Półmaraton w rytmie Walca Wiedeńskiego

Decyzja co do udziału w biegu w Wiedniu zapadła jeszcze w tamtym roku. W ramach tej imprezy biegowej do wyboru jest maraton lub półmaraton. Można jeszcze zapisać się na sztafetę maratońską, ale nie rozpatrywałam zebrania drużyny na tą opcję;-) W pierwszym momencie w grę wchodził maraton, ale na szczęście zdrowy rozsądek (który nie zawsze jest mocną stroną biegacza) spowodował, że zapisałam się na półmaraton. Jak się okazało był to bieg rozpoczynający mój sezon startowy, który ogólnie stał i w tym roku wciąż stoi, pod wielkim znakiem zapytania. Nieregularne treningi, ciągłe dolegliwości zdrowotne i ogólny spadek motywacji biegowej spowodowały, że nie przepracowałam solidnie początku roku. a moje przygotowanie do tego startu pozostawiało wiele do życzenia. Jednak postanowiłam pozwiedzać sobie biegowo Wiedeń, cieszyć się międzynarodowym towarzystwem biegaczy i przebiec spokojnie te 21, 095 km. W sobotę bardzo sprawnie odebrałam pakiet startowy, zwiedziłam niewielkie Expo i wróciłam do hotelu żeby odpoczywać.

Start biegu w niedzielę o 9:00. Pogoda zapowiadała się całkiem znośna, z rana około 8°C, zachmurzone a w ciągu dnia miało być cieplej, jednak nie gorąco.

Dość wcześnie ustawiliśmy się razem z innymi biegaczami w odpowiednich strefach startowych. Było tłoczno bo oba dystanse oraz ponad tysiąc drużyn sztafetowych startowało w tym samym czasie. Przed godziną 9:00 wystartowali biegacze z elity i w czasie tego startu organizatorzy zagrali Walca Wiedeńskiego. Nogi same układały się w rytmie 1-2-3 1-2-3 1-2-3…. Zaraz potem bardzo energetyczna muzyka płynąca z głośników zagrzewała uczestników do biegu. Hmmm, bardziej chciało mi się tańczyć niż biegać;-) Po długim oczekiwaniu na start strefy numer 3, zaczęłam nieśmiało truchtać. Na początku było tłoczno, ale nawet mi to nie przeszkadzało za bardzo. Po krótkim podbiegu pod most zaczął się dłuższy zbieg, na którym tempo biegu wzrosło a ja starałam się go utrzymać. Przebiegliśmy most Reichsbrucke, ulicę Lasallestrasse, Prater i inne słynne miejsca Wiednia.

Kilometry mijały dość niespodziewanie, trzeba było być bardzo skupionym, bo jednak w tak ogromnym tłumie biegaczy i nierównej miejscami nawierzchni asfaltowej łatwo można się potknąć lub wpaść na nieoczekiwanie przechodzącego w marsz biegacza. Bardzo ciężko było w strefach z wodą – wąsko, setki pijących ludzi i walających się pod nogami plastikowych kubeczków. Odgłos rozdeptywanych kubeczków przypominał mi uderzenia gradu w metalowy dach. Uważam, że ten etap biegu organizatorzy powinni zdecydowanie poprawić. W sumie odliczałam trasę do 20 km, bo tam mieliśmy się oddzielić z maratonem i sztafetami. Czułam, że mam siłę i ten ostatni kilometr dofrunę do mety. Niestety wąska trasa i niezmiennie duża ilość biegaczy nie pozwoliły mi biec do mety ile sił w nogach. Czas 2:03:34, ładny medal i przede wszystkim ogrom satysfakcji!!!
Trasa dość płaska, kibice niezawodni, atmosfera bardzo fajna. Wrażenia jak zwykle niezapomniane…

Pozdrawiam, Ania