MĄDROŚĆ TRENERA VS. AMBICJE ZAWODNIKÓW

Ileż to razy słyszeliśmy „załóż czapkę” „zapnij się” włóż rękawiczki”. Jako dzieci, w myśl powiedzenia „na złość rodzicom odmrożę sobie uszy” i tak robiliśmy po swojemu. Wówczas u podstaw przekory leżały brak wyobraźni, zwykła złośliwość czy po prostu przeświadczenie, że „przecież my wiemy lepiej”. I tak jest do dziś. Tyle, że w dorosłym życiu kierujemy się własnymi ambicjami, dążeniami czy też chcemy sobie lub innym coś udowodnić. W świecie sportowym jest nie inaczej, trening pod okiem profesjonalnego trenera, doświadczonego zawodnika, który wie o nas wszystko, wie na jakim jesteśmy poziomie, na co nas stać i o co walczyć a jednak ostatecznie to my porywamy się na rzeczy, które w danej chwili są poza zasięgiem albo mówiąc wprost irracjonalne i to z zupełnie różnych powodów. Czasem jest to chęć startu, bo już nas nosi, bo zrobiliśmy kilka super treningów, mimo,  że trener mówi, to jeszcze nie teraz, to nie czas na formę. Jeśli już bardzo chcesz to absolutnie treningowo, nabierz doświadczeń, nie kierując się zupełnie wynikiem. Innym razem, kiedy coś nam dolega, walczymy z infekcją, gorączką i kiedy wszystko dookoła podpowiada zostań, nie biegnij, to tylko dodatkowo Cię osłabi. I co? … nic, stajemy na kresce bo bardzo chcemy zawalczyć, bo treningi były znakomite, bo wszystko mówiło, że jesteśmy mocni. Tylko jeden trener mówił “odpuść”. Nikogo to nie omija, każdy biegacz kiedyś stanął przed takim dylematem, zmagając się z kontuzją jednak wystartował, mimo że potem kolejne tygodnie był słabsze treningowo i wydłużały okres regeneracji. Nie pomagają tłumaczenia, po fakcie przyznajemy rację trenerowi mówiąc „ wiem, miał trener rację ale tak bardzo chciałe/am”. I co ten trener ma zrobić. Zaciska zęby, koryguje plany i jeszcze przejmuje rolę motywatora, żeby pomóc przetrwać dalszy okres, albo wyjść z dołka, na wypadek gdyby nasz start nie przyniósł nam tych oczekiwanych wyników.  Sport jest niebywale trudną dziedziną życia, najważniejsze jednak by mieć w sobie pokorę, słuchać organizmu a nade wszystko trenera.

Dzisiaj w sobotnie przedpołudnie odbył się Festiwal Biegowy Rudawy a w nim na jednym z dystansów tj. 20 km wystartował Paweł Czerniak, nasz klubowy „góral”. Jest w wyśmienitej dyspozycji, treningi wskazywały, że może powalczyć. Życie jednak pisze swoje scenariusze, Paweł w nocy zmagał się z gorączką. Osłabiony organizm dał się we znaki. Trener odradzał a nawet zabronił startu. Paweł jednak zdecydował się powalczyć. Okupił to ogromnym wysiłkiem, po drodze biegu miał kryzysy ale walczył do końca. Być może kosztowało go to zwycięstwo, bo ostatecznie zajął 3 lokatę open i 3 w kategorii. Podium to podium, ogromne brawa za walkę, mimo niedyspozycji ale oczywistym jest, że zwycięstwo smakuje najlepiej.  Sam Paweł, tuż po biegu powiedział nam tak: cyt. „ w sumie nie wiem co powiedzieć. Nie powinienem tego biec. Już po 4-tym km wiedziałem, że nic z tego nie będzie.  Jeszcze do 9 km próbowałem szarpać, ale stwierdziłem, że nie ma sensu i w sumie dobiegłem do mety treningowo, żeby się nie dojechać.”

Kolejną areną zmagań był czeski Jablonec, gdzie w Memoriale Karła Libala w hali wystartował  nasz ścigacz Łukasz Klatka. Zmierzył się dziś na dystansie 3000 m.  Łukasz jest w trakcie przygotowań do sezonu,  w mocnym treningu ale to jeszcze nie ten moment, w którym można mówić o szczycie formy. W biegu zajął ostatecznie 9 msc. Sam nam powiedział krótko: cyt. „ Nie ten dzień, bo inaczej tego nie określę, 9:32. Po 1200 metrach odcięło mi nogi i w ogóle cały organizm. Ruszyłem 3:03, jak zwykle i tak jak powinienem to biegać a potem jakby ktoś ścianę postawił i koniec. Nie było prędkości, także lipa”.

10. Cross Trzebnicki to kolejny sobotni bieg, w którym listę obecności podpisał Łukasz Szopa.  Warunki nie były nadzwyczajne, wiatr skutecznie studził zapędy zawodników. Łukasz zajął w tym biegu  8 msc open i 2 w kategorii. Dla nas super wynik i pewnie nie jeden brałby w ciemno.  Łukasz jednak, mimo wyniku, odniósł się o niego tak: cyt. „ Dziękuję wszystkim za gratulacje. Nie był to bieg w moim wykonaniu, taki jakbym sobie wymarzył ale to też nie bieg, w którym ma być wszystko na tip top. Tym bardziej, że jesteśmy z trenerem na sporych obrotach i za bardzo nie zwolniliśmy. Jedno wiem na pewno, trzeba się słuchać trenera i tyle. Darek jest za mało kategoryczny w tej kwestii. Co niektórzy powinni jednak dostać niezłe pasy 😉 ”

Z naszej strony gratulacje, bo wyniki same się nie robią, okupione ciężkim wysiłkiem. Bywa, że wynik  w takim biegu, choć brzmi to trochę przewrotnie, smakuje równie mocno, bo mimo niedyspozycji głowa się nie poddała a przecież w sporcie również o to chodzi.