Brawo panowie

Biegać w okolicznościach takiej przyrody, czy też w tak doborowym towarzystwie to musi być coś 🙂 Poniżej dwie krótkie relacje Pawła z MP w Szczawnicy i Patryka z maratonu w Londynie

Mistrzostwa Polski W Długodystansowym Biegu W Szczawnicy. Nareszcie po to była walka z samym sobą i z rywalami o każdy metr od początku do końca. Jakoś tak wyszło, że pierwsze 8 km nie mogłem dojść do siebie nie biegłem za szybko, ale nie było mocy. Dopiero rozbierałem się po 10km i sukcesywnie doganiałem chłopaków z pierwszej 10tki tak mi się przynajmniej wydawało, bo nie wiedziałem, który jestem. Na trasie walczyłem praktycznie cały czas – raz biegła grupka 5 osób przede mną pod górę raz  ją przed  grupką z górki i tak przez 20km. Cały czas rotacja dla tego właśnie kocham te góry, tutaj do samego końca nigdy nic nie wiadomo.

No i jest tak ok 33km i przechodząca pani na trasie mówi, że jestem 11 hmmmm, myślę sobie o jest dobrze mam na widoku 10-tego a być w pierwszej 10 to już coś. Nagle na punkcie żywnościowym jakoś długo mi się zeszło i już dwóch przede mną. Jestem 13-ty myślę to nie może się tak skończyć i cisnę z górki wyprzedzam tych dwóch nagle oni mnie pod górkę.

Jest 5km do mety znowu wyprzedzam dwóch i jakiś gościu z czołówki miał kryzys no i myślę sobie jestem 10- tylko, aby to wytrzymać. Kolega Bętkowski napierał za mną nieźle, ale ostatecznie wygrałem z nim ok 40sek.Jestem mega zadowolony trochę zdrowia straciłem. Trzy paznokcie do wymiany i palce poobcierane, bo za ciasne buty, ale podobno ból przemija a chwała zostaje😉 Zakończyłem na 10miejscu z czasem 3:54 na 43 km 1900przewyższenia do 3 miejsca straciłem 13min chyba nieźle co???

To my odpowiemy, że było rewelacyjnie  🙂

Długo się zbierałem żeby napisać o Virgin London Marathon i moim starcie w nim. Dostałem zaproszenie rok temu na puchar świata słabowidzących w kat.T13.  Nie ukrywam, że na początku roku moim celem była walka o PB w maratonie treningi szły bardzo dobrze, aż do końca lutego później przed maniacką grypa i po niestety kontuzja kolana.  Dni i tygodnie uciekały, niestety do maratonu trzeba robić swoje inaczej wiadomo jak się może skończyć brak przygotowania. Troszkę pod koniec marca zacząłem tupać i postanowiłem wystartować w Biegu Europejskim w Gnieźnie. Na bieg miałem jeden cel wygrać kat. Gnieźnian i udało się z naprawdę dobrym czasie 33:17 . Do Maratonu zostało 2 tygodnie robiłem rozbiegania i rytmy myślałem, że powinno być wszystko ok a jednak. Start w Virgin London Marathon super być jednym z elity maratonu i przebywać z najlepszymi zawodnikami i zawodniczkami na świecie to daje naprawdę kopa do walki. W dniu startu czułem się naładowany i nic nie bolało. Pomyślałem po rozgrzewce PB nie będzie, ale na dobry wynik mnie stać. I tak ruszyłem tempo 3:33 biegało mi się strasznie luźno aż do 5km było z górki i kilometr w 3:16 I nagle straszny ból w kręgosłupie biegłem dalej niestety ból był coraz mocniejszy i na10km 35:47  i koniec marzeń o dobry wynik tempo spadło do 4:30 i każdy kilometr to było cierpienie. Walczyłem żeby tylko się nie zatrzymać ale na 22km przegrałem z bólem i pierwszy postój ból straszny chciałem zrezygnować ale postanowiłem walczyć i ukończyć maraton 7 razy musiałem się zatrzymać i minuty uciekały mimo to ukończyłem Maraton w czasie 2:53:15 dało mi to 3 miejsce w kat. T13 .

Bardzo chciałabym podziękować trenerowi i  mojej żonie oraz  całej rodzinie klubowi Karkonosz Runing Team. Wszystkim którzy trzymali kciuki. Marzenie z dzieciństwa spełnione koszulka z autografami idoli i zdjęcia nikt mi tego nie odbierze.

Zawiodłem, ale walczyłem i wierzę że jeszcze kiedyś po raz kolejny podejmę walkę z Maratonem I tym razem wygram. A teraz reset i zobaczymy, co życie pokaże.

Tutaj też dodamy od siebie, że nie ma mowy o porażce. Mało kto by tak walczył do końca. Brawo i jeszcze raz brawo!