Bez awarii!!! Ani rusz!!!

Będąc na obozie sportowym z KRT na Węgrzech nasi klubowicze planowali już kolejny wspólny wyjazd do Włoch. Ja niestety nie mogłem jechać ponieważ nie odpowiadał mi termin. Jednak gdy okazało się, że jedna osoba nie jedzie, a moje plany również uległy zmianie zostałem zapytany przez treneiro, czy nie chcę jechać. Zgodziłem się bez wahania, bo wiem, że każdy wyjazd z Karkonoszem niesie ze sobą  wiele pięknych i niezapomnianych chwil. Ale od początku! Dzień pierwszy i czas wyjazdu ,to 13 lipca 2019 o godzinie 22:30 spod Mullera w Jakuszycach. Miałem jechać swoim niedawno zakupionym autem, który jest “bezawaryjny”. Kilka dni przed  wyjazdem wymiana oleju, filtrów, żaróweczek, a to wszystko po to, aby było szybko i bezpiecznie. Autko odpicowane, wszystkie niezbędne rzeczy spakowane. Zbliża się godzina wyjazdu, pożegnanie z rodziną i poszedł!! po swoich współtowarzyszy, bo mieliśmy jechać niczym czterej muszkieterowie. Chłopaki odebrani i jedziemy w umówione miejsce w “Jakucji” bo tam mieliśmy się wszyscy spotkać i ruszyć do pięknej miejscowości Canazei. (i powiem Wam, że była piękna!). Jadąc do Jakuszyc zapaliła się dziwna kontrolka, która wskazywała, że nie mam płynu w chłodnicy, a przecież wszystko było sprawdzone. Dotarliśmy w umówione miejsce (tankstelle Muller) od razu otworzyłem maskę w aucie, bo zaczęło dziwnie parować haha. Znawcy mechaniki samochodowej stwierdzą, że brak płynu w chłodnicy 😉 Długo nie myśląc kupiłem literek borygo, drugi, później trzeci. Wszyscy dojechali, płyn uzupełniony można jechać. No i pojechaliśmy!!! ale niestety jakieś 600m, bo spadł pasek, który jest odpowiedzialny za chłodzenie silnika i inne rzeczy. Auto stoi na poboczu reszta pojechała. Czterej muszkieterowie w czeluściach nocy stoją na awaryjnych i myślimy jak się dostać do celu. Kontakt z pozostałymi jedźcie jakoś sobie poradzimy. Na szczęście w moim aucie był kolega, który rozwiązał problem. Moje auto pojechało na lawecie, a my jego samochodem niczym błyskawica do Włoch. Jazda z nim była bardzo szybka i (jak dla mnie) stresująca, a miałem różne przemyślenia między innymi, czy to dobry pomysł jechać jego autem haha. Dlaczego? pozwólcie, że to zostawię dla siebie, bo było ciekawie. Inni wiedzą o co chodzi 😉 Po dojechaniu na miejsce okazało się, że bunkrów nie ma, ale też jest … (cenzura). Piękne strzeliste góry, dobra miejscówka, w której spaliśmy, jedzenie bardzo smaczne, ale najlepsze było towarzystwo bo, KRT !!! Team bawi się i trenuje razem. Swój pobyt w skali od 1 do 6 oceniam na 10, bo trener Darek potrafi zadbać o swoich podopiecznych, Chcecie dowiedzieć jaki był drugi dzień naszego pobytu w Włoszech, to zapraszam, na relację innego uczestnika, bo była nas spora grupka. A to widok z naszego hotelu na przepiękne góry 🙂

Pozdrawiam Krzysiek Wiśniowski