Search Menu

CHWILO TRWAJ :)

27 marca 2019

Start w Półmaratonie Marzanny wymyśliłam sobie już jakiś czas temu. Skoro nie wystartowałam w MP w przełajach w Olszynie to tutaj chciałam powalczyć o dobry wynik. Cóż z tego, że zrobiłam pod ten dystans tylko jeden trening tydzień wcześniej i dwa dni przed nimi miałam zawody wojskowe, ja nie dam rady? 😊😂 Do Krakowa pojechaliśmy z Michałem i Trenerem juz w piątek żeby przy okazji sobie odpocząć. Mieszkaliśmy niedaleko Rynku więc większość soboty spędziliśmy na mieście.

Ilość pochłoniętego jedzenia zwiastowała, że węgli raczej na pewno w trakcie biegu nie zabraknie 🙂 Na marginesie polecam restaurację z kuchnią gruzińską – jedzonko prima sort👌 Przyjemności przyjemnościami ale jakiś rozruch wypadałoby zrobić🤔 Poczłapałam kilka km po Błoniach – nogi z betonu, uff czyli jutro będzie moc. Ta teoria zawsze mi się sprawdza😎 Jako, że do biura zawodów mieliśmy blisko pakiet odebrałam przed biegiem. Jak na 5 tyś uczestników trzeba przyznać, że organizacja bardzo sprawna. Należy się pochwała. Szybki rekonesans trasy na mapie i wychodzimy na rozgrzewkę. Dzień wcześniej była piękna, słoneczna pogoda i wysoka temperatura ale w niedzielę na szczęście dla biegaczy chłodniej, choć dość wietrznie. Podczas rozgrzewki spotkałam koleżankę, z którą przegrałam kilka sekund w Poznaniu więc nastawiałam się na mocną walkę. Ale nawet się ucieszyłam, lubię wygrywać z najlepszymi😄 Na linii startu okazało się, że biegnie też mój kolega więc umówiliśmy się na wspólny bieg.

11.00 ruszamy. W głowie miałam swój plan i rady Trenera więc wiedziałam co powinnam robić. Trzymam się kolegi, który ewidentnie biegnie pode mnie. W międzyczasie utworzyła się kilkuosoba grupka, która nadawała mi tempo i osłaniała od wiatru. Dystans mijał niesamowicie szybko, już na 3 km wyprzedziliśmy moją rywalkę, która nie podjęła walki. Co kilka kilometrów Darek podawał mi picie i widziałam, że jest zadowolony z tego jak mi idzie. Motywacja tym bardziej rosła.
Chłopaki biegnący obok powoli się wyruszali, ale Seweryn ciągnął mnie ze sobą. Cały czas coś do mnie mówił, udzielał rad i hamował zapędy do wyjścia na prowadzenie 😊 Niestety w kwestii taktyki mam jeszcze dużo do nauki więc taki ktoś spadł mi z nieba.

Swoją drogą to nie wiem jak przy takim tempie można cały czas gadać- ma chłopak moc 😎Trasa malownicza ale mimo wszystko ciężka. Ciągłe zakręty, nawrotki, podbiegi, kostka i wiatr, wszystko to stopniowo dawało o sobie znać. Międzyczasy wskazywały na fajny wynik końcowy. Spodziewałam się, że po 18km przyjdzie zmęczenie i tak też było. Na tych 3km musiałam przesunąć granice własnej wytrzymałości chyba o lata świetlne. Doping Michała, Darka i mojego biegowego towarzysza dodawał siły i wiary, że się uda.

Mimo bólu ze zdziwieniem patrzyłam, że trzymam bardzo mocne tempo. Starałam się nie słuchać myśli, że nie dam rady bo gdybym powiedziała to sobie na głos to wiem, że ciało przestałoby się mnie słuchać. Ostatni kilometr ciągnął się chyba w nieskończoność, widać metę a nie można do niej dobiec. Ale wreszcie koniec!!! Na zegarku 1’15’44. Kolejna życiówka. Jestem taka szczęśliwa😍 Monika 4 min za mną, niesamowite !!! Tylko 14 sekund zabrakło do mistrzowskiej klasy sportowej. Tyle szczęścia na raz.

To był fantastyczny wyjazd. Pokazał ile radości można dać bieganie jeśli jest naszą prawdziwą pasją. Ciężka i mądra praca prędzej czy później przyniesie efekty, a satysfakcja z osiągniętego celu jest bezcennym uczuciem. To co kiedyś było dla mnie w sferze kosmicznych wyników dziś jest rzeczywistością. Dziękuję Trenerze z całego serca 😍 Chwilo trwaj …