Search Menu

JAK CHOMIKI

29 lipca 2019

I nastał czwartek, kolejny dzień obozu KRT. Nasze myśli krążyły wokół treningu, co też dzisiaj trener nam wymyśli. Propozycji było wcześniej kilka, niemniej każda wiązała się z wyjazdem, czasem nawet dość dalekim. Jedną z opcji był wyjazd na jezioro Garda, jednak po dłuższej debacie pozostawiliśmy tą wycieczkę na inny czas. Najzwyczajniej za daleko. Robiliśmy już tak wiele rzeczy a każdy dzień inny, bieganie nad jeziorem, wycieczki w góry, szczytowanie jakkolwiek to brzmi ;), że trzeba było jakiejś odmiany. Decyzją trenera wybór padł na stadion. Poszukali chłopcy w internecie i znaleźli. Stadio Di Calcio Ivano Dorigo w malowniczej miejscowości Agordo, ok. 40 km od naszej miejscowości. Cudownie położony stadion a jeszcze cudowniej wyglądała droga do niego. Urocze pasmo serpentyn, jak to w górach we Włoszech, po drodze, na zboczach gór widać było ślady zniszczeń wywołanych trąbą powietrzną. Nie dość, że mieliśmy biegać jak niektórzy mawiają jak chomiki, w kółko to jeszcze dotarliśmy tam nieźle rozkołysani. Zagadką było tylko, czy nas na niego wpuszczą i czy będzie tartan klasyczny czy może znowu jakieś ceglane g…o. Bingo, dotarliśmy, tartan jak się patrzy i nawet dostępny, widok gór ze stadionu obłędny a to już połowa sukcesu. Jeszcze tylko rozgrzewka i akcent zapodany przez trenera. Już na samą myśl niektórych z nas kręciło w żołądkach, czy ma być do przysłowiowego porzygu czy może jednak spokojniej. No nic, ruszamy każdy robi swoje i tylko mijamy się na kolejnych okrążeniach i podglądamy jak biegają inni. Z nieskrywaną przyjemnością patrzę i podziwiam Beatę, naszą klubową gazelę i Krzyśków pędziwiatrów i marzę sobie, by choć trochę się do nich zbliżyć. Przy nich mam wrażenie, jakbym była absolutnie początkującą amatorką. Mimo to, nie opuszcza mnie radość biegania a każdy kto mnie zna wie, jak bardzo uwielbiam bieganie po bieżni. W głowie już zaczynała mi się kotłować jednak myśl o powrocie, znowu czeka nas ta droga, tylko tym razem wjazd pod górę, niczym slalom gigant w zimie. Moja radość znowu przeplatała się z ogromnym strachem. Co tu zrobić, żeby oddalić te myśli i opóźnić powrót. Na szczęście dla mnie wszyscy okazali się głodni, toteż podziwiając uroki Agordo wybraliśmy się do pizzerii, racząc się ogromną pizzą (jeszcze tak dużej nie widziałam) i włoską kawą.

Naładowana pozytywną energią znalazłam sobie sposób na przetrwanie i całą drogę powrotną przespałam 🙂 Dopełnieniem dnia treningowego była wizyta w saunie, położonej na zewnątrz hotelu, przeplatana regeneracją w górskim potoku.

Tak bosko zmęczeni ale szczęśliwi wyczekiwaliśmy kolejnego dnia, by znowu osiągać kolejne szczyty dosłownie i w przenośni. Po to właśnie biegam, po to żyję, żeby takich chwil doświadczać. Takich dni, jak te spędzone na dobrych rozmowach, na wzajemnej wymianie energii. Świat, który się wokół biegania kręci, jest pełen ludzi, każdy z nich ma nam coś do zaoferowania i może czerpać od innych. Właśnie dlatego, dzięki tym ludziom, których spotykamy na swojej drodze, mamy ochotę zawiązywać sznurówki i razem z nimi gnać przez przeróżne dziwne miejsca.

Pozdrawiam Ela 🙂 c.d.n.