„Nasza droga po złoto… pszczele złoto ”

Podczas gdy niektórzy byli w drodze na maraton do Berlina, Moskwy czy Warszawy albo inne biegi  ja, Jadzia i Sylwia wybrałyśmy się do Przemkowa na mały kameralny bieg w ramach przemkowskiego „Święta Miodu i Wina”. Dzień nie napawał optymizmem, pochmurno, szaro-buro i zimno ale w duszy grało, bo przecież nie ma „złej” pogody. W gąszczu biegów rozgrywanych na czas, po życiówki, ten jeden z nielicznych biegów można biec wyłącznie dla przyjemności, bez pomiaru czasu, tylko w oparciu o swoje zegarki.

Regularny wyścig, gdzie wygrywają trzy najlepsze osoby zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn a na mecie każdy zamiast medalu otrzymuje baryłkę miodu. Organizatorem imprezy rokrocznie jest Jerzy Górski (Cross Straceńców) i bohater filmu pt. „Najlepszy”. Tym razem, w związku z Festiwalem Filmowym w Gdyni, Jurek nie był obecny osobiście, jednak tuż przed wystrzałem startera przemówił do biegaczy bezpośrednio z Gdyni, kilka słów wsparcia, strzał i  poszli… Trasa biegu wbrew pozorom niełatwa, trochę zakrętów, nierówne płyty chodnikowe i trochę kostki brukowej a na deser podbieg, serwowany na dwóch pętlach. Na drugiej pętli niebo się rozgniewało, najpierw lekko padało a pod koniec nie był już potrzebny prysznic 🙂 dobiegłyśmy do mety z dobrymi, nawet bardzo dobrymi czasami i w znakomitych nastrojach. Oczywiście nie obyło się bez „pobiegania” po straganach i zakupów (miodu) rzecz jasna.