BORMIO -WRESZCIE GÓRY

Dzień trzeci. Doczekaliśmy się. Już od śniadania towarzyszyła nam ekscytacja. Wszystko sprzyjało, pogoda zapowiadała się super. Większość obozowiczów ruszyła w góry, kilka osób natomiast trenowało na miejscu. Tuż po 10 rano wszyscy zwarci i gotowi ruszyli na szlak. Pierwsze dwa kilometry wspólnie, krótka dyspozycja od trenera i poszli. Od tego momentu już w podgrupach, generalnie w tym samym kierunku, te same szczyty, jedni szybciej inni wolniej. Dzisiaj jednak najważniejsze było obcowanie z naturą, obłędne widoki cieszyły nasze oczy, aż błyszczały. Przebywanie na wysokości znacznie powyżej 2000 m n.p.m. już samo w sobie jest dużym wyzwaniem dla organizmu. Tu nie ma istotnego znaczenia czy się biegnie czy maszeruje. Płuca pracują mocno a w organizmach zachodzą duże przemiany tlenowe. Patrząc natomiast na góry w jednej chwili chciało się być wszędzie. Jak każda droga na szczyt jest trudna, chwilami ryzykowna, to jednak nikt nie myślał o zawróceniu. Każdy chciał “osiągnąć” swój szczyt. Po drodze trzeba było się zmierzyć ze śliskimi kamieniami, ze stromymi podejściami. Chwilami szlak wiódł tylko po wielkich skalnych kamieniach a wisienką na torcie była przeprawa przez wodospad. Lodowata woda płynąca prosto z lodowca, z różnym nasileniem biła o kamienie raz po raz zalewając je i odkrywając. Większość z nas zatem wybrała drogę przez wodę, stopy kostniały a do pokonania było trochę ponad dwa metry szerokości strumienia. Ufff, udało się i od razu regeneracja zaliczona. Jeszcze tylko zejść i całkiem udany dzień. Chwilę nam jeszcze zajęło napawanie się widokiem lodowca, będącego niemal na wyciągnięcie ręki i ruszamy w drogę powrotną. Obchodzimy górę dookoła w poszukiwaniu szlaku a ten jakby nagle się urwał. No cóż, trochę na dziko schodzimy w kierunku czegoś, co wydawało się ścieżką i rzeczywiście prowadziło na szlak. Jesteśmy w domu… Możemy śmiało schodzić, ważne, że w dół. Po drodze zimna cola ( jedna z najtańszych jak dotąd w schroniskach) i już tylko 4 km w dół. Jesteśmy, dotarliśmy szczęśliwi i booooskoo zmęczeni.