Cześć siódma – Czas Wracać

Niestety to koniec Chorwackiej przygody a jak to wyglądało opisuje Ania

Wszystko, co piękne szybko się kończy, jak mówi przysłowie. Czas zleciał sama nie wiem kiedy… Powrót do domu zaplanowaliśmy w niedzielę rano. Szybkie pakowanie i ekspresowo zjedzone śniadanie żeby jeszcze zdążyć, choć na krótki spacer brzegiem morza. Wszyscy jacyś tacy zadumani i milczący.

Wiadomo, po tygodniu tak intensywnych i ekscytujących wrażeń ciężko wracać do codzienności. Ale kto nas zna, ten wie, że prostą drogą do domu, to my wracać nie będziemyJ Nasz Trener, który wcześniej już zwiedził te rejony wzdłuż i wszerz, chcąc nam pokazać magię nie tylko Chorwacji, zaplonował w drodze powrotnej postój w Słowenii by zobaczyć Jaskinie Skocjańskie (Škocjanske Jame). Szkoda, że nie mogliśmy jechać wszyscy razem, ponieważ Grzesiek, Ela, Sylwia i Jadzia musieli wracać szybciej ze względu na wzywające ich obowiązki. Pożegnaliśmy się z nimi ze smutkiem i ruszyliśmy w drogę. Po około 2 godzinach podróży, dotarliśmy do celu. Trochę obawiałam się tego miejsca, bo już z opowieści trenera wiedziałam, że będę musiała zapanować na moim lękiem przestrzeni. Szybko kupiliśmy bilety (wejście odbywa się tylko o pełnych godzinach) i z dużą grupą  turystów oraz kilkoma przewodnikami udaliśmy się do wejścia jaskini. Przed samym wejściem podzieleni zostaliśmy na grupy językowe, po około 20-30 osób każda, które miały wchodzić jedna za drugą w kilkuminutowych odstępach czasu. Weszliśmy z grupą anglojęzyczną a za nami zamknięto drzwi na klucz – no i nie ma odwrotu, zaczyna się podróż do wnętrza Ziemi!!! Najważniejszą zasadą, jaka mnie dość zaskoczyła był zakaz robienia zdjęć, nie tylko zakaz robienia z lampą błyskową, a całkowity zakaz robienia zdjęć! Hmmm, teraz rozumiem dlaczego w grupie turystów prawie wcale nie było Azjatów;-) Wiem, że część osób jest tym oburzona i zupełnie nie rozumie, dlaczego jest taki zakaz. Jednak trzeba uzmysłowić sobie, a przede wszystkim uszanować, że jest to spowodowane bezpieczeństwem turystów, dla zachowania porządku oraz dla ochrony jaskiń (w świetle lamp błyskowych ściany jaskiń szybko zaczęłyby zarastać glonami, które zniszczyłyby nacieki) oraz ich fauny (nietoperzy czy innych zwierząt żyjących w ciemności). Najpierw weszliśmy do części, która nazywa się Jaskinia Cicha. Jest dosyć duża, nie brak w niej różnorodnych form naciekowych (stalaktyty, stalagmity, stalagnaty – trzeba było szybko przypomnieć sobie z lekcji geografii, które, jak się nazywają) , a i tak podobno większość z nich uległa zniszczeniu, bo kiedyś poziom podziemnej rzeki tak wysoko się podniósł, że zalał prawie całą jaskinię. Tę część zwiedzaliśmy z zaciekawieniem, jednak ja najbardziej czekałam na spacer kanionem podziemnej rzeki, czyli na Jaskinię Szemrzącej Wody. Sama nie wiem czy była to ciekawość czy niepokój. W myślach przywoływały mi się sceny z filmu „Władca Pierścieni”, kiedy „drużyna Pierścienia” z Frodo na czele, przechodzili przez wnętrze góry przez kopalnie Morii i ciągle myślałam o przejściu przez most zawieszony wysoko nad rzeką. Chodziliśmy ścieżkami wykutymi w skałach, zabezpieczonymi metalowymi barierkami. Bardzo podobało mi się urokliwe podświetlenie ścieżek (lampki umieszczone w różnych miejscach jaskini), głośny szum płynącej kilkadziesiąt metrów niżej wody oraz świadomość przebywania głęboko pod ziemią robiły duże wrażenie a wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Rzeka płynąca w jaskini Szkocjańskiej nazywa się Reka (tłum. rzeka). Reka jest bardzo ciekawa, bo wypływa w Słowenii, później chowa się w kanionie jaskini, by ostatecznie pod inną nazwą wypłynąć we Włoszech. Poziom wody w rzece był dosyć wysoki, na tyle, że widać było rwącą wodę, ale podobno zmienia się on w zależności od pory roku i czasami w ogóle jej nie widać. Dużo wrażeń dostarczył mi podziemny most zawieszony nad rzeką.

Robi on duże wrażenie oglądany zwłaszcza z drugiego brzegu i dopiero wtedy widać nad jaką znajduje się przepaścią. No i dobrze, bo nie miałam czasu żeby zawahać się przed wejściem;-) Trasa ta naprawdę robi wrażenie, chociaż lęk wysokości nieco dał o sobie znać. Po zakończeniu wycieczki, mimo wszystko czułam jakiś niedosyt i chętnie wrócę tam ponownie. Jeszcze tylko jazda windą na górę z zewnętrznego kanionu rzeki, krótki spacer na punkt widokowy, skąd roztaczał się malowniczy widok na kanion rzeki i najbliższe okolice i pora udać się w dalszą drogę.

Tym razem również nie pojechaliśmy, jak wskazywała nawigacja, tylko wybraliśmy drogę przez Alpy. Te piękne i majestatyczne góry oraz nasycone cudowną zielenią doliny rozpaliły naszą wyobraźnię, przypomniały wspólnie spędzone chwile na zeszłorocznym obozie w Bad Hofgastein oraz dały namiastkę tego, co czeka nas już wkrótce w innej okolicy Austrii. Dalszą trasę Trener, a za nim reszta, pokonał w szalonym tempie, jakby śpieszył się, bo musi tu za wracaćJ Całe szczęście, że to Małysz goni metę w „Wings for life”, bo z Darkiem, to szybko byłoby pozamiatane;-)

To był niesamowity czas, spędzony w cudownym miejscu i ze wspaniałymi ludźmi.

Chwilo trwaj!!!

Już niedługo… CDN