Odcienie skojarzeń

O naszych poczynaniach w Krynicy było już sporo. Niemniej każdy zasłużył, aby pochwalić się swoimi osiągnięciami na jednej z największych imprez biegowych w Polsce. Czas na Sylwię 🙂

Odcienie skojarzeń – czyli historia pewnego czerwonego worka.

Zgadnijcie co najważniejsze jest dla biegacza na starcie … oczywiście dobrze dobrane butki biegowe. I o nich myślałam, pakując się na wyjazd do Krynicy Górskiej, gdzie przez trzy kolejne dni odbywało się Forum Biegowe. Wyjazd długo wyczekiwany, wiele godzin biegania, ćwiczeń siłowych, treningów obwodowych. Ciężka praca, by móc pokonać trasę 22 km Runka Run o przewyższeniu 820 m. Z moimi kumpelami Jadzią i Elą na miejsce dotarłyśmy w czwartek wieczorem. Powitań z naszymi Klubowiczami KRT nie było końca. Wszyscy w świetnych nastrojach. Piątek pierwsze starty. Sobota kolejne i tak nadeszła niedziela. Mój dzień. Sprawdzian poczynionych przygotowań. Poprosiłam Elę o przysługę. W autku zostawiłam czerwony worek z butami do biegania po górach. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że żadnego worka czerwonego w aucie nie ma. Ani tam, ani w pokoju, ani nigdzie. Strach w moich oczach, przerażenie i jedna myśl „w czym teraz pobiegnę ?????” Propozycja koleżanek założenia ich butków, nie uspokoiła mnie. Żadne nie pasowały. Coż było robić ? Zrezygnować ze startu w obliczu tylu sukcesów moich Klubowiczów .. czy pobiec w tych, które w zasadzie nie nadają się do biegania a co dopiero po górach. Trudno pomyślałam, niech się dzieje co chce. O 8.50 byłam na starcie. Nie uniknęłam wzroku innych. Czułam jak myślą sobie „ o dama w niebieskich butkach …” Wystartowałam … po 2 km strugi deszczu i już mocny podbieg. Żadna niespodzianka. Ale dam radę. Za chwilę zbieg i jak szalona wyprzedzam innych. Niestety na 6 km, mocno napierając pod górę, chcąc wyprzedzić jakiegoś gościa, potknęłam się i z całym impetem uderzyłam udem o wystające korzenie drzew. Oj jak bolało. Ten sam, którego chciałam wyprzedzić podał mi rękę i pomógł wstać. Bolały dłonie, kolano i mocno zdarte udo. Mmm, to była jakby mała nauczka. Pokora Kochana, pokora …. Dwa głębokie wdechy i do przodu. I tak przeleciało jakieś 15 trudnych km. Teraz już tylko z górki, pomyślałam i wypuściłam nóżki. Jakież było moje zaskoczenie. Gorzej zbiegać będzie, oj gorzej niż wbiegać. Po ulewnym deszczu szlaki zamieniły się z mokradła. Śliska glina pod nogami i błoto. Jazda jak na lodowisku. Ileż to razy obroniłam się od upadku. Masakra pomyślałam. Stracę dużo cennego czasu … no takie życie. Byleby dobiec w całości do mety. I tak się stało. Nawet finisz miałam w dobrym stylu. Ale największą niespodzianką było moje 5 miejsce w K-40.

NIE !!! największą niespodzianą było to, że w niedzielę przez wyjazdem, znalazły się moje butki. Były w pokoju w GRANATOWYM WORKU.