Search Menu

Jawor w trudnych warunkach

29 października 2018

Dzisiaj mamy kolejną relacje Krzyśka “Młodego 🙂 ” w którym opisuje swój kolejny sukces 🙂 Zapraszamy

W niedzielę razem z trenerem pojechałem na bieg do Jawora, a dokładniej “Memoriał Stefana Mielczarka”. Na tym biegu chciałem sprawdzić na jakim poziomie jestem na tą chwilę jeżeli chodzi o dystans 10 kilometrów. Dojechaliśmy na miejsce, wjeżdżamy na parking a tam pusto. Przez głowę przechodziły najgorsze myśli że bieg został odwołany, na szczęście organizatorzy takich planów nie mieli. Odebrałem numer startowy, po chwili do mnie i trenera dołączyła klubowa koleżanka Beata. Widzieliśmy że warunki za oknem nie są najlepsze. Niska temperatura i ciągle padający deszcz to nie są wymarzone warunki do biegania. Mimo to nie zamierzaliśmy się poddawać z powodu pogody, przecież nie raz robiliśmy trening w dużo gorszych warunkach 😬. Z Beatą wyszliśmy na rozgrzewkę, chcieliśmy zobaczyć jak prowadzi trasa biegu. Niestety nie udało nam się to, ponieważ trasa nie była jeszcze oznakowania. Dopiero gdy wracaliśmy z rozgrzewki harcerze i wolontariusze wyszli oznaczyć trasę. Chwilę przed startem poszliśmy się jeszcze ogrzać do budynku gdzie zobaczyliśmy Paulinę, która zrobiła nam miłą niespodziankę i przyjechała nam pokibicować 😊. Trener przekazał nam jeszcze ostatnie cenne wskazówki. Na zegarkach godzina 11:55 pełna gotowość, bojowe nastawienie i ustawiamy się na linii startu. Wybija godzina 12. 3.2.1 Start!!! i ogień w nogach.

Od samego początku mocne tempo, w końcu 2 biegaczy dzisiaj miało zamiar pobiec poniżej 31 co na tą chwilę nie jest w moim zasięgu. Trasa ma 4 okrążenia po 2,5 kilometra. Mijamy trzeci kilometr, ja biegnąc swoim tempem na 6 pozycji widzę że 3 pozycja jest w zasięgu ręki, dlatego postanowiłem trochę przyspieszyć i w miarę możliwości wyprzedzić trójkę biegaczy. Mija chwila wyprzedzam 2 zawodników i razem z Piotrkiem, którego znam z innych biegów gdzie zawsze toczylismy równą zaciętą walkę do mety. Zaczynamy odbiegać i nasza przewaga się powiększa. Na 4 kilometrze zamiast skręcić w prawo pobiegłem prosto wtedy Piotrek zachował się fair play i krzyknął mi że źle biegnę. Jeszcze raz dziękuje. Cały czas biegniemy razem co nie do końca mi się podoba, ponieważ tego dnia chcę wskoczyć na podium. Wbiegając na 3 okrążenie musiałem spróbować uciec. Po chwili już sam mijam 6 kilometr moja przewaga mocno się powiększa. Teraz pozostało mi tylko to utrzymać i powalczyć o jak najlepszy wynik co nie było łatwe. Po raz trzeci mijam linię startu i zostało mi już tylko 2,5 kilometra do mety. Nie wiedziałem czy biegnę na życiówkę, wtedy trener krzyknął mi że jest szansa na nowy rekord. Cały mokry, zmarznięty pokonuję ostatnią pętle sam. Powoli odczuwam co raz większe zmęczenie. Do mety została mi tylko jedna prosta i zakręt w lewo. Szybko spojrzałem na zegarek zobaczyłem że nie tylko poprawię rekord życiowy, ale mogę pokonać kolejną barierę 34 minut. Doping trenera oraz Pauliny niósł mnie do samego końca. Przekraczam linię mety z ogromną radością. Spojrzałem na zegarek a tam czas: 33 minuty i 58 sekund 😍. Minęła dosłownie chwila i już poprosili mnie o wywiad. Trzy kamery i mikrofony skierowane wprost na mnie. Byłem w tak ogromnej euforii że nie pamiętam co odpowiadałem na zadane pytania. Ten start pokazał mi jaki ogromny postęp zrobiłem w tym sezonie, który jest tak naprawdę moim pierwszym w pełni przetrenowanym sezonem w mojej przygodzie z bieganiem. Teraz już się nie boję ścigać z lepszymi i bardziej doświadczonymi biegaczami bo wiem na co mnie stać. Niestety ten sezon pełen sukcesów i nowych rekordów życiowych zakończę biegiem niepodległości. Ale w końcu trzeba też trochę odpocząć, aby mieć zapas sił na przygotowania do kolejnego sezonu. Dziękuje trenerze za motywacje i przygotowanie. Dziękuje również wszystkim którzy we mnie wierzą i wspierają.

Z Beatą, która wygrała kategorię open kobiet 🙂

Pozdrawiam Krzysiek 🙂