Search Menu

Kto nie biega, ten nie zrozumie :)

31 sierpnia 2017

Przypowieść o bezcelowości życia …

– Biega Pani ?
– Tak, ale po górach.
– Kurcze, podziwiam, ale …wkładać buty i biegać …tak bez celu?
– Ale po górach…
– No tak…tu widoki, a za chwilę Pani leży, bo pod nogi nie patrzy… Bezcelowe to bieganie…

***

Od czterech godzin nic nie jadłam. Ostatni posiłek w pracy po 14.00. Co może się rodzić w mojej głowie, gdy jestem głodna ? Lepiej nie pytać…

Ale mimo tego wychodzę pobiegać…

Mijają pierwsze 2-3 km i …nagle uświadamiam sobie, że już nie czuję głodu. Mój organizm właśnie celebruje zupełnie inną ucztę… wręcz na poziomie duchowym… a wszystko zaakcentuje na koniec ośmiokrotnie … po 100 m. Czuję spokój, wszystko się ulatnia, umysł wycisza…serce uśmiecha i wtłacza tą radość w cały organizm. Bieg jest moim wybawieniem od codziennych trosk.

W trakcie treningu bezcelowo powtarzanego 5 czasem 6 razy w tygodniu moje nogi są lekkie, ciężar czuję dopiero, gdy stanę.
Za to moje ciało zaczyna odczuwać spełnienie, zmęczenie jest przyjemne … zwyczajne szczęście. Tak po prostu.

Każdy trening robiony wciąż na tej samej trasie, wśród wciąż tych samych ludzi zbliża mnie do tej najświętszej wręcz bezcelowości, jaką jest start w zawodach.

Biegnę po szlakach, wśród majestatu gór i …wciąż patrzę pod nogi… Tylko, że całą sobą chłonę te góry, oczami duszy widzę ich ogrom… wszystko w jednym bez_celu: walki z samym sobą upiększonej rywalizacją… przy akompaniamencie kibiców i odgłosów zmagań współtowarzyszy.

Gdyby świat miał w sobie choć część tej mojej bezcelowości… byłby nieskończenie piękny. Życzę takiego bezcelowego życia każdemu. I ciesze się, że w tych odczuciach nie jestem sama.

W tej pasji zdecydowanie nie spalam się.
W tej miłości zdecydowanie rozkwitam…