Search Menu

ZIMOWY ULTRAMARATON KARKONOSKI 2017

14 marca 2017

Zimowy Ultramaraton Karkonoski to memoriał Tomka Kowalskiego, który w marcu 2013 roku nie wrócił z wyprawy na Broad Peak. Czwarta edycja tego kultowego już biegu odbyła się 11 marca przy udziale 350 szczęśliwych osób.

Od trzech lat nosiłem się z zamiarem zmierzenia się z zimową trasą biegnącą od Polany Jakuszyckiej następnie Granią Karkonoszy przez Śnieżkę do Karpacza ale najpierw nie powiodło się w losowaniu a rok temu dopadła mnie kontuzja i musiałem odstąpić pakiet. W tym roku pomimo kwalifikacji i szczęścia w losowaniu znowu los rzucał kłody pod nogi. Od października do ostatniego tygodnia przed startem mierzyłem się z cyklicznymi powrotami przeziębienia i grypy, które co chwilę wytrącały mnie z reżimu biegowego. Skutkiem tych niedomagań kilometraż przygotowawczy był znikomy i w zasadzie bez górskiego treningu w warunkach zimowych.

Celem na ten bieg było ukończenie go w zdrowiu i potraktowanie tego startu jako etap przygotowawczy do mojej docelowej imprezy biegowej a mianowicie Transylvania 50 km w przepięknych rumuńskich Karpatach. Z komunikatu przedstartowego wynikało, że warunki na trasie i grani są mocno zimowe a dodatkowo wieczorem przed startem dopadało 10 cm świeżego puchu. W sobotę na starcie pogoda była znakomita, lekki mrozik i przecierające się niebo. Po wyjściu z autobusu, który przywiózł startujących na Polanę Jakuszycką przywitał mnie trener Darek Kruczkowski. Pokrzepiająca rozmowa, kilka wskazówek, fotka i czas koncentrować się przed startem.

Z biegowym towarzyszem Norbertem Kuneckim z klubu Harcownik Jelcz-Laskowice.

Start następuje z kilkuminutowym opóźnieniem i mkniemy 2 km do wejścia na szlak prowadzący na Przełęcz Szrenicką. Trasa jest bardzo wąska i prowadzi udeptaną w śniegu ścieżynką z której zejście grozi utonięciem po pas w śniegu.

I niestety do 36km zmagamy się ze śnieżną rynienką w której ciężko się poruszać, a co dopiero biec. Po wejściu na grań warunki zmieniają się na prawdziwie zimowe. Mocne podmuchy na wysokości Śnieżnych Kotłów, kotłująca się mgła, kilkustopniowy mróz nie pozwalają na to, aby podziwiać widoki. Docierając do Domu Śląskiego robi się jeszcze ciekawiej. U podnóża Śnieżki jest -12 stopni, mocno wieje, a samo wejście i zbieg ze ścieżki pokryte są taflą lodu. Zjadam zupę pomidorową, ubieram raczki biegowe i dynamiczne mijając innych zdobywam najwyższy szczyt Karkonoszy, a potem zbiegam po tym po czym inni zjeżdżają.

Po zbiegu ze Śnieżki na 30km zaczynam odczuwać psychiczne zmęczenie, które będzie już mi towarzyszyć do końca trasy. Kilkugodzinne torowanie trasy w śniegu zabiło we mnie ducha waliki co w zestawie z brakami treningowymi nie mogło doprowadzić do sukcesu. I niby już miało być tylko z górki, a po drodze czekało jeszcze sporo wspinaczki. Tak walcząc ze sobą dobrnąłem do Przełęczy Okraj na której znajdował się ostatni punkt odżywczy. Pozostało 17km do mety równie trudnych, bo okazało się, że będziemy jeszcze brodzić w topiącym śniegu, podchodzić niekończącą się żwirówką, czy znowu zdobywać wysokość w lesie. Ostatecznie dobiegam do mety usytuowanej w Karpaczu. Uzyskany czas to 7h:30 minut co jest wynikiem gorszym o godzinę od przyjętych założeń. Wynik ten lokuje mnie na 139 miejscu na 340 osób, które wystartowały.

Zwycięzcy IV Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego im. Tomka Kowalskiego:

OPEN: 1. Michał Rajca 5:08:55 2. Miłosz Szcześniewski 5:25:53 3. Piotr Paszyński 5:27:13

KOBIETY 1. Katarzyna Solińska 6:20:59 2. Paula Korowaj 6:27:53 3. Amelia Ewiak 6:30:12

To była fantastyczna impreza i przygoda a także niesamowita lekcja pokory, która pokazała nad czym jeszcze należy popracować.To jedna z imprez w których uczestnictwo będzie się wspominać do końca życia.