Search Menu

Piekło w Kunicach

25 sierpnia 2020

Bieg w Kunicach, był moim pierwszym „normalnym” startem od lutego 2020 roku. Jeszcze w piątek nie wiedziałam czy w ogóle wystartuje ponieważ nie miałam jak dostać się na zawody a po drugie byłam trochę przeziębiona. Sobota rano, udało się dotrzeć na zawody chociaż samopoczucie było średnie a temperatura powietrza o 8 rano wynosiła już 28 stopni . Trenejro doskonale zna moj organizm i wie ,że nie znoszę takiej pogody i będzie ciężko. Miałam biec 10 km , ale ze względu na warunki pogodowe i zdrowotne postanowiłam chwilę przed startem przepisać się na 5 km . Teraz wiem, że to była dobra decyzja mimo ,że to właśnie ten dystans był najbardziej obsadzony przez czołowe biegaczki . Krótka rozgrzewka i czekanie na start . Chciałam tylko dobiec szczęśliwe do mety . Od początku trzymałam 3 pozycję ale czwarta zawodniczka cały czas siedziała mi na plecach . Na 4 km bolało najbardziej, żar z nieba i pofałdowana trasa . Szczerze ? miałam już dość. Jedyne co trzymało mnie przy biegu to fakt ,że do końca był tylko kilometr. Olśnienie przyszło na 500 metrów przed metą , kiedy to zaryzykowałam i przypomniałam sobie słowa Darka ” musisz mieć mocną głowę, wtedy wszystko wyjdzie ” . Przyspieszyłam uciekając czwartej zawodniczce. Po drodze udało się wyprzedzić jeszcze dwóch panów . Ostatecznie udało mi się dobiec jako 3 Kobieta

w czasie 20:14 i wygrać kategorie k20 , jak na takie warunki i trasę jestem zadowolona . Ostatni km był najszybszym , gdyby inne warunki byłoby pewnie lepiej ale na to przyjdzie jeszcze czas . Dziękuję dziewczynom z KRT( oddział Legnica ) za doping na trasie

Teraz czas się wykurować bo czekają mnie starty ale już w moich ukochanych górach.

Pozdrawiam Jaga

I czas na Andrzeja 🙂

Tak niedawno rozpocząłem treningi, a już startuję w zawodach. To z perspektywy osoby, która przez ostatni rok walczyła z plagą kontuzji, niewątpliwie uznaję za sukces. Sam próbowałem kilkakrotnie wracać na trasy biegowe, ale za każdym razem prędzej, czy później urazy wracały. Lekarstwem na ten stan rzeczy stał się trener Darek pod którego czujnym okiem od niedawna zacząłem pracować. Dzisiejszy Kunicki Bieg Reggae, zresztą jak każdy poprzedni był rozgrywany w wyjątkowo trudnych warunkach pogodowych. Nie wiem jak oni to robią, ale zawsze dbają o iście afrykańskie upały. Jeszcze dzień wcześniej moje plany wyglądały tak, zaczynam od 3:45 i kończę po 3:40. Realne, do zrobienia przy mojej obecnej dyspozycji. Po wyjściu na rozgrzewkę cały chytry plan upadł. Pomyślałem, nie dzisiaj. Tu trzeba zrobić sporą poprawkę. Zacznę po 3:50 i zobaczę, czy coś na trasie da się urwać. Jak już wiecie nic się na dało urwać. Na macie po przebiegnięciu 2,5km byłem już mocno styrany, czas był mizerny, biegać nie było z kim, ale pomyślałem, trzeba zachować fason i pobiec jak należy.

A to w moim przypadku oznacza druga część zawsze szybsza od pierwszej, taki negativ split.Bieg zakończyłem z honorowo z czasem 19:11 i nie chciałbym się na ten temat więcej wypowiadać. Było, minęło, koniec, zapomniałem 😉 Do przyjemnych wydarzeń należy zaliczyć spotkanie ze znajomymi.

Miło było popatrzeć na uśmiechnięte twarze, wysportowane sylwetki. Brawo dziewczyny. Pozdrawiam i mocno ściskam Andrzej 🙂