Ledwie dycha

Tak swoją relacje z biegu “Ledwie  dycha”  opisuje nasz nowy klubowicz Andrzej Paczos 🙂

Siedziałem przeglądałem facebook, no i zobaczyłem Ledwie Dycha, to mówię jadę! Bieg zaledwie 15 km od miejsca zamieszkania, opinie o wcześniejszych edycjach jak najbardziej pozytywne, więc jak tu nie wystartować. Już po 15 min byłem zapisany. W końcu jest dzień startu! Pobudka o 10 rano, dobre śniadanie, szybka kawa no i w drogę do biura zawodów. 11:30 pakiet odebrany, więc teraz rozgrzewka i o 12 strat. No i poszli, start jak to start dużo ludzi tłoczno, ale myślę sobie zaraz się przerzedzi no i jakieś 500m od startu lecę na pupie z górki, błoto jak cholera, więc noga poszła za bardzo do przodu no i była gleba, ale szybko się pozbierałem no i ruszyłem dalej.

Potem to jakoś leciało raz pod górę raz z góry, ale w większości to wszystko po błotnistych drogach, no po za około kilometrowym odcinkiem po asfalcie. Co do tego asfaltu, to biegliśmy po nim w górę w okolice miejsca startu, następnie na około 8 km, ostry zjazd w dół  gdzie również zaliczył bym glebę, ale wyratowałem się! Zbieg liczył jakieś 900m i był dość trudnym i stromy, ale najgorsze czekało później, na 9 km był nawrót i trzeba było walić pod tą górę na sam szczyt, gdzie znajdowała się meta. Na mecie zameldowałem się z czasem 48:46, z pozycją w OPEN : 24/195 a w kategorii M18 : 6 /17 Dodam jeszcze, że  był to bieg górski, gdzie suma przewyższeń według zegarka była 405 + no i zjazdu 415m w dół .