Search Menu

Półmaraton Gór Stołowych, czyli hulaj dusza, Trener na wakacjach

6 lipca 2017

Na bieg zapisałam się jeszcze w październiku, spontanicznie, za namową biegowych znajomych, że niby turystycznie i doborowym towarzystwie. Później wszystko się zmieniło – skrupulatnie zaplanowane treningi i starty. Ten bieg nie wpisywał się do mojego kalendarza biegowego. Nie planowałam wyjazdu do Pasterki, nie miałam zarezerwowanego noclegu. I co? I nagle okazało się, że jest transport i wolne miejsce w schronisku, chociaż wszystko było zarezerwowane od tamtego roku. Moje serce do biegania wzięło „górę” nad rozumem. Decyzję podjęłam w kilka minut i klamka zapadła! Do schroniska przyjechaliśmy w sobotę, wczesnym popołudniem. Po zameldowaniu, poszliśmy żółtym szlakiem w stronę Szczelińca. Tego dnia odbywał się Ultramaraton (50 km), więc postanowiliśmy trochę pokibicować biegowym kolegom. Zejście od strony Szczelińca na 35 km Ultramaratonu, trochę mnie przeraziło – stromo, bardzo duże głazy na ścieżce, wystające korzenie drzew. Co prawda analizowałam trasę i profil wzbudzał szacunek, ale w tej chwili dotarło do mnie, że to nie będzie łatwy bieg. Żeby się dobić, weszliśmy z kolegą żółtym szlakiem na Szczeliniec, kibicując po drodze Ultrasom. W drodze powrotnej złapała nas ulewa i cali przemoczeni wróciliśmy do schroniska. Pogoda nie wróżyła nic dobrego… Prawie całą noc padało, więc świadomość, że będzie mokro i ślisko na trasie wzmocniła we mnie postanowienie, że ten start będzie dla mnie wycieczką biegową, spokojną i zakończoną bez żadnych strat i kontuzji. Punkt 9:00 ponad 200 śmiałków wystartowało w Półmaratonie Gór Stołowych. Cała trasa to kamienie, kamyczki, głazy, korzenie, korzonki, doły, schodki, schody, zeskoki, rwące potoki, kałuże, ślizgi, ześlizgi, czyli wszystko to, czego wcześniej nie doświadczyłam w biegach górskich.

Trzeba było być maksymalnie skupionym żeby każdy kolejny krok nie okazał się katastrofą. Do mety usytuowanej na górze Szczeliniec dobiegłam, pokonując na końcu 665 kamiennych schodów  w zdrowiu, z uśmiechem i z zapasem sił. W czasie tych zawodów doświadczyłam również zupełnie mi nieznanego do tej pory poczucia siły, braku zwątpienia czy dam radę, pozytywnej energii do samego końca. Byłam wsparciem na ostatnich kilometrach dla koleżanki, kiedy, jak sama powiedziała jej „nogi i głowa przestały współpracować z sercem”.  Dałyśmy radę Kasiu!!! Chciałabym bardzo serdecznie podziękować przyjaciołom z Oławskiej Grupy Biegowej i ich przyjaciołom, za fantastyczną atmosferę, wsparcie i cudownie spędzone chwile. Zgadzam się w 100% ze słowami, że „Bieganie to klucz, który otwiera drogę do lepszego życia”.

A ja, MOGĘ TAK DŁUGO… Ania Diabliczka 🙂