Tylko Ty jesteś swoim jedynym limitem!

Tylko Ty jesteś swoim jedynym limitem !

Jaki tytuł powinna mieć moja relacja … właściwie to oczywiste … Tylko Ty jesteś swoim jedynym limitem ! Kiedy pełna euforii robiłam sobie na ściance Góry Ślęża , fotki z tym hasłem, nie sądziłam, że sprawdzi się ono w 100%. Nawet wtedy, kiedy obejrzałam profil trasy i zupełnie w ciemno rozpisałam sobie czasy na każdy kilometr, w najgorszych snach nie sądziłam, że „karty rozda aura”, a właściwie słonko, które tak kocham i za którym tęskniłam całą zimę. I gdzie pokora ? Pewna siebie, bez pasa z wodą ot mając tylko jakąś małą buteleczką z wodą poleciałam. Pierwsze kilometry zgodnie z planem, a nawet ciut szybciej. Miałam w głowie przestrogę Adama .. Nastała „upragniona chwila” która wg moich prognoz miała być tą najgorszą, 6 km i górka, mocno pod górę aż do 9 … dam radę bo potem będzie tylko lepiej, bo przecież za chwilę długi zbieg a potem tylko chopki aż do 18 km.

O !!! jak bardzo się pomyliłam. Dałam radę do 13 km .. wypłaszczenie gorsze niż górka. Wszechobecne słońce … jak bardzo chciało się pić !!!. W końcu jakiś „wodopój”. Niestety na 14-15 km odcięcie .. rozczarowanie ?! Nici z mojej życiówki. Walczę na ile się da .. i kolejne podbiegi, długie nie mające końca i ten którego już nie dałam rady oswoić – 18 km.
I niby tylko 3 km do mety. Okazały się wyzwaniem. Palące łydki, stopy jak w gorączce, skurcze .. 19 km podbieg i 20 km kolejny podbieg choć już ostatni a za nim finisz. Nareszcie upragniony 21 km pojawił się na horyzoncie, dobiegałam a potem ile sił pozostało w nogach … wtedy już dałam z siebie wszystko (co zostało) …  A po drodze widoki mało motywujące. Karetki, naliczyłam 7, i ludzie leżący po każdej stronie trasy. A z nimi inni biegacze ratujący im życie. Tak to wyglądało, pogrom .. Dałam radę, ale wnioski na przyszłość koniecznie trzeba wyciągnąć. Obóz, górki, regularne treningi .. gdzie popełniłam błąd że tak mnie „pozamiatało” ?? Mimo wszystko, na mecie byłam szczęśliwa.

Nie było łatwo .. A to dopiero początek sezonu.