Optymistycznie

Miałem zacząć pisać i zacząłem. Chciałbym aby ten teks, zanim dotrę do jego końca, był bardzo optymistyczny. Baa. Gdy go sam przeczytam to mam się uśmiechnąć. Nie napisze o tym ile kilometrów zrobiłem w półmaratonie. Nie napisze też, na którym kilometrze po raz pierwszy rzygłem, ani dlaczego zapomniałem wazeliną się posmarować w pewnych intymnych miejscach. Do tej pory dziwnie chodzę. Mistrzostwa Świata, nawet dla takich pierdoł i leni jak ja, organizowane są co dwa lata. Koszt udziału w zawodach nie zabił mojego entuzjazmu. Mimo wielokrotnego przeliczania na spłaty kredytów, internatów, napraw samochodu czy hodowli żuka gnojowego Wygrałem. Mistrzostwa Świata zaczęły się dla mnie nie w Toruniu, a w kolebce biegów długich. Gniezno znałem tylko z opowieści. Trafiłem tam jak po sznurku. Chyba wszystkie drogi tam prowadzą. Tak serdecznych ludzi nie spotyka się codziennie. Przyjaciele. I chyba w Gnieźnie powinienem zakończyć swój udział w Mistrzostwach Świata. Nikt by nawet nie zauważył, że nie pobiegłem, a ja już miałem naładowane baterie. Sam Toruń nie witał mnie termami ani krzyżami. Miasto jak każde. Może przereklamowane. Bez żadnych problemów ląduje na parkingu przed Halą Mistrzostw Świata i szok. Zarąbisty obiekt – to ekstraklasa z zewnątrz. Potem się okazało, że w środku też wymiata. I znów bez problemów trafiam do dziewczyny wydającej pakiety startowe – jakiś anioł nade mną czuwa. Jeszcze wystarczy odebrać czip i też szybko i sprawnie.

Kurczę, ale to działa sprawnie. Dopiero teraz doceniam, że Mistrzostwa są w Polsce. Mam czas nawet iść potuptać przed biegiem. Na parkingu stoi radiowóz. Nie za bardzo mają co teraz robić. Ale już za kilkanaście minut się nasłuchają. Napisze o tym. Biegłem i widziałem jak Policja zabezpiecza drogę. Robili to najbardziej jak potrafili. Sam jestem kierowcą i nigdy bym nie podszedł do kobiety w mundurze i darł na nią mordę. Miało być optymistycznie sorry. Powinienem przerwać bieg i skopać burakowi zad. Teraz czas na czas. Nie za bardzo się czasem chwale. Nie przypadkowo. Tu czas stanął w miejscu, a nawet się cofnął. Gdy mijała mnie dziewczyna z Finlandii, i to już we wczesnym etapie biegu, z napisem W-60 doznałem olśnienia. Jeżeli kobitka w wieku mojej mamy jest lepsza w biegach ode mnie to wszystko dopiero przede mną. Pozytywnie pobiegła dalej i chyba wygrała te mistrzostwa. Jest gdzieś pomysł na kolejne Mistrzostwa Świata. Nie zakiełkuje łatwo. Ale daje mu szanse. No i teraz czas na ten optymistyczny i motywujący moment. Tylu radosnych i szczęśliwych ludzi dawno nie widziałem. A nie było to spotkanie u Ojca dyrektora.

p.s. Pozdrowienia dla Naszej Joasi i Marka Plawgo – depresja znana jest i mi 🙂