Search Menu

Jakuszycki wysyp pucharów

Dwa dni tegorocznego Letniego Bieg Piastów okazały się dla nas pełne sukcesów, a nasz klub obrodził w kolejne puchary jak izerskie lasy w grzyby. Nic tylko zbierać ! 😁

Półmaraton na spontanie

Pierwszego dnia nasza Jaga miała okazję doświadczyć sportowego spontanu, bo jak mówi: „ Na Jakuszycką 11 byłam już dawno zapisana ale o tym, że zmieniamy dystans dowiedziałam się dwa dni przed biegiem, bo Darek lubi zaskakiwać swoich podopiecznych 😱😜 „ I tak, jak trener chciał, stało się! W sobotę o 10 Jaga stanęła na linii startu Półmaratonu. Przed biegiem oczywiście porządna rozgrzewka, wskazówki od Darka i lekki stresik. To był w końcu jej pierwszy górski półmaraton jaki przyszło Jadze biec po ciąży. Zaczęła bardzo asekuracyjnie i do 10 km była na drugiej pozycji, jednak jak sama przyznaje „popełniłam błędy, które były dla mnie kolejną cenną lekcją i tak pani z 3 pozycji mnie prześcignęła.

Zaczęły się uderzenia gorąca i lekkie zawroty głowy. Dlaczego? Kto mądry pije kawę i colę przed startem jeśli nie robi tego na co dzień. 🤭” Mimo ostrych dolegliwości żołądkowych, dzięki wsparciu Trenera Darka i klubowej koleżanki Tereski zebrała się w sobie na tyle mocno, że zegarek pokazał 2:58 min/km, jakby ścigała się na 100 metrów 😉„Na mecie nie było kolorowo, ale 3. miejsce moje ! Za rok wracam na pewno powalczyć o lepszą pozycję! „ – dodaje Jaga.

Biegowy sequel w najlepszym wydaniu

Drugi dzień zawodów tym razem w ramach „Jakuszycka Jedenastka” obfitował w bardzo udane występy kilku naszych koleżanek i kolegów, którzy zdobywali nie tylko pudła, ale też wysoko plasowali się w ogólnej klasyfikacji, często ocierając się o pierwszą trójkę w kategorii wiekowej.

Jednak największą gwiazdą tego dnia był Krzysiu, który brawurowo zawalczył o ponowne zwycięstwo. Jak sam mówi : „Spora presja z powodu szansy na obronę tytułu z poprzedniego roku. Przed startem zadawałem sobie sporo pytań. Czy trafię z formą? Czy kontuzja którą tydzień przed biegiem wyleczyłem nie wróci? Czy mam szansę 2 raz zwyciężyć? 🤔 Wszystko to starałem się wyrzucić z głowy jak najszybciej. Gdy już wyszedłem na rozgrzewkę dopiero poczułem ogromne emocje. Mimo to czułem się bardzo dobrze i byłem coraz lepszej myśli. Chwilę po rozgrzewce spotkałem sporą część mojego klubu. Od tamtej chwili zapomniałem o wszystkim i powiedziałem sobie to jest mój dzień! Trenowałem bardzo ciężko i zrobię to na co mnie stać!”

Od samego początku 11 km dystansu Krzysiu postanowił prowadzić bieg i ruszył bardzo mocno. Pierwszy kilometr (3:03). I starał się trzymać to tempo jak najdłużej. Przy pierwszym długim podbiegu zaryzykował i ruszył bardzo mocno pod górę. „Bo tutaj widziałem ostatnią szansę na powiększenie przewagi.” Na trasie zdarzały mu się obawy, ale pokonał je wszystkie tak szybko, że sam był w szoku. „Może to dlatego, że wiedziałem, o jak wiele walczę”. Na ostatniej prostej złapał Krzysia bardzo mocny skurcz w łydce. Na szczęście wypracował sobie sporą przewagę i wbiegł na metę na pierwszym miejscu z czasem 43:44. „Zrobiłem to!!! Dziękuję wszystkim za niesamowite wsparcie i wiarę w moje możliwości” 💪😎

Biec czy nie biec, o to jest pytanie

Nasza Ela, zdecydowana asfaltowa ścigaczka, kochająca stadionowe miary, przyznała, że „z absolutną świadomością, że nigdy nie będę góralką i z pokorą do gór, choć Izerskie przewyższenia może nie powalają, stanęłam na kresce startowej Jakuszyckiej 11. Rozum podpowiadał mi odpuść, ale serce zdecydowało inaczej. Wiedziałam, że jak do Stacji Orle dobiegnę w dobrym tempie to nie powinno być źle. „ Wszystko zgodnie z planem, bo trasa na początku asfaltowa 😉 Na dodatek miałam świetnego prowadzącego, bo cały odcinek biegłam tuż za Adamem, który bardzo dzielnie znosił mój ciężki oddech.„ Walka z sobą zaczęła się dla Eli pomiędzy 6-9 km, wtedy to trasa przeplatana kamieniami, kamienistym zbiegiem a potem potężnym podbiegiem po korzeniach, która nie wybaczała błędów. Trzeba było niesamowitej koncentracji, żeby nie było wywrotki. Przy o wiele przyjemniejszym podbiegu na Samolot z pomocą przyszła ekipa klubowa z trenejro na czele, którzy dopingowali i motywowali do pokonania ostatnich metrów niemiłosiernie długiego i prostego podbiegu. Jak wspomina Ela: „ Na tym etapie miałam jeszcze szanse na 2. miejsce w kategorii i 7. Open kobiet. Kryzys okazał się jednak nieco mocniejszy, przytkane zatoki uniemożliwiały swobodne oddychanie, co oznaczało brak tlenu i słabe możliwości mięśniowe. Dotrwałam jednak do szczytu a po nim potężny zbieg. O ironio, na podbiegach mimo wszystko radzę sobie całkiem nieźle, ale przecież ja nie umiem zbiegać. I tak chwila triumfu nad konkurentką nie trwała długo, dziewczyna puściła się w dół i gnała jak szalona, niewiele mi do niej brakowało, bo oczywiście goniłam, jak mogłam, ale tym razem musiałam uznać jej wyższość. Czas na mecie pozwolił na zajęcie 3. miejsca w kategorii i 8 .w generalce kobiet. Góry to nie moja bajka, ale mimo to kocham biegać w górach, zwłaszcza treningowo i niech tak zostanie 😁.”

Dziękujemy naszemu trenerowi w imieniu całego „KRT „za zdobycie takiej formy biegowej, która dzięki naszej woli walki pozwoliła nam w ten weekend tak wiele osiągnąć.

Pozdrawiają Jaga, Krzysiek i Ela 😀

To jeszcze kilka zdań od trenera 😉 Ja również dziękuję za cały weekend, który był dla nas bardzo udany nie tylko sportowo. Stawać siedem razy na podium jako Team, to naprawdę duży sukces. Po raz kolejny pokazaliście, że można na Was wszystkich liczyć! Nie ważne czy wygrywamy, czy zajmujemy inne miejsca, to bardzo się wspieracie, a to bardzo ważne 🙂

Dziękuję Trener 🙂

P.S w schronisku Orle to nie ja chrapałem 😉