Search Menu

Sylwia na WPI

Większość z nas korzysta z wakacji, co nie oznacza, że nie trenujemy, czy startujemy. Wręcz przeciwnie i na dowód tego mamy krótką relację Sylwii ze startu w Szklarskiej Porębie z ostatniego weekendu gdzie rozgrywany „Izerski weekend biegowy”

Ba  a może by tak zacząć od końca, bo czemu by nie … pomyślałam. A to dlatego, że cudowny smak arbuza na mecie Wielkiej Pętli Izerskiej, którego dotychczas nie doceniałam Sławku … i piwka …dzięki Tomek, uświetniły mój sukces. Jak by nie było czas 2.04.14 w półmaratonie górskim to już coś … szczęścia nie było końca acz miejsce 16 w K/40 mmm … niekoniecznie było jego częścią…. Ogień w nogach, żar z nieba, nie wspominając opalenizny na ramionkach i karku to efekty decyzji … teraz góry. Rewelacyjne połączenie tego co kocham, no gór i biegania. Co prawda w wydaniu ekstremalnym, ale cóż się nie zrobi dla zwiększenia doznań …biegowych oczywiście. Bo czy to normalne ? mmm dla takich wariatów jak ja zupełnie … Trasa trudna, nie rozpoznana uprzednio wizualnie a jedynie zrelacjonowana przez Elę i Dorotkę. Ale może i lepiej .. Już początek biegu wyraźnie świadczył, że nie będzie łatwo. Pierwsze 100 m i już pierwszy podbieg, a tych nie było końca. W tłumie kolorowych biegaczy pokonywałam kolejne kilometry, przypominając sobie w trakcie miejsca, o których opowiadała Ela. I jak to w górach, na szlakach turystycznych kamienie, korzenie … moje podskoki, uniki .. i jazda do przodu. Nawet obyło się bez upadku, no poza jednym lotem na Małysza. Ale tak jak on złapałam równowagę ufff … ktoś powiedział, uwaga na asfalt. Wiedziałam, co to oznaczało .. Ścigałam się z czasem, upałem i sama ze sobą w przekazie .. ani mi się waż stanąć. I tak minęło 13 km … myślę sobie teraz powinien być zbieg .. na ostatnim wodopoju chwyciłam bananka i chlipnęłam wody, bo miałam swój zapas coli też .. i skręt w prawo ..cudownie jest na zbiegu. Nie długo trwała moja radość, bo gość biegnący z przeciwka krzyknął .. przed Wami jeszcze dwa trudne podbiegi. Jak to ???? pomyślałam to żart. Ale nie .. i nawet rozmowa nie pomogła …. Dyscyplinująca ze sama sobą. Poddałam się … szybkim marszem wdrapałam się na pierwszy z nich … potem krótki zbieg i powtórka marszu. Trudno .. Nadszedł jednak upragniony moment … zbieg po kamieniach .. potem super nowiutki szuterek … ale już na całego poszłam po kotce. Oddałam pas napotkanemu zawodnikowi z Legnicy, który już ukończył bieg i gazu … zakręt w lewo i już miasto …. kibice i obietnica piwa na mecie … wbiegłam na stadion widząc ją z daleka …. Yes, Yes, Yes …hmm może wrócę tu za rok.

Było ciężko ale nie aż tak …