BIEGACZKA GÓRSKA

Emocje minionego weekendu opadły a my mamy krótką lekturę nt. startu Kariny w biegu na Wielką Sowę.

Kolejny półmaraton górski za mną!!! W końcu górki!! Jadąc na zawody przez moment pomyślałam co tym razem się stanie!! To na Sowie zaliczyłam parę lat temu pierwszy porządny upadek. Ale do rzeczy. Ten półmaraton to klasyczny wbieg i zbieg, więc wiedziałam, że będzie dość ciężko i ciekawie, bo moja tegoroczna forma jest jedną wielką zagadką. 12 km pod górkę – do piątego łapałam rytm! Niektóre biegaczki słabły, niektóre cisnęły dalej. Biegacze – panowie jakoś nie mogli się zdecydować czy biegną czy idą! Obserwując wszystko dookoła ok. 9 km poczułam w końcu lekkość i radość juhuuu! Sowa przywitała nas rzeszą turystów. Nie zatrzymując się rozpoczęłam gonitwę w dół. Wtedy właśnie ktoś z tłumu turystów krzyknął moje imię… chwila nieuwagi i prawa noga wykrzywiła się w stronę wołającego! Ja nie zważając na to goniłam dalej w dół. Nic nie czułam, poleciałam… wyprzedziłam trzy dziewczyny i nawet dość żwawo dobiegłam do mety. Na mecie poczułam kłucie w prawej kostce…i zamiast na imprezę, dekorację kolegi Łukasza ( brawo Łukasz !!!) doczłapałam się do pobliskiego górskiego potoku i rozpoczęłam “krioterapię”. Bieg ukończyłam na 10 miejscu wśród kobiet , 4 miejscu w kategorii. Cieszę się bo były góry, zabawa i gonitwa za uciekającą formą biegaczki górskiej!

Pozdrawiam Karina Piekarska