Rysiek na podium w Wiązownej

Pomyślałem, że podzielę się z Wami wrażeniami z 39 półmaratonu w Wiązownej pod Warszawą, który odbył się 24 lutego 2019 r.

Start w tym biegu sprawił mi wyjątkowo wiele radości i satysfakcji. Po 15 latach przerwy, dwa lata temu wróciłem do swojej młodzieńczej pasji – biegania… już jako weteran. Do obecnego okresu przygotowawczego do sezonu startowego podszedłem z wielkim animuszem i energią. Spory kilometraż, odpowiednie akcenty treningowe, praca nad siłą, sprawnością ogólną (przypomniałem sobie, co to jest hala sportowa, piłki lekarskie i treningi obwodowe) dziękuję trenerze Darek Kruczkowski. Główny cel na ten sezon to optymakne przygotowanie się do dwóch maratonów w Warszawie – Orlen i PZU. Od wiosny do jesieni starty w licznych biegach… na miarę swoich możliwości, a tym samym spełnianie się w pasji. Na udział w półmaratonie w Wiązownej zdecydowałem się spontanicznie prawie na ostatnią chwilę. Pomyślałem, że będzie to dobry sprawdzian aktualnych możliwości na dwa miesiące przed pełnym maratonem. Do biegu zapisałem się w dniu startu. Pogoda do biegania, jak na tę porę roku bardzo dobra… sucho, słońce, temperatura powietrza +4. Na rozgrzewkę, a później na start szedłem podekscytowany. Ponad dwa tysiące biegaczy w biegu głównym, a wśród nich ja – “góral” z Jeleniej Góry – reprezentant Karkonosz Running Team.

W sumie dobrze się stało, że zabrakło mi trochę czasu ażeby dotrzeć do pierwszego sektora startujących. Strzał startera… i przez prawie dwa kilometry spokojnie wyprzedałem duże grupy biegaczy. Mijające kilometry wskazywały średnią prędkość w granicach 3’50”, biegło mi się komfortowo. Na 10 kilometrze mój Garmin wskazał 37’50”, pomyślałem…przecież większość biegów na takim dystansie w ubiegłym sezonie pokonywałem w podobnym czasie, a ja czuję się jakbym dopiero wystartował…! Zaraz po tym refleksja… jeszcze ponad połowa dystansu…tylko spokojnie Rysiek… Utrzymując tempo na trasie dochodziłem i wyprzedzałem kolejnych zawodników, kilometry uciekały szybko. Na piętnastym kilometrze “dopadłem” biegnącego w mojej kategorii naszego wielokrotnego mistrza olimpijskiego i świata w chodzie sportowym Roberta Korzeniowskiego. Mając spory zapas sił, ostatnie dwa kilometry pobiegłem najszybciej w tempie 3’40”. Łączny czas na mecie to 1:20:09, co dało 46 miejsce open i 1 miejsce w kategorii. Na podium wzajemne uściski dłoni i gratulacje od drugiego Juliana Ziółkowskiego – rywala sprzed 30 lat (rekord w maratonie 2 godz. i 22 min.) i trzeciego Roberta Korzeniowskiego.

Przed sezonem startowym jestem pełen optymizmu, spełniam swoją ukochaną pasję i nakreślone cele. Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierają w pasji, całemu Klubowi Karkonosz Running Team na czele z Darkiem Kruczkowskim i mojej wielkiej fance.