Search Menu

„Nieważne jak zaczynasz , ważne jak kończysz.”

Jadąc do Kobierzyc na bieg założyłam sobie żeby być w pierwszej 10 Kobiet i złamać 20 minut. Mimo, że nogi miałam ciężkie jak z betonu i praktycznie nie odpoczelam ani po niedzielnym starcie we Wleniu, ani po środowym akcencie uważałam, że jest to do zrobienia. Dzień przed startem już bez nerwówki, lekki rozruch i zajęcie głowy czymś innym. Po ostatniej 5 we Wrocławiu wyciągnęłam wnioski i wiem, że stres w niczym nie pomaga a wręcz przeciwnie może dużo popsuć 🤭 Dzień startu, pobudka o7, szybkie śniadanie i w drogę bo do pokonania ponad 120 km, na szczęście mam swojego kierowcę 😋 i motywatora, który potrafi mnie ustawić do pionu przed startem co bym za bardzo nie marudziła – Kuba jeśli to czytasz to wiedz, że nic tak nie napędza kobiety jak wkurzający partner hahah 😬 Przed startem oczywiście porządna rozgrzewka z Tereska, przy okazji zrobiłyśmy sobie jak zwykle mały rekonesans trasy. 5 minut przed 12 ustawiłyśmy się na linii startu, mała wymiana zdań i spojrzeń z innymi i już wiem z kim przyjdzie mi rywalizować 😁 Ale przecież o to w tym wszystkim chodzi. Wybija 12, startujemy! Trasa nie jest łatwa, na pewno nie nadaje się na życiowkę. Pierwszy km miał być na spokojnie ale z drugiej strony trener kazał lecieć w trupa 😁 mija 2 km, jest nieźle ciągle biegnę na drugiej pozycji, nie patrzę na zegarek żeby nie wybić się z rytmu. Na około 4 kilometrze trochę zwalniam ponieważ wbiegamy na boisko i trochę ciężko po nim biec, następnie czeka nas parkowa alejka i kostka, której szczerze nienawidzę.

Ostatnie 500 do mety, słyszę za sobą złośliwe komentarze pani z 3 pozycji, była pewna że zaraz mnie „dojedzie”, ale nie spodziewała się chyba mojej reakcji. W głowie miałam tylko myśli: ” o nie tak łatwo się nie dam, w końcu trenuje u Kruczkowskiego „! 😬 przyspieszyłam tak, że zegarek nie ogarnął i zaczął piszczeć, a ja zyskałam przewagę i dotarłam na metę z czasem 19:57. Tereska wygrała i znowu Karkonosz Running Team podbił podium!🏆

Jak na 5 miesięcy poważnego trenowania chyba nie jest tak źle. Wiem jedno, takie sytuacje motywują jeszcze bardziej. Czuję, że sezon 2019 będzie mój i jeszcze nie raz sama siebie zaskoczę. Trzeba tylko być cierpliwym i dużo, dużo trenować!  Pozdrawiam Jagoda 🙂