LAGHI DE CANCANO I LAGHI DE CANCANO II

Dzień siódmy. Kolejny dzień pod znakiem gór. Nie ważne przy tym, czy biegamy pod górę czy po prostu na wysokości blisko 2000 m.n.p.m. Trener tak ustalił treningi by każdy wyciągnął jak najwięcej dla siebie a że codzienna aktywność daje się już we znaki to i ten parametr musiał być wzięty pod uwagę. Nasi klubowi górale po raz kolejny zaznaczali obecność na szlakach górskich a pozostała część ekipy krążyła nad jeziorem a w zasadzie dwoma jeziorami. Nie wiadomo, które ładniejsze. Bieganie wokół jednego wiodło ścieżką szutrową tuż przy wodzie. Trasa wokół drugiego wiodła w dużej części przez wioskę. Obie miały niezwykły urok. Mieszkać w domku, gdzie po przebudzeniu za oknem rozpościera się panorama gór a tylko kawałek dalej jezioro jest odbiciem nieba jest niesamowite. W tym miejscu czuje się wolność a trener twierdzi, że gdyby nie oczywista chęć poznania gór, to najlepszym treningiem pod względem miejsca i jego walorów byłoby właśnie kręcenie kółek nad jeziorem. Coś w tym jest ale czy równie pięknym doznaniem nie jest bieganie po hali w towarzystwie muciek, które uwielbiają pozować do zdjęć. Trener od wczoraj szuka krowy, bo obóz bez zdjęcia z milką alpejską się nie liczy. Późne popołudnie i wieczór upłynęło mam pod znakiem relaksu, jedni na lody drudzy na termy i tak minął kolejny dzień. Zobaczymy co przyniesie kolejny.