy bieg stanowi wyzwanie i chcemy dogonić a nawet przegonić siebie. Ten ostatni odcinek nie był dla mnie łaskawy. Z każdym kolejnym krokiem trudno było utrzymać dotychczasowe tempo, starałam się jednak biec równo, żeby jak najmniej stracić i dobiec szczęśliwie do końca.

Widziałam jak po drodze ludzie schodzili z trasy, ściągając numery. Wielu osobom to dało w kość. Rzecz jasna, trenujemy w takich warunkach, ale trening to jednak coś innego, to nie zawody, gdzie o wyniku decyduje wiele zmiennych, na które nie mamy często wpływu. Do mety dobiegłam praktycznie nie zważając na osiągnięty wynik, byłam szczęśliwa, że dobiegłam, że wytrzymałam. Czas 1:41:29, co wystarczyło na zajęcie III miejsca w kategorii.

Mimo tego, że bardzo szybko przebrałam się w suche ciuchy to z każdą minutą czułam jak mną telepie, dreszcze i zimno. Ostatecznie każdy kto biegł miał takie same warunki, nie ma co narzekać. Tak się kształtuje charakter, tak uczymy się siebie, jak się zachowamy czy jak radzimy sobie z mniejszym czy większym kryzysem. Czy jestem zadowolona? Jeszcze w ubiegłym roku wzięłabym ten wynik w ciemno, dzisiaj jestem już w innym miejscu ale po analizie wyników, gdzie na blisko 100 wszystkich sklasyfikowanych kobiet byłam 12 ( w tym dwie czarnoskóre dziewczyny, absolutnie poza zasięgiem innych ) i 3 w kat, podczas gdy czwarta dziewczyna straciła do mnie grubo ponad 4 minuty, to przyjmuję to z dużą pokorą. PS. Moje samopoczucie po biegu jednak miało podstawy, bo zaliczyłam pobocze na trasie, słońce i wysiłek zrobiło swoje i mogę powiedzieć że było do porz…. 😉
Pozdrawiam Ela 🙂