Search Menu

III Toyota Półmaraton Crosowy

Dzisiaj zamieszczamy kolejne parę zdań z III Toyota Półmaraton Crosowy który odbył się w Jelczu Laskowice

Weekendowy wyjazd na Dolny Śląsk poza aspektem rodzinnym miał mieć dla nas również element sportowy w postaci zawodów na leśnych terenach, które przez wiele lat były dla mnie treningowym poligonem.

Niestety z powodu ograniczonych zasobów czasowych i późnego startu mogliśmy wystartować tylko na krótszym dystansie. Słoneczna pogoda i rześkie powietrze stworzyły idealne warunki do biegania a las jesienną porą był wyjątkowo piękny.

Tak jak we wszystkich tegorocznych zawodach postanowiliśmy dystans przebiec razem i blisko 11 kilometrową leśną pętlę ukończyliśmy w czasie 1:04:32.
W tym sezonie bieganie jest dla nas wspólnym spędzaniem czasu, cieszeniem się sobą i otaczającą nas przyrodą a także odskocznią od zawodowych i prywatnych wyzwań.
Agnieszka i Jarek
Karkonosz Running Team

Rysiek na podium w PZU marato Warszawski

Dzisiaj zamieszczamy kilka zdań naszego Ryśka, który zanotował spory sukces w Warszawie 🙂 

Na ponad 8tyś. startujących biegaczy 139m open; 2 w kat, z czasem 2.58’14”, cel osiągnięty chociaż okupiony ogromnym bólem i skurczami mięśni w nogach…najlepszy wynik po powrocie do biegania… teraz wiem, że stać mnie było na o wiele lepszy… następny post będzie poglądowy, jak nie należy robić zbyt inwazyjnej diety białkowej przed startem… dziękuję bardzo gorąco wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki i dobrze życzyli… znajomym, rodzinie, a w szczególności mojej Ukochanej… kiedy było mi ciężko na trasie to o Tobie myślałem Skarbie i to mi pomogło ukończyć maraton… to jest również Twój sukces, wielki wkład w moich przygotowaniach do startu… poświęcenie, czas i serduszko…

Brawo za walkę i pokazanie charakteru. Krótko mówiąc trzeba myśleć o wyniku znaczenie szybszym – 2:52-2:49 🙂

 

Pokonać siebie

Od wielu lat moim ulubionym miejscem odpoczynku letniego jest niewielka miejscowość  w Wielkopolsce, Zbąszyń. To tam, poza totalnym luzem urlopowym mam znakomite warunki do treningu, jezioro, park i ogólnodostępny pełnowymiarowy stadion tartanowy. Zawsze w lecie obiecywałam sobie, że kiedyś pobiegnę tam półmaraton, z trasą wiodącą wokół jeziora i nigdy się nie udawało, aż do tego roku.

Namówiłam kilka osób z Klubu ale choroba pokrzyżowała im plany, toteż postanowiłyśmy z Sylwią pojechać same. Słowo się rzekło, przyszedł ten dzień. Wyjazd w sobotę nie napawał optymizmem. Pogoda paskudna, zimno i cholernie wietrznie. Gospodarz obiektu zadbał jednak o nas znakomicie, dał nam domek z kominkiem i już zrobiło się nastrojowo. Trzeba było się tylko nastawić psychicznie, poukładać w głowie by zmierzyć się ze swoimi marzeniami. Jeśli mowa o marzeniach to oczywiste, że chodzi o tzw. „PB”. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, ale jak trener mówi „ ryzykuj, dasz radę, jesteś w gazie” to nawet jak masz obawy, to stajesz na kresce i walczysz, bo jest ktoś, kto wierzy, kto wie…. Niedzielny poranek przywitał nas słońcem i przenikliwym zimnem, jednak do godz. 12 zrobiło się przyzwoicie, choć momentami wiatr dokazywał. Zdumiewa fakt, że jak na tak małą miejscowość lista startowa liczyła ponad 700 zawodników. Jednak organizacja biegu, wszystko dograne, mówi samo za siebie. Trasa świetna, wbrew pozorom niełatwa, dużo odcinków wznoszących. Pierwsze kilometry przez okoliczne wioski, trochę swojskich zapachów atakujących nozdrza, niemniej tempo pierwszej piątki równiutkie, zgodnie z planem i ciągła rozmowa z sobą, wytrzymaj to tempo a będzie dobrze, to Twoje jezioro, tu lubisz trenować, dasz radę. Tak mijały kolejne kilometry i fajne uczucie, rzadkie kiedy wspólnie z kilkoma panami na trasie zmienialiśmy się na prowadzeniu swojej grupy na pewnych odcinkach, osłaniając się od wiatru. Spojrzenie na zegarek po 10 km, myślę jest dobrze ok. 46 minut, po jedenastu myślę ok., jeszcze tylko dziesięć km ok. 4:35/km a jak minęłam 16 km to już wiedziałam, że biegnąc tylko trochę szybciej niż 5 minut/km da wynik poniżej 1:40. Pytanie tylko ile? Wtedy zaczęłam liczyć od końca, jeszcze 5, 4, 3… Na ok. dwa km przed metą usłyszałam od rozstawionego na trasie drugiego spikera „ kolejna kobieta w pierwszej dziesiątce”, chwilę potem słyszę od kibiców że chyba siódma kobieta. To dodaje kopa i choć wiedziałam, że nawet truchtem już zrobię wynik, to do końca z uśmiechem na ustach i na swój sposób tzn. finiszując dobiegam do mety a tam 1:37:55, 6 miejsce open kobiet i 2 w kat.

To nie był łatwy bieg, to nie trening interwałowy, to było ogromne wyzwanie dla mnie, każda część ciała walczyła o ten wynik a po przekroczeniu linii mety radość, szczęście i totalne zmęczenie. Moja radość dodatkowo została spotęgowana, jak do mety dobiegła Sylwia, nie dość, że w bardzo dobrej formie to jeszcze z życiówką pobitą o ok. 7 minut, zajmując 7 lokatę w kategorii. Tak szybko, jeszcze nigdy nie biegała na zawodach. I tak spełnione, w poczuciu dobrze wykonanej roboty możemy sobie zadać pytanie… czy my się kiedyś zatrzymamy ? Nieeeeeee, bo chodzi o to by przesuwać swoje granice.

Pozdrawiam Ela  🙂