Troszkę wspomnień Tomka :)

Wyobraź sobie…
Świat biegacza bez zegarków z GPS, kiedy każdy kilometr w lesie biegasz na czucie. Noga się „kręci” na rozbieganiu, więc pewnie po około pięć minut na kilometr i tak wpisujesz w dzienniczek biegowy. Tak! Wpisujesz w zeszyt, a może i nawet dwa skoroszyty. W ten ogólny treść treningu, gdzie rozpisany masz miesiąc na jednej stronie i w drugi, gdzie piszesz dokładne szczegóły takie jak np. tętno. No właśnie! Zapomniałem dodać – nie ma pulsometrów a puls mierzysz licząc uderzenie serca przez dziesięć sekund po zakończeniu wysiłku i potem spadek po jednej minucie. Przygotowując się na zawody biegasz na bieżni żwirowej, bo przecież czasem trzeba pobiegać mierzone odcinki. Chyba, że idziesz biegać na szosę i liczysz kilometry po słupkach przy drodze. Kiedy przychodzi czas na zawody to wybierasz je z kalendarza biegów ulicznych, najzwyczajniej Internet jest nieosiągalną nowinką i brak tam jakichkolwiek informacji o bieganiu. Zapytasz a wyniki z zawodów? Organizator przesyła Tobie pocztą komunikat z zawodów do domu, niekiedy pisany ręcznie i kserowany. Na szczęście planując zawody nie martwisz się o limit uczestników, startuje Nas nie więcej niż dwustu, może czasem trzystu jak nie ma w Polsce innego biegu. Przecież znamy się wszyscy! Jesteśmy jak jedna Rodzina, wszyscy rozmawiają przed biegiem, wymieniają się pozdrowieniami i wspominają ostatnie treningi i starty. Zgłaszasz swoje uczestnictwo w zawodach przed biegiem, a opłata wynosi zawsze tyle samo, bo przecież płacisz ją wyłącznie przed startem w biurze zawodów. Odżywki i sprzęt do biegania? Nie rozumiem pytania… Chodzi zapewne Tobie o witaminy – Visolvit i Vibovit, a sprzęt mam! ..pantofle lekkoatletyczne „Wałbrzychy”, tylko kurcze już zerwane gwinty od zmiany kolców z przełajowych na tartanowe…
Horror? Uwierzcie mi, że to były cudowne chwile… Dziś przeglądając te pamiątki powróciły wspomnienia z początków mojej przygody z bieganiem 🙂