Search Menu

Misja Peacemaker

W ostatnią niedzielę po raz pierwszy w życiu (i mamy nadzieję, że nie ostatni) w rolę PACEMAKERA podczas biegu Karnawałowego we Wrocławiu na 10km wcieliła się Bożena Kozak-Sroka. Rola miała ta na celu pomóc koleżance w uzyskaniu nowej życiówki, czyli – złamanie 49 min na tym dystansie. Od początku biegu wszystko układało się bardzo dobrze. Zasada trzymania równego tempa biegu – 4,54 min/km i pozytywnej motywacji działała doskonale 🙂 Wrzaski „Kaśka dawaj”, tylko pomagały. Podobno okrzyki było słychać nawet po drugiej stronie wału Odry 😉 . Efekt końcowy zakończył się pełnym sukcesem – czas koleżanki 48,58 min, wiec misja spełniona.

 Bieg ten sprawił Bożenie ogromną frajdę i pomimo ciężkiego treningu dzień wcześniej nóżki świetnie pracowały. Teraz odliczmy czas na próbę ataku rekordu życiowego Bożeny, która będzie próbowała tego dokonać podczas Maniackiej Dziesiątki w Poznaniu. Tam będziemy prawie wszyscy 🙂

 

Trzy razy Tomek

Trzy razy Tomek, tyle razy wskakiwał na podium w ostatniej edycji Grand Prix Trzemeszna w biegu na 10km. Po dwóch pierwszych edycjach Tomek plasował się na podium i do pełni szczęścia brakowało tylko, albo aż jednego udanego startu. Niestety w trzeciej edycji odezwała się stara kontuzja, która nie pozwoliła ukończyć biegu i pojawiły się obawy, że nie uda się ukończyć całego Grand Prix. Na szczęście do klasyfikacji ogólnej brane były trzy najlepsze wyniki z czterech edycji. Dlatego trzeba było postawić wszystko na jedną kartę i powalczyć w czwartej. Tomek znany jest z tego, że walczy do samego końca i w ostatnim starcie pokazał serce do walki. Wynik końcowy 3 miejsce w czwartej edycji 38:22. W klasyfikacji końcowej 2 miejsce Open i pierwsze w kategorii. Więc mamy pierwsze podium w nowym sezonie.

Tomku wielkie gratulacje 🙂

„Gwiazdy w Międzyzdrojach”czyli nadmorskie perypetie biegaczy z Karkonosz Running Team

W niedzielę 21 stycznia zdecydowana większość klubowiczów wraz z zaprzyjaźnionymi biegaczami, a nawet pretendentami 🙂 do KRT

wybrała się na obóz biegowy do Międzyzdrojów. Wszyscy dotarliśmy na miejsce niemal równocześnie i tu pierwszy szok jakiego doznaliśmy, hotel Golden Tulip Residence, który już na wejściu przyjął nas bardzo serdecznie i zaskoczył pozytywnie dużymi wizytówkami z logo klubu zarówno w recepcji jak i w restauracji. Drugim szokiem były pokoje, a w zasadzie apartamenty, które gwarantowały nam komfort pobytu. Do naszej dyspozycji była również strefa Spa czyli sauny, jacuzzi a nawet basen, wprawdzie malutki ale jednak. Obóz rozpoczęliśmy od krótkiego popołudniowego treningu w kierunku Świnoujścia, płasko, równo i tylko trochę błota pośniegowego. Od tej pory już było tylko pod górkę, dosłownie i w przenośni. Treningi dwa razy dziennie. W sesji przedpołudniowej, głównie biegi ciągłe albo dłuższe wybiegania na wymagającej tzw. trasie na żubry, krótko mówiąc prawie jak w górach, no może wyższych hopkach ale dawało po łydkach, kto był ten wie. Popołudnia to albo bieganie stadionowe i nasze „ukochane” tempówki, dwusetki, czterysetki   i tysiączki a trener poganiał, motywował, nagrywał, korygował czyli każdemu według zasług 😉 albo sala, czyli variette z piłkami lekarskimi i „ulubione” przez biegaczy rozciąganie.

Wieczory, no cóż były tylko dla nas, delektowaliśmy się morskim klimatem, spacerując po plaży, korzystając z miejscowych atrakcji, a to szukaliśmy Nemo a to próbowaliśmy strącić jak najwięcej kręgli.

Zabawa przednia, nawet potańczyć się udało, że o solowym występie trenera nie wspomnę, mogłaby powstać podsekcja klubowa „taniec z pasją”. Wszechstronność trenera bezcenna. Nade wszystko jednak biegacze, ludzie z prawdziwą pasją, oddający się w pełni reżimowi treningowemu a przy tym zgrani, lubiący się nawzajem, wspierający w trudniejszych chwilach i uśmiechnięci od rana do późnych godzin. Cudownie spędzony czas, połączenie profesjonalnego treningu z różnymi formami relaksu i to wszystko w tydzień. Można ? Jasne, że można, to tylko kwestia właściwie dobranych ludzi.

DZIĘKUJEMY!!! DO NASTĘPNEGO !!!