Search Menu

Nie taki diabeł straszny.

24 lutego 2020

Wiecie jak to jest, kiedy pod wpływem chwili zapisujecie się na obóz biegowy z grupą super biegaczy prowadzonych przez żywą legendę biegów, mimo iż sami słabo biegacie? – ja już wiem – ścisk żołądka, panika i ten strach w oczach na dwa dni przed wyjazdem. Darek (trener) zapewniał, że nie będzie źle i dam radę, a ja w głowie miałam myśl, że dentysta też tak mówi, a później….. wiecie  Pojechałam z myślą, że co nie dobiegnę to się do śmieję i ewentualnie ucieknę pod pozorem nagłych i pilnych obowiązków zawodowych  Od samego początku było widać, że to bardzo zgrany, zdyscyplinowany i otwarty zespół, połączony wspólną pasją biegową, ale również umiejący się dobrze bawić. Choć początkowo nieco nieśmiała, to jednak czułam się częścią tej grupy.

Dostałam dużo wsparcia, cennych porad, rozszyfrowanie niezrozumiałych dotychczas pojęć (przyznaję, że początkowo nie bardzo rozumiałam o czym oni mówią – jakbym była wśród kosmitów ) i mądrych odpowiedzi na najgłupsze pytania. Moja nieśmiałość została przełamana podczas jednego z wspólnie spędzanych wieczorów – kalambury i „wielkopolskie przysłowia” pozostaną długo w mej pamięci Treningi okazały się dostosowane do moich możliwości i umiejętności, choć przyznam, że tygodniowy kilometraż obozowy odpowiadał miesięcznemu z grudnia – i nie umarłam z wycieńczenia.

Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Wałczu, w którym gościliśmy, zapewniał infrastrukturę treningową – stadion, sale gimnastyczne, basen, sauna, siłownia i przepiękne ścieżki biegowe. Posiłki niezwykle smaczne, aż trudno było się powstrzymać przed kolejną dokładką, co odpokutowałam na jednym z treningów. Podsumowując: – czy pojadę na kolejny obóz? – tak!             – czy z tymi ludźmi i tym trenerem? – tak, choćby na koniec świata

Dziękuję Wam KRT za ten wspólnie spędzony czas, przyjęcie mnie do Waszego grona i nie mogę się doczekać następnego obozu.Pozdrawiam Kaśka