Search Menu

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Dzień drugi, czyli trening na pobudzenie 😉

W poniedziałek, po śniadaniu wybraliśmy się nad lokalne jezioro. Naszym celem było wykonanie szybkiej jednostki treningowej. Szczerze ? Bardzo obawiałam się tego tempa, ponieważ nigdy nie biegałam na takiej wysokości ( 2053 m n.p.m.) 😁 Co prawda trener mówił, że będzie delikatnie, ale akcent to akcent. Do jeziora trzeba było dojechać samochodem, więc rozgrzewkę zrobiłam już na miejscu wraz z Beatką. Trochę sobie narzuciłyśmy tempo, ale biegło się w miarę komfortowo ( może za sprawą pogawędki i nowych cudownych widoków 🤔) i te 4 km szybko minęło. Schody zaczęły się na rytmach, wtedy wysokość dała o sobie znać, a do tego trening odbywał się pod czujnym okiem trenera więc nie było mowy o żadnym obijaniu się ( chociaż u mnie to się chyba nie zdarza 😁😂) . Poza tym pierwszy raz biegałam minutówki i to jeszcze w górach. Napatrzyłam się na Beatkę i Krzyśka no i nogi poniosły. Sama byłam w szoku, że tak dobrze mi szło i wiedziałam, że zaraz gdzieś zza rogu wyleci Darek i będzie krzyczał, że za szybko 😂 Trenejro lubi czasami tak robić, szczególnie tym którzy są za ambitni 🙈 Minutówki zleciały w mgnieniu oka, chociaż przyznam że trochę nas momentami przytykało. Pogoda płatała figle a duża ilość spacerowiczów nie ułatwiała sprawy.

Po jednostce jeszcze standardowo truchcik i pierwszy poważny trening miałam już za sobą 🤗 Podobało mi się. Lubię nowe bodźce i nowe miejsca. Sam akcent wyszedł całkiem przyzwoicie i nawet było mi trochę żal, że już po ale przed nami było jeszcze 6 długich dni, więc trzeba było zostawić sobie trochę sił . Po wszystkim wspólna fotka, krótka pogawędka i trzeba było wracać do hotelu. Taki właśnie był nasz drugi biegowy dzień we włoskim raju 😊 Bo wieczorem, ćwiczyliśmy mięśni brzucha zresztą jak co dzień 😉 I jak to treneiro mówił przeszliśmy skróconą aklimatyzację i od następnego dnia ma być już tylko lżej 🙂

Pozdrawiam Jagoda 🙂