Search Menu

Część szósta – W poszukiwaniu stadionu

12 maja 2018

Dzień szósty to relacja Bożenki 🙂

Kolejny dzień naszego pobytu w Chorwacji rozpoczął się standardowo od zbiórki o godz. 8:00 na śniadanku. Głowa trochę pobolewała od śliwowicy skonsumowanej przeddzień z okazji urodzin Trenera 😉 ale mocna kawa i do tego lekki posiłek szybko postawiły mnie na nogi. Wizja powrotu do domu i wpadnięcia w wir pracy nie napawała optymizmem. Dlatego trener widząc nasze posępne minki stanowczo zarządził – dziś wyjazd do miejscowości Rijeka gdzie plan jest jeden – biegamy szybko. I to było to co uradowało grupę J Uśmiech od uch do ucha, zapuszczenie w aucie ładującej endorfiny muzyki, pozytywna Ula obok mnie i pierwiastek męski – czyli Andrzej – niczego więcej nie potrzebowałam. Dojazd z Crikvenicy miejscowości Rijeka położonej w północno- zachodniej Chorwacji, nad zatoką Rijecką Morza Adriatyckiego trwał około 40 minut. Po zaparkowaniu aut i krótkim przemarszu uliczkami miasta naszym oczom ukazał się przepiękny obiekt sportowy Stadion Kantrida.

Swoją nazwę stadion wziął od sąsiedztwa dzielnicy Kantrida. Leży on przy klifie nad Morzem Adriatyckim. Stadion został zbudowany w 1925r. a jego pojemność liczy 10300 widzów. Niestety nie dane nam było tego dnia odbyć treningu, na tym obiekcie, gdyż trwały właśnie zawody lekkoatletyczne młodzików. Eh, szkoda – pojawiły smutne westchnienia i pojękiwania 🙁 No ale przecież nic nie mogło nam zepsuć dobrego nastoju tego dnia. Darek nie wiele myśląc postanowił zabrać nas w wyjątkowe miejsca miasta Rijeka. Pokazał przepiękne sanktuarium z zamkiem Trsat i posadowiony obok trzymetrowy pomnik naszego papieża Jana Pawła II, na którym uwieczniono zdanie Papieża podczas mszy św. W Rijece 2003r. cyt. „ Módlcie się za mnie za równo za życia, ale także po mojej śmierci” U co po niektórych członków KRT po jego przeczytaniu na twarzy pojawiło się wzruszenie. Nie sposób również zapomnieć o cudownych zapachach lawendy i krzewów, których nazw niestety nie znam, ale tak bardzo pachnących, do moich ulubionych kwiatów – konwalii. Wspięliśmy się następnie na basztę zamku Trsat, gdzie naszym członkom ukazała się panorama miasta, portu i położonych w oddali wysp Chorwacji.

Ja tu zostaję na zawsze – jest pięknie , malowniczo, po prostu cudnie – rozmarzyłam się. Po wykonaniu licznych selfie i wspólnych zdjęć w końcu nadszedł czas na poszukanie miejsca do wykonania treningu. Po przejechaniu zaledwie kilku kilometrów jak z pod ziemi wyrósł nam osiedlowy obiekt sportowy z 300metrową bieżnią 🙂 Trener rozdał zadania i niewiele myśląc, wszyscy ochoczo rozpoczęliśmy ich wykonanie. Towarzystwo Chorwatów prężących swoje bicepsy i sześciopaki na brzuchach wizualnie umiliło nam trening. Pojawiła się koncepcja ich wciągnięcia w szeregi KRT – kobiety były jednomyślne i głosowały TAK, jednak zostałyśmy przegłosowane przez zazdrosnego trenera 😉 Trening wykonany. Buźki wszystkich czerwone z wysiłku ale uśmiechnięte. Teraz pora na relaks i spacer po miasteczku Bakar,

rozkoszowanie się nadmorską ciszą na kocach w Crikvenicy czy wreszcie wspólne wieczorne delektowanie się lamką Chorwackiego wina, bo okazja ku temu była – nasz Paulina miała swój wieczór panieński i zmieniała stan cywilny na Mężatka (także Panowie przykro nam spóźniliście się!!! ) Gratulujemy jeszcze raz i życzymy szczęścia na nowej drodze życia. I tak oto pobyt w Chorwacji dobiegł końca ale relacja z dnia przyjazdu do domu już jutro, bo Ci co znają naszego trenera, to wiedzą, że nudzić się z nim nie można. Nawet podczas jazdy 1100km coś musi się dziać C.D.N ….