Search Menu

Po drugiej stronie

Jeszcze raz troszkę o starcie w Weronie, ale teraz kątem trenera 🙂 Jako, że już dawno przestałem się ścigać, to od dłuższego czasu chodziło mi po głowie, aby ponownie wystartować. Nie dla ścigania się tylko tak po prostu i najlepiej w jakiejś dużej imprezie, aby zobaczyć jak to jest z tej drugiej strony. Kiedy Asia zapytała czy nie chciałbym pojechać na półmaraton do Werony, pomyślałem dlaczego nie 🙂 W końcu jest okazja i po krótkim namyśle zdecydowałem się, że jadę. Im bliżej startu, to ekscytacja robiła się coraz większa. Miałem tylko nie pewność jak to zniesie moje biodro, które cały czas dokucza i czy nie dam ponieść się fantazji i ponownie nie zacznę się ścigać. Nie obiecałem sobie, że jadę tam w innym celu i z tym innym nastawieniem zameldowałem się w Weronie. Cudna pogoda tylko podkręcała nas wszystkich, ale spokojnie w końcu i wiosna dotrze i do nas 🙂 Nadszedł dzień startu blisko osiem tysięcy osób biega w jedną i drugą stronę jakby nie wiedząc, co ze sobą zrobić.

Przecież jak biegałem, to organizator przywoził nas z hotelu na godzinę przed startem, dawał pakiet startowy do ręki. Potem rozgrzewka i czekanie w komfortowej wydzielonej strefie. Tutaj jest inaczej – jak w ulu, wszędzie ścisk, kolejki. Najpierw po odbiór pakietu, potem kolejna kolejka do toalety. Inni chcą zobaczyć Expo. Jak tu się skupić, nie da się! Czterdzieści minut do startu, wiec jest rozgrzewka i chwila na zebranie myśli. Dobrze się rozgrzać i ustawić na linii startu. No cóż łatwo się mówi, a realia zupełnie inne. Minuty mijają i zostaje już tylko pół godziny. Rzeczy trzeba oddać do depozytu i czekać. Jest tylko 7 stopni na plusie i super, ale ja zawsze rozbierałem się na minutę przed. Tutaj dostałem trzęsiawki, co robić – zamarznę! Patrzę na dziewczyny, a one doskonale sobie radzą. Przecież mają tak zawsze, ja pierwszy raz. Idziemy na start, a tam kolejny tłok. Dobrze, chociaż, że były wydzielone strefy czasowe, więc byliśmy blisko startu. 3.2.1 i w końcu start ruszyliśmy. Pierwsze trzy kilometry to jakbym odbijał się od bandy do bandy. Masakra nie dam rady, to nie dla mnie. Zatęskniłem za starymi czasami, kiedy od razu było się na początku i mogłem bezpiecznie mknąc do mety. Tutaj ktoś haczy ręką inny nogą, a jeszcze inny krzyczy do ucha. Czwarty, piąty kilometr. Jakby już troszkę luźniej – dopiero tutaj mogłem się odezwać do Pauliny i zapytać jak jest? Odpowiedź bardzo dobrze, zupełnie inaczej niż u mnie. Ja dalej szukałem miejsca dla siebie. Po 10km nareszcie spokojniej, co prawda jeszcze słyszę jakieś dziwne stękania. Rozglądam się, a tam nic złego. Wszyscy zadowoleni, oczywiście z lekkim grymasem, bo przecież biegniemy, ale to zupełnie inny obraz niż znałem dotychczas. Kątem oka i ja zacząłem podziwiać piękne miejsca i cieszyć biegiem. Doping ludzi zupełnie mi obcych powodował, że mój stan psychiczny zaczął ulegać poprawie. Paulina w doskonałej formie mknie do mety. Patrzę na nią i już wiem, będzie jej nowy rekord życiowy. Tutaj wiedziałem, że czuje to samo, co ja, kiedy rywalizowałem. Jest już duże zmęczenie, ale do mety coraz bliżej. W końcu ostatni km muzyka, bębny powodowały, że chciałem finiszować jak za dawnych lat, ale do końca dopingowałem Paulinę. Werona jest Twoja! Uff meta i już po – po chwili pomyślałem, kurczę było super i tak szybko minęło. Czekamy na Asię i Adama. Idą bardzo zadowoleni. Asia podobnie jak Paulina z nową życiówką. Ja wolniej o prawie 23 minuty od swojego rekordu. Jestem jednak zadowolony jak cały tłum, który mnie otacza. Wspólna „zabawa” oczywiście w cudzysłowie dobieg końca 🙁 Jestem nieco połamany i obolały, ale bardzo szczęśliwy. Ucałowałem na koniec dziewczynę, która zawiesiła mi medal Grazie bella 🙂

Ten medal będzie wyjątkowy, a ja już wiem, że to nie był mój ostatni start po tej drugiej stronie. Tego jestem pewien. Cudownie spędzony czas z przyjaciółmi pokazał mi jak fajnie może być bieganie na mojej sportowej emeryturze 🙂 I jeszcze tylko jedna refleksja – podziwiam wszystkich, którzy startują tam z tyłu za zawodowcami. Nigdy nie myślałem, że to tak wygląda, a jednak. Pełen szacun trener 🙂