Search Menu

W poszukiwaniu pragnienia startowego

8.06.2019 o godzinie 19:00 stanęłam na starcie VII Biegu Nyskiego. Był to dla mnie dość nieoczekiwany start, bo nie zaplanowany. Na obecny sezon biegowy nie planowałam żadnych startów. W tej części mojego życia ciągle utrzymuje się „bessa”. Zaczęłam co prawda w miarę regularnie biegać, ale skupiam się raczej na utrzymaniu motywacji i delektowaniu przyrodą w miejscach, w których biegam niż trenowaniu szybkości i siły biegowej. Kilka dni przed startem koleżanka, mój biegowy Anioł Stróż😊, przesłała mi informację, że jej znajomy musi zrezygnować z uczestnictwa i nawet nie pytając mnie o zdanie, stwierdziła, że muszę się zarejestrować, bo do północy można przepisać pakiet. W jej przekazie było tyle entuzjazmu, że pomyślałam sobie „A co mi tam? Może to przeznaczenie? Może właśnie po tym biegu znowu poczuję głód startów?” Zarejestrowana. Nie byłam przygotowana w ogóle. 10 km, to jednak szybki bieg, a ja od początku sezonu praktycznie tylko truchtałam. Pomimo to postanowiłam pobiec na tzw. samopoczucie.Do Nysy przyjechaliśmy wspólnie ze znajomymi stosunkowo wcześniej żeby odebrać pakiety, zrobić na spokojnie rozgrzewkę i rozejrzeć się w okolicy. Wszystko poszło bardzo sprawnie, pogoda nam sprzyjała, bo mimo, że było dość ciepło i słonecznie, nie odczuwaliśmy tego aż tak bardzo. Przed godziną 19:00 stanęliśmy wspólnie z ponad 800 uczestnikami przed linią startu. Okazało się, że uczestnikami tego biegu jest również grupa Kenijczyków, co również świadczyło o poziomie i atrakcyjności tej imprezy. Odliczanie i start. Niesiona adrenaliną pierwsze kilometry przebiegłam dość szybko, za szybko. W głowie tylko myśl aby starczyło mi siły na pokonanie reszty dystansu bez żadnych problemów, w końcu ostatni start na 10 km zaliczyłam kilka dobrych miesięcy temu. Na szczęście trasa zrekompensowała moje wątpliwości – płaska, dużo długich prostych odcinków, doping kibiców – taka jak lubię. Na ostatnim kilometrze czekała na mnie moja koleżanka, która ten bieg już zakończyła życiówką. Teraz jeszcze zmotywowała mnie do spektakularnego finiszu, nigdy jeszcze tak szybko nie biegłam w zawodach😉 no chyba, że trener zadał na treningu, ale w tamtym momencie wydawało mi się jakby to było wieki temu… Na zegarze 52:11. Dla mnie wynik niewyobrażalny przed tym startem. Oczywiście do życiowego czasu na 10 km trochę brakuje, ale ja jestem bardzo zadowolona. Rywalizację ze sobą wygrałam😊

Zdjęcie z medalami: Michał Złotowski

Bardzo polecam udział w biegu w Nysie. Super organizacja i trasa. Po biegu odbyło się losowanie bardzo atrakcyjnych nagród dla wszystkich, którzy ukończyli bieg. W puli do losowania 3 rowery, vouchery na pobyt w kliku różnych hotelach, zegarki, pufy skórzane, i jeszcze inne różności. Szczęście mi tym razem nie dopisało i mój numer startowy nie został wskazany, ale bardzo się cieszę, że tam byłam. Tym razem po powrocie do domu nie zaczęłam organizować kolejnego startu, jak to zazwyczaj bywało😉 Głodu jeszcze nie czuję, ale życie znowu stwarza mi kolejną niespodziewaną okazję do całkiem nieoczekiwanego startu, ale o tym czy się udało w ewentualnie kolejnym odcinku…
Pozdrawiam, Ania