Search Menu

Transylwania – wycieczka w nieznane

21 maja 2017

O tym wyjeździe marzyłem od co najmniej dwóch lat a same zawody choć stosunkowo młode ( obecna edycja była czwartą ) już obrosły legendą.W zeszłym roku decyzja zapadła i jak tylko uruchomiono zapisy dokonałem wyboru- Transylvania50 będzie moją trasą. W podjęciu decyzji pomogło grono znajomych biegowych, które uznało ten wyjazd za świetny pomysł. I tak 16 maja sześcioosobową ekipą wyruszyliśmy do magicznej Transylvanii. Po 18 godzinach szybkiej jazdy zameldowaliśmy się w Bran w małym ale bardzo wygodnym pensjonacie z widokiem na góry. Przywitała nas serdeczność gospodarzy podtrzymywana każdego dnia. Mieliśmy 3 dni na aklimatyzację i zwiedzanie, czas który szybko minął. W piątek odbiór pakietów i weryfikacja ekwipunku a 20 maja o godz.7 czasu lokalnego zameldowaliśmy się na linii startu usytuowanej pod zamkiem Draculi.

Pierwsze 16 km trasy jest przeogromnym sprawdzianem siły i charakteru prowadzi bowiem najpierw stromymi stokami partii leśnych a następnie przychodzi zmierzyć się z lodową rynną o nachyleniu 75 stopni prowadzącą na najwyższy szczyt na trasie Omu 2507 m.n.p.m. A na szczycie totalne mleko, porywisty wiatr i zimnica. Dość powiedzieć, że na tym krótkim dystansie jest do zrobienia 2,5 tys. przewyższenia. A później karkołomny zbieg porównywalny do tatrzańskich grani i ponowne wielokrotne wspinaczki. W sumie na całej 55 kilometrowej trasie przewyższenie wyniosło 3,3 tys. metrów. Do mety dotarłem przemoczony i zabłocony ale w świetnej kondycji w czasie 8:31:42.

Dodatkowe atrakcje podczas zawodów: trasa której przebieg w wielu fragmentach w Polsce nie uzyskałby akceptacji ze względów bezpieczeństwa, przekraczanie brodu rwącej rzeki, niedźwiadki, fatalne oznaczenie ( organizatorzy dosyć lajtowo do tego podeszli i uwaga musiała być wytężona na maksa a wgrany track jest koniecznością ), bonus od organizatora w postaci wydłużonej do 55 km trasy i burza z oberwaniem chmury na 32 km. Skutki tejże były dotkliwe bowiem już do samej mety pokonywaliśmy trasę w błotnych strumieniach. Sam zaliczyłem dwa upadki. Z tego co wiem to skutki burzy wykluczyły z rywalizacji wiele osób z dystansu 100 km.

Podsumowując: niesamowicie specyficzne zawody, bardzo bardzo fizyczna trasa preferująca osoby wytrzymałe siłowo, kawał pięknych gór do zobaczenia, bardzo życzliwi ludzie i piękny folklor. Polecam, sam planuję tu wrócić i powalczyć o więcej.

Jarek – SZERPA