Spanie, jedzenie, bieganie, mycie

Relacja z obozu HEVIZ 02.02-09.02.2019
Pobyt na obozie klubu sportowego Karkonosz Running Team mogę opisać w czterech słowach:
1/ spanie
2/ jedzenie
3/ bieganie
4/ mycie….. i tak cały czas
Na obóz wybrałem się razem z – jak to powiedział Adam – “koleżanką z klubu”….droga mijała szybko, aż do granicy z Węgrami , gdzie na węgierskie jó reggelt (dzień dobry) przywitał nas mandat. Spalona żarówka kosztowała nas 20 Euro i godzinę biegania po stacji benzynowej w celu poszukiwania śrubokrętu. Na szczęście dzięki pomocy translator google oraz węgierskich laweciarzy udało się ją wymienić i mogliśmy ruszyć w dalszą podróż. Po dotarciu do hotelu pozostało nam tylko coś zjeść i odpocząć po podróży. Pierwszego dnia obozu mieliśmy długie wybieganie, aby zapoznać się z okolicą miejscowości Heviz oraz jeziora Balaton. Ku mojemu zaskoczeniu infrastruktura wczasowa nad Balatonem zatrzymała się w latach 90tych. Nad Balatonem marazm, hotele widma. Opustoszałe budynki, powybijane szyby w oknach nie zachęcają do przyjazdu w celach urlopowych. Rekompensatą takiego widoku było wspólne bieganie w miłym klubowym towarzystwie.

W kolejne dni Nasz TRENEJRO Darek starał się dać nam odpowiednia dawkę treningu biegowego na co składało się zarówno ilość treningów (dwa treningi dziennie) jak i ich zróżnicowanie. Były więc zarówno i podbiegi i rytmy. Były też spokojne wybiegania np. do pobliskiego parku narodowego, gdzie z tamtejszych wież widokowych można było podziwiać okolicę.

Jednak do legendy przejdzie standard węgierskiego stadionu lekkoatletycznego, na którym odbywaliśmy jednostki interwałowe i tempowe. O ile w godzinach porannych i temperaturze w okolicach zera można było powiedzieć, że nawierzchnia – bliżej nieokreślone ceglane coś – nadawała się do biegania, to jednak po pokonaniu kilku kółek zamieniała się w błotnistą breję. Jednakże, Nasz TRENEJRO znalazł pozytywy takiego biegania: „im bardziej oraz im wyżej tył uwalony błotem tym obrazuje to lepsza technikę biegową”. Nasi „ścigacze” potwierdzili w 100% taką teorię.

Oczywiście biegacz nie tylko bieganiem żyje…..trzeba też od czasu do czasu się rozluźnić i odpocząć …. Były wieczorne kalambury, które zmieniły moje pojęcie postrzegania zwierząt… były też wieczorne odwiedziny pobliskiego pubu, gdzie przy szklance grzanego wina rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym….. były też wypady do pobliskiego jeziora termalnego. Postanowiliśmy też zwiedzić pobliski zamek, gdzie na dziedzińcu głównym jedni ujeżdżali konie lub byli zakuci w dyby a Panie były zamknięte w klatce. Na koniec trafiliśmy do sali tortur-czyli do sali średniowiecznego „rozciągania się”.

Zanim się człowiek obejrzał tydzień czasu zleciał bardzo szybko i trzeba było się pakować w drogę powrotną do domu i codziennych obowiązków. Okres spędzony razem z członkami Karkonosz Running Team zarówno podczas wspólnych treningów, posiłków jak i czasu wolnego na długo pozostanie w mej pamięci. Pozdrawiam wszystkich uczestników obozu i do zobaczenia na kolejnych ……
MACIEJ 🙂