GRAN CANARIA DZIEŃ CZWARTY CZYLI “PIEKŁO W RAJU”

Dzisiejszy dzień sponsorowały zawody “Transgrancanaria”, gdzie na różnych dystansach mierzyli się zawodnicy wielu krajów. Nasi zawodnicy Paweł Czerniak i Łukasz Szopa startowali w maratonie a Kinga Gomołysek na dystansie 26 km. Tu znowu podzieliliśmy się, trenejro z dwoma osobami pojechali z naszymi maratończykami pokibicować tam na górze a część grupy, po swoim treningu strzegła mety, żeby wesprzeć biegaczy na ostatnich metrach. Pierwsza na linii startu o 8:30 lokalnego czasu stanęła Kinga. W biegu wystartowało ponad 400 osób, co w warunkach górskich czyni bieg jeszcze trudniejszym. Trasa mimo, że według profilu dwie trzecie dystansu są z górki, bardzo trudna. Zbieg po kamieniach zbierał żniwa. Wielu wbiegających na metę zawodników miało zakrwawione ręce, nogi a bywało że i twarz. Zważywszy, że jesteśmy w tym miejscu dopiero od kilku dni i zaliczyliśmy przeskok z minusowych temperatur do żaru tropików obecnie, to bieg w zasadzie był na swój sposób ekstremalny. Organizatorzy również twierdzili iż od lat podczas biegu nie było takiej pogody jak dziś. Wróćmy jednak do samej imprezy bo zorganizowana była z rozmachem, na mega poziomie. Wszechobecna muzyka, tancerze ubrani na wzór parady karnawałowej rodem z Brazylii i nie zamykające się usta dwóch genialnych spikerów, którzy nie tylko samą mową ale i tembrem głosu robili klimat. Już po tym można było zorientować się, że lada moment nastąpi coś niezwykłego. W takim też klimacie na metę wbiegła Kinga, zajmując 6 miejsce open kobiet. Wynik znakomity, zważywszy na ilość startujących ale Kinga należy do bardzo ambitnych i liczyła na nieco lepszy wynik. Oto co powiedziała nam tuż po przekroczeniu linii mety “Plan minimum wykonany. Ale daleko mi do zadowolenia. Plan był trochę ambitniejszy, ale warunki pogodowe zweryfikowały szybko możliwości na zamiary. Mimo wszystko fajna przygoda i kolejne doświadczenie.”

Chłopaki swój start zaczęli trochę później bo o godz. 9:30 ale startowali z zupełnie innego poziomu, wysoko w górach. Swoją wycieczkę zatem rozpoczęli już wczesnym rankiem. Tu pogoda rozdawała karty a z każdym kilometrem zmieniała się jak w kalejdoskopie, począwszy od gradu, poprzez wiatr, który targał zawodnikami, na palącym słońcu kończąc. Każdy kto myślał, że bieg w którym profil trasy zasadniczo jest z tzw. górki jest łatwiejszy, to dzisiaj zweryfikował swoje zdanie. Chłopaki zdobyli nowe doświadczenia, przy okazji nie obyło się bez przygód, tych bardziej bolesnych w postaci upadków ale i tych nazwijmy okołospołecznych. Często bowiem zdarza się, że panowie mają + 10 do motywacji jak biegną za fajną filigranową kobitką. Tym razem jednak Łukaszowi zdarzyło się biec w towarzystwie panów, delikatnie mówiąc w nieco damskim designie😉 pomalowane paznokcie, fioletowe czy różowe rajtki, różowe buciki i takie tam. Chłopaki sobie biegli a my tymczasem obserwowaliśmy metę, obstawialiśmy miejsca dogodne dla strzelenia foty i śledziliśmy wyniki online, żeby niczego nie przegapić. Tu również pojawił się trener z resztą ekipy, żeby wspólnie kibicować naszym na mecie. Ciarki przechodziły jak cudownie byli witani zawodnicy na mecie, zwłaszcza ci którzy przebiegali wstęgę. Tembr głosu spikera sugerował coś nadzwyczajnego a nasze emocje sięgały zenitu. W takim klimacie przywitaliśmy na mecie Pawła, który ostatecznie zajął 14 miejsce open a potem Łukasza zajmującego 40 lokatę na ponad siedmiuset biegaczy. My jesteśmy bardzo dumni a każdy z chłopaków podzielił się swoją refleksją :

Paweł “Przyleciałem na obóz biegowy na Gran Canarie z przyjaciółmi z klubu i nie tylko. Przy okazji zaplanowałem start w maratonie troszkę nietypowym, bo było dużo więcej z góry prawie 3tys i 1200up. Miała być przygoda i była ogromna, po pogodę zmienną, techniczne zbiegi i w ogóle nie biegałem jeszcze na takiej trasie. To trochę było dla mnie jakbym zbiegał ciągle że Śnieżki😉Ten bieg zapamiętam na długo. A teraz cyferki 43km 14open 8 w kategorii czas 3:28

Łukasz ” Dziękuję za trzymanie kciukasów było czuć wsparcie 😁👍.
Bieg mnie trochę kosztował, na ten moment z pewnością nie byłem przygotowany na coś takiego ale cenne doświadczenie zdobyte i to w nie najgorszym stylu. Ale dużo pracy przede mną 😁. Bardzo wszystkim dziękuję i tym w Polsce i tym wszystkim na mecie 😘.”

Serdecznie gratulujemy zawodnikom i trenerowi, który nie tylko wspierał swoją obecnością niemal wszędzie ale jest bardzo dumny, że w takich warunkach dali z siebie wszystko.

I na koniec tego pięknego dnia jeszcze wycieczka do małego miasteczka portowego. Było cudownie, pyszne jedzenie i jeszcze piękniejsze klimaty.