Search Menu

Armagedon i podium na ZUKU !!!

9 marca 2019

No to co zaczynamy jazdę bez trzymanki. W Karpaczu o 4:45 sprawdzenie wyposażenia obowiązkowego. Później wsiadamy do autobusów i jedziemy do Jakuci. W autobusie troszkę ciepławo, więc parę ciuszków ściągnąłem. Już dojeżdżamy i spoglądam na zegarek a tu 7 min do startu🤔hmm a kiedy rozgrzeweczka?Ale co się potem okazało jeszcze czekaliśmy na dwa autobusy aż dojadą z zawodnikami, także luzik😉Start się spóźnił ok 20min.3.2.1 poszli pierwszy kilometr spoko, a następne 5-6km rzeźba w białym g…zapadający się śnieg lekko zamarznięty, także co drugi kroczek wpadka po kolana, a czasami po jajka. Tam się troszkę ujechalem, ale co cisnę dalej za liderem Michałem Rajcą. Wspomnę że biegnę na drugiej pozycji z lekka przewaga nad grupą za nami. Potem wpadamy już na szeroką drogę asfaltową jest git, ale Michał coś ucieka i ucieka. Nie próbowałem szarpać bo domyśliłem się, że łatwo taaaaam na górze nie będzie. Biegłem swoje. Kolejny odcinek trasy był wymagający bo cały czas do góry. No i właśnie przed halą Szrenicką dopadł mnie Dominik Grządziel, ale co się potem działo to ciężko to opisać. To niebyła rywalizacja między mną a Dominikiem, a o przetrwanie w górach w tych ekstremalnych warunkach😨 Wiejący wiatr z prawej strony do 90-100 dawał po nogach i po twarzy niemiłosiernie. Nawet nie wiem, bo nie widziałem czy przebiegaliśmy przez Śnieżne Kotły, ale musieliśmy. I chyba tam był taki armagedon, że nagle wiatr zaczął wiać prosto w twarz, mało tego jeszcze marznący deszcz niezafajne uczucie. Razem z Dominikiem stwierdziliśmy że biegniemy tyłem, bo naprawdę było niebezpiecznie nie mogliśmy oddychać. Czułem bezradność nie mogłem stanąć i się rozpłakać, bo bym zamarzł. A propo bałem się jeszcze o to, że mi zamarzły ręce bo ich już nie czułem, ściskałem, machałem, próbowałem je ogrzać. Cały czas bark w bark z Dominikiem. Pozniej niewiem kiedy, bo widoczność była zerowa odskoczyłem mu. Gdzieś za jakąś skałką był fotograf poprosiłem go, żeby mi wyciągnął z plecaka ogrzewacze chemiczne, ale nie mógł ich znaleźć. Dominik wyprzedza mnie ja marznę denerwuje się i stwierdzam, że lecę za nim. No a sam i tak bym nie wyciągnął tych ogrzewczy bo miałem sztywne dłonie. Cisniemy z Dominikiem przez te góry, nie wiem gdzie jesteśmy prawa strona twarzy lekko zamarznięta na jedno oko praktycznie nie widziałem, bo mi się trochę rzęsy posklejały😉Patrzyliśmy tylko na te drewniane wystające paliki. Czasami się zastanawiałem czy dobrze biegnę. Znowu odskoczyłem niewiem na ile koledze mijam Petrovke i myślę że już jest dobrze. I biegnę jak najszybciej, żeby dobiec w końcu do tej pieprzonej mety i ogrzać ręce.Tu już rywalizacja poszła na drugi plan. I gdzieś tak 2km może 1,5km od odrodzenia pach pobiegłem źle 😬zamiast troszkę w lewo na odrodzenie pobiegłem prosto, a skapnąłem się po 500m spoglądając na zegarek na tracku wklepanym wcześniej z trasą zuczka. I lecę wkurzony w stronę mety. Na mecie wita mnie Dominik i Michał także na finiszu praktycznie straciłem drugie miejsce, ale akurat w tym dniu niebyło to aż tak ważne. Ważne, że dobiegłem cały i zdrowy i rącie doszły do siebie, jednak czuję takie mrowienie, ale do wesela się zagoi chyba moich dzieci😂Jestem dumny z siebie, że dobiegłem w takich warunkach nawet teraz siedząc i pisząc tą relację. Nie chcę mi się wierzyć, że mogą być tak straszne warunki w górach. Myśle, że wolałbym pobiec 100 km w normalnych warunkach.

To chyba tyle tak na gorąco relacja prawie live.