OBÓZ BEGOWY BORMIO

Dzień pierwszy. We Włoszech zagościliśmy dość wcześnie rano. Część obozowej grupy, wesołe trzy auta, mimo wielogodzinnej podróży, zdecydowała a w zasadzie trener zdecydował i zapodał kierunek wycieczki, mianowicie przełęcz Selvio. Miejsce piękne, widoki obłędne ale, no właśnie jest jedno ale… żeby się tam znaleźć trzeba pokonać trasę serpentynami górskimi na które składało się zaledwie 47 zakrętów, każdy coraz trudniejszy i z bardziej stromym podjazdem. Finalnie znaleźliśmy się na wysokości 2760 m n.p.m. Z tego miejsca trzeba jeszcze zjechać, nieco inną, nie mylić z łatwiejszą drogą. Dobrze, że autor tego wyzwania nie słyszał komplementów pod swoim adresem 😉 za ten wybór trasy od kierowców naszych pozostałych aut. Po kilkunastu kilometrach wreszcie cel podróży osiągnięty Bormio. Nie wiedzieć czemu nikt nie był zdziwiony, że tu nigdzie nie jest płasko. Większość obozowiczów dojechała w ciągu dnia. Jak to zwykle bywa w nowym miejscu trzeba zrobić rekon, żeby wiedzieć gdzie i jak się poruszać. Na pierwszy trening, przynajmniej dla części już obecnych obozowiczów wybraliśmy trasę wokòł jeziora Laghi di Cancano, do którego również trzeba było dojechać. Nawet nie trzeba pytać jak, odpowiedź sama się narzuca, oczywiście serpentyny, oczywiście pod górę i niezliczona ilość zakrętów a nawet tunel w skałach. Widoki na miejscu bajeczne, góry, które w ciągu dnia pod wpływem słońca ukazywały się nam w różnych odsłonach i lśniąca szmaragdowa woda. W takich okolicznościach przyrody rozpoczęliśmy pierwszy dzień obozu. Biegaliśmy na wysokości 2000 m n.p.m.