Search Menu

(Nie)Winny Maraton

12 września 2019

Jak każdy biegacz długodystansowy wie, istnieje wiele podstawowych zasad dotyczących przygotowania do maratonu. Czekając na linii startu na mój dwunasty już maraton, zdałam sobie sprawę, że złamałam większość z nich. Moje ogólne zdrowie pozostawiało wiele do życzenia, w ostatnich dniach nie mogłam pozwolić sobie na spokojny sen, i że tak naprawdę nie trenowałam zbyt wiele, a ilość przebiegniętych treningowo kilometrów, to tyle „co kot napłakał”.
Och, na szczęście Marathon du Médoc to impreza biegowa łącząca „wino, sport, zabawę i zdrowie”, która wydaje się aktywnie zachęcać do wszystkiego, co zwykle nie jest zalecane w bieganiu.
Trasa 42,195 km przebiega przez malownicze winnice, a uczestnicy – w obowiązkowym stroju fantazyjnym (w tym roku w temacie Super Heros) – powinni rozkoszować się wieloma szklankami słynnych roczników wina, a także napychać lokalnymi specjałami, takimi jak ostrygi, foie gras, sery, steki i wiele innych. Atmosfera na linii startu jest optymistyczna. Wszyscy się uśmiechają, większość tańczy, niektórzy śpiewają – daleka od ponurego, nerwowego nastroju moich poprzednich maratonów. Jest kolorowo, wokół niesamowita ilość Supermenów, Batmanów, Avengersów i innych Super Bohaterów z różnych krajów. I oczywiście ja, Maryna od Janosika😊

Limit tego biegu to 6 godzin i 30 minut, ale już wcześniej dowiedziałam się, że ci, którzy poważnie podchodzą do Maratonu du Médoc, osiągają właśnie taki czas, aby w pełni wykorzystać oferowane atrakcje i tylko garstka finiszuje w czasie do 4:30. Od pierwszego przystanku w pałacach winnicy (czyli po 2 km od startu) już zaczęli nas karmić lokalnymi specjałami i częstować winem. I tak różnorodne jedzenie i przepyszne wino było dostępne do końca biegu, średnio co dwa kilometry.


Oprócz wina były też lokalne soki owocowe i mnóstwo jedzenia, zaczynając od rogalików i chleba, sera i szynki, ciastek i słodyczy na pieczonym prosiaku kończąc. Po prostu nie można było się oprzeć. Niektórzy biegacze również zostawali w poszczególnych winnicach i leniwie chodzili po ogrodach niektórych zamków, rozkoszując się niesamowitymi widokami (popijając winko, oczywiście). Pod koniec biegu były nawet lody czekoladowe. Na ostatnim kilometrze, zanim dotrzesz do mety, jest stół do przebierania się i poprawienia makijażu, aby upewnić się, że dobrze wyglądasz przed linią końcową maratonu😉. Naprawdę fajna, pełna jedzenia, wina i kolorowych kostiumów impreza. Wyścig śmiechu i radości. Do tej pory nigdy nie czułam się tak przyjemnie zrelaksowana w czasie maratonu, i to nie tylko za sprawą trunków😉 Kiedy w końcu dotarłam do linii mety bardzo się cieszyłam. Kiedy stwierdziłam, że ukończyłam bieg w czasie sześciu godzin, żałowałam, że to już koniec i że mogłam jeszcze trochę zwolnić aby przez te pół godzinki bawić się na trasie. A zabawy było co nie miara, tego nie jestem w stanie opisać, to trzeba po prostu przeżyć!

Pozdrawiam, Ania