DZIEŃ CZWARTY OBOZU – LIVIGNO

Livigno miejsce kultowe, powszechnie znane z narciarstwa ale nie tylko. W tej niezwykle urokliwej miejscowości, notabene autonomicznej, gdzie wszystko jest tańsze, znajduje się stadion lekkoatletyczny, plasujący się w czwórce najlepszych stadionów w Europie. Trudno powiedzieć, jakie kryteria o tym decydują ale fakt, że jakość, infrastruktura, położenie i widoki dookoła, na nas zrobiły niebywałe wrażenie. Do tego stopnia, że trener zapragnął stanąć na szczycie pewnej góry, uznając, że widok z niej na stadion i nie tylko będzie cudownym doznaniem ale o tym potem. Tradycyjnie już podzieleni na grupy, jedna najliczniejsza trenowała na bieżni, natomiast górale tradycyjnie uderzyli w góry, tym razem od strony Livigno. W repertuarze były tysiączki, czterysetki i dwusetki a dopełnieniem treningu była regenera w zimnej bali na stadionie. Ktoś powinien dostać medal za to, bo pomysł znakomity. W oczekiwaniu na grupę górali, którzy robili kilometraż i podbiegi, uderzyliśmy w miasto. Cudne uliczki, domy jeszcze piękniejsze. Nic więc dziwnego, że tętni życiem także w lecie. Trasy narciarskie zmieniają funkcje w biegowe i rowerowe. Trener tymczasem w towarzystwie jednego odważnego jak powiedział tak zrobił. Narzucił niebywale tempo wycieczki, niemal turbo i zrobili to, osiągnęli szczyt, z którego widok zrekompensował cały trud. Na domiar tego chłopaki zdążyli wrócić w zaplanowanym czasie i znowu w komplecie wróciliśmy do hotelu. Po kolacji zajęcia w podgrupach, było pod górkę, potem z górki i na powrót podobnie. Tyle wysiłku, żeby spróbować lokalnego trunku w dość klimatycznym i cieszącym się uznaniem lokalu. W doskonałych nastrojach zakończyliśmy dzień czwarty obozu.