Search Menu

TRUDNA SZTUKA POWROTÓW

6 października 2020

W życiu każdego z nas zdarzają się chwile zwątpienia, słabości, wywołane wszelakiego rodzaju kontuzjami, uniemożliwiającymi bieganie. Zdarza się jednak, że cichy zabójca, stres potrafi odrzeć nas ze wszystkich sił, pozbawić wiary w siebie i niszczyć organizm w sposób niepostrzeżony. I choć nie od razu zdajemy sobie z tego sprawę to małymi kroczkami gaśniemy, zabiera nam wszystko, co dla nas ważne. Przyszedł moment, nie wdając się w szczegóły, że i mnie, na ogół „mocną” babkę  coś przygniotło. Doświadczenie Darka i jego zrównoważony trening pozwoliły nie zaprzestać biegania, musiałam jednak zwolnić tempo i dać sobie czas, ciesząc się bieganiem, w myśl powiedzenia „rób w życiu to co kochasz, nie ważne jak dobrze to robisz, ważne jaką to sprawia Ci radość ”.  Mijały dni, kolejne tygodnie i mój świat zaczął być bardziej przyjazny. Po drodze przygoda z Letnim Biegiem Piastów w charakterze osobistego peacemekera dla Sylwii, z całkiem niezłym wynikiem. Pojawiło się światełko w tunelu, pierwsze mocniejsze  trzy i czterystumetrówki już cieszyły. Kolejne treningi przeplatane Bc 2 również dawały nadzieję. Po jednym z takich treningów Trener powiedział cyt. „ czas pomyśleć o starcie”.  Nie była to łatwa decyzja ale jak trener mówi, to wie co mówi. Trzeba sprawdzić, w którym jestem miejscu, poczuć ducha rywalizacji i zrobić sprawdzian dla głowy. Tak też się stało i wybór padł na mały lokalny Bieg o Puchar Olimpijczyków w Chocianowie. Dystans ok. 6,5 km, na trzech pętlach, trasa bez atestu, wiodąca po alejkach parkowych, dużo zakrętów a przy tym momentami błotko po ostatnich deszczach. Na domiar tego zrobiło się ciepło, za ciepło po kilku  chłodnych dniach. Nic mi jednak nie przeszkadzało, cieszyłam się jak dziecko, że mogę wystartować i zmierzyć się ze sobą. Rywalek nie znałam, może kilka twarzy z widzenia z różnych biegów, nie zaprzątałam sobie jednak zbytnio uwagi listą startową. Po strzale startera wszyscy ruszyli tak jakby mieli do przebiegnięcia jedną pętlę. Już na ostatnim odcinku pierwszej pętli czułam ciężki oddech niektórych na plecach. Ja jednak starałam się trzymać swojego tempa, bez rwania, szarżowania, utrzymywałam drugą pozycję wśród kobiet . W połowie drugiej pętli zrównała się ze mną mała grupka a wśród niej dziewczyna, która próbowała mnie wyprzedzić. W tym miejscu pomyślałam, że muszę trochę się oderwać bo potem może być różnie. Przez kilkadziesiąt metrów biegliśmy wspólnie, potem jednak zostałam z jednym chłopakiem tej grupki. I tak jeszcze kawałek ale niedługo, bo jak sam przyznał za szybko zaczął ( uśmiechnęłam się od ucha do ucha, bo skąd ja to znam. Darek też mnie przestrzegał, nie zacznij za szybko). Na trzecią pętlę wybiegłam już w towarzystwie innego pana 🙂  . Nie trwało to jednak długo.

Trzymając równe tempo  dobiegłam do mety z czasem 27:32 na drugiej pozycji  wśród kobiet, z blisko 50 sekundową przewagą nad trzecią zawodniczką, co uważam za bardzo dobre miejsce w tych okolicznościach i czasie. Mój zegarek pokazał niespełna 6,3 km, co dało jakieś poniżej 4:30/km. Do wyniku na miarę moich oczekiwań jeszcze kawałek drogi ale tym razem głowa wygrała i nic mi nie odbierze tej radości. Przede mną jeszcze dużo do zrobienia, wiem jednak że czasem tak bywa, żeby iść do przodu trzeba zrobić dwa kroki do tyłu.

Pozdrawiam Ela 🙂