Search Menu

PORAŻKA czy PRZEGRANA, czyli Nocna Dycha w Brzegu

14 kwietnia 2019

Kiedy w ubiegłym roku śledziłam poczynania znajomych na tym biegu a potem słyszałam, że to bardzo fajny, klimatyczny bieg, pomyślałam czemu nie, może w przyszłym roku zaplanuję sobie start właśnie tam. Bieg późnym wieczorem, po ulicach, przecież biegałam Nocny Wrocław to co tam dyszka w Brzegu. Wprowadziłam plan w życie i tak oto wczoraj zjawiłyśmy się z Sylwią i Jadzią pod opieką mego męża, który sprawił się jako nasz serwisant w Brzegu. Już w trakcie jazdy nie było optymistycznie a do tego towarzyszył mi ból głowy. Jeszcze jakiś czas temu, całkiem niedawno marzeniem biegowym było złamać magiczną barierę 45 minut, kiedy to się stało, apetyt na więcej ciągle rósł. I tak po drodze było 44 potem 43 minuty i ciągła myśl, czy można jeszcze coś ugrać?

Pewnie można, treningi na to wskazują, trener mówi, że jestem gotowa ale nie wczoraj. Nocna dycha w Brzegu dała mi mocno w kość. Prognozy pogody się jak na złość sprawdziły i już po drodze zaczął padać mocny deszcz. Zrobiło się bardzo zimno, czego osobiście nie lubię. Może być chłodno, z pewnością się lepiej biega ale nie zimno i mokro. Na domiar złego start biegu z powodu niedociągnięć organizatora opóźnił się o 23 minuty, jakby Policja nie mogła wcześniej skontrolować trasy i dać zgodę na start. Każdy kto biega wie, co oznacza stać na kresce tyle czasu w takim zimnie i deszczu. Całą rozgrzewkę szlag trafił. Trasa częściowo z kostki brukowej, która w deszczu była śliska, częściowo asfaltowa, niestety z olbrzymimi dziurami wyciętymi w asfalcie do załatania, szkoda że nie zdążyli J Poza tym mnóstwo kałuż a wiadomo jak przyjemnie jest biegać w mokrych butach i skarpetkach. Na około 1,5 km przed metą, jakiś pan krzyknął do mnie, że jestem czwartą kobietą. Troszkę się zdziwiłam ale szybki rzut oka wokół i faktycznie głównie faceci, może coś w tym jest. Chwilę później dobiegła mnie dziewczyna, którą prowadził kolega. Przez chwilę biegłyśmy łeb w łeb ale nieznacznie przyspieszyli i mnie wyprzedzili. Myślę ok, jeśli tak jest to i tak ten wynik „dowiozę” do mety. Na koniec jeszcze zupełnie nieprzemyślana kwestia, ok 200 metrów przed metą, kiedy ostatkiem sił próbowałam się zdobyć na finisz, musiałam wykonać manewr slalomu i omal nie wpadłam na barierkę bo pojazd straży pożarnej na syrenie, nie wiedzieć czemu wyjechał na drogę wprost na pędzących biegaczy. To już mnie wybiło z rytmu totalnie i te ostatnie metry na których lubię jeszcze powalczyć były zwyczajnie przebiegnięte. Jak się potem okazało, życie zweryfikowało słowa pana z trasy, może był dygnięty, w końcu zimno było a może było za ciemno po prostu i moje miejsce open było jednak dalsze. To nie był mój dzień, warunki pozwoliły tylko i aż na 15 miejsce open kobiet i 4 w kategorii. Dodam tylko że liczba kobiet 430 a w tym imponująca liczba czterdziestek, na liście 130 kobitek. Czy to dobre miejsce, niekoniecznie, niemniej czas nadal poniżej 45 minut, na tyle mnie było stać. Zadaję sobie pytanie czy to moja PORAŻKA czy tylko PRZEGRANA? Gdybym się wycofała, gdybym się poddała, tak to byłaby moja osobista porażka. Dałam jednak z siebie wszystko co mogłam tego wieczora, nie każdy bieg musi być życiówką, nie jestem maszyną.

Walczyłam do końca, mimo „niesprzyjających” okoliczności. To tylko mała przegrana po drodze do marzeń, moich marzeń 🙂 🙂 🙂

Pozdrawiam Ela