Search Menu

Trudna droga po zwycięstwo

To kolejna z serii relacja ze startu biegaczy Karkonosz Running Team, zaczynamy przyzwyczajać się do tego, że każdy bieg to czyjś sukces, albo wygrana,  albo życiówka albo zwycięstwo nad własnymi słabościami czy bolączkami. Prologiem dzisiejszego startu było sobotnie spotkanie z grupą biegaczy ULTRA, małżeństwem Natalii i Jarka Haczyk oraz zaprzyjaźnionego z nami Krzyśka Furtaka, który niejeden bieg ultra zaliczył a jego historie nie mają końca. Przesympatyczne spotkanie i duża dawka pozytywnych emocji oraz ładunek ogromnej motywacji. Cała trójka również startowała w dzisiejszym półmaratonie. Jedną z historii opowiedzianych podczas spotkania przez Natalię był start w biegu górskim Mont Blanc, który odbywał się w ekstremalnych warunkach pogodowych a ona drobna, mała istota z ogromnym serduchem do biegania, nie poddała się i kontynuowała bieg, osiągając „szczyt” dosłownie i w przenośni. Czytając jej książkę wieczorem i układając sobie w głowie plan na jutro, przyświecała mi jedna myśl, ciężko pracowałam, nie odpuściłam żadnego treningu, czułam, że muszę spróbować, choć wiem, że nie będzie łatwo. Pogoda no cóż, nie zawsze piękne słońce jest sprzymierzeńcem a do tego mocny wiatr, zazwyczaj dla biegaczy wiejący w twarz również nie pomaga. No ale przecież całą zimę trenowaliśmy, również w takich warunkach, nie ma co narzekać, nie raz wiało tak, że głowy urywało.  Chwilę przed startem  krótkie rozmowy z ekipą KRT, kilka wspólnych fot na pamiątkę i życzenia udanego biegu.

Start z myślą, że jest się członkiem super fajnego zespołu ludzi, którzy sobie wzajemnie życzą sukcesów jest bardzo budujący. No i ruszyła machina…3..2..1 start, poszli. Już po chwili słyszę znajome głosy i widzę Asię i Adama, którzy wydzierają gardła dopingując. Pierwsze dwa km w słońcu, szeroka droga, każdy ma luz, potem pierwszy podbieg i pierwszy zbieg, tu już robią się tasowania biegaczy, kolejne 6 km to w miarę spokojny płaski bieg, ale słońce operuje dość mocno i daje po głowach a za chwilę mocny podbieg, odcinek blisko 2 km na Ziemnicach z największym przewyższeniem na ostatnich 300 metrach, to jednak nie koniec bo trasa jeszcze kawałek  wiedzie pod górkę i znowu chwila oddechu, kilka km aż do następnego, najbardziej wymagającego ok. 500 m podbiegu. Na tym odcinku wiatr już mocno daje się we znaki, wieje w twarz i widać jak bardzo rozciągnął się peleton biegaczy. Wtedy mówisz sobie „sprawdzam”, bo jak to minie to już odliczasz, do mety już tylko 8, 7  itd.  Nagle, mimo, że na trasie było jeszcze kilka mniejszych podbiegów albo inaczej, trasa prowadziła generalnie pod górkę to mówisz sobie „dam radę”, mam marzenie, chcę zrobić życiówkę, Natalia się nie poddała, mimo znacznie trudniejszych warunków a ja mam już tylko kilka kilometrów poza strefą komfortu. Nagle upragniona tabliczka Legnickie Pole, jeszcze tylko kawałek i już po bólu. Każdy kto biegł tą trasę wie, że to jeszcze nie koniec, ostatnia tzw. agrafka  ponad km w dół  i drugie tyle pod górę.

I co się stało? nagle na tym ostatnim zbiegu niespodzianka, znak, że warto było zawalczyć, pojawia się trener, który mówi masz szanse, będzie życiówka, już tylko chwila, wytrzymaj. Takie sytuacje powodują, że nawet jak nie masz sił to masz siły, dostajesz jakiś niewytłumaczalny zastrzyk energii i lecisz przed siebie. Na tym nawrotnym podbiegu widzisz znajome twarze, które już gratulują, co jeszcze bardziej pomaga i ostatnie dwieście metrów do mety i znowu znajome głosy Asi i Adama i jest meta, upragniona META!!! I jest życiówka !!! Na deser dostaję informację o zwycięstwie Kamila, super wyniku Tomka i czekamy na resztę dziewczyn z Teamu Sylwię i Jadzię, które dobiegają w znakomitych nastrojach i z dobrymi wynikami. Radości nie było końca, osobiste sukcesy i sukces Teamu III w klasyfikacji drużyn. Jak dla mnie mega wyczyn, bo na podium byliśmy jedyną drużyną mieszaną. W załączeniu kilka fotek 🙂

Tomek w akcji 🙂

Sylwia w akcji 🙂

Jadzia w akcji 🙂

Nasz Kamil zwycięzca 🙂

Nasz Team na III miejscu 🙂

Pozdrawiam Ela 🙂

P.S Kiedy my już świętowaliśmy, to dotarły do nas kolejne super wiadomości. Paulina wykręciła super wynik w Mediolanie, a Przemek ukończył Berliński półmaraton, ale o tym w następnej relacji 🙂