Search Menu

Ultrakotlina 50 – szczęśliwe zakończenie sezonu

15 października 2017

Blisko miesiąc po tradycyjnym Przejściu Kotliny Jeleniogórskiej odbyła sie biegowa wersja tego wydarzenia. Postanowiłem uczestniczyć w pierwszej edycji Ultrakotliny rozgrywanej na dystansie 50 km. Byłem już zmęczony sezonem i uznałem, że to będzie idealny dystans na mocne jego zakończenie. Punktem startowym był parking przed Galerią Sudecką w Jeleniej Górze a meta usytuowana była w Jakuszycach w hotelu. Przy pięknej, słonecznej pogodzie, która towarzyszyła nam przez cały okres zmagań wyruszyliśmy punktualnie o godz. 10. Od samego początku tempo nadawały trzy osoby, które ostatecznie w takiej samej kolejności znalazły się na podium, w śród nich mój serdeczny przyjaciel Piotr Pęcherz z Jeleniej Góry, który ostatecznie zajął 2 miejsce. Na Górze Szybowcowej – pierwszym poważnym sprawdzianie odskoczył nam lider, który już samodzielnie do końca kontrolował przebieg rywalizacji. Ja wraz z Piotrem walczyliśmy razem do około 18 km na którym stwierdziłem, że to nie jest mój dzień i zasugerowałem druhowi przyśpieszenie i walkę. Chwilę później przytrafił mi się wypadek. Zasłabłem, podwinęła mi się noga i wylądowałem z jeżynowych krzaczorach. Porysowany i z krwawiącymi ranami wróciłem na szlak i dopadła mnie grupka 5 biegaczy, z którymi kontynuowałem zmagania.

Następne kilka kilometrów to więcej nawigowania niż walki. Trasa na odcinku 22-30 km była zupełnie nieoznaczona i kilkukrotnie mieliśmy poważny problem z podjęciem właściwej decyzji. Na szczęście ostatni zakup – Fenix5 stanowił podporę i gwarancję dobrego wyboru. Na punkcie w Goduszynie na 27 km postanowiłem oderwać się od grupy i już na Zakręcie Śmierci zameldowałem się z przewagą wciąż jednak walcząc ze słabościami ciała. Od tej pory swój bój kontynuowałem w zupełnej samotności. Najpierw mozolna wspinaczka na Wysoki Kamień, zbieg do Kopalni Stanisław, następnie do Rozdroża pod Cichą Równią i do Schroniska Orle, przy którym był usytuowany lotny patrol sędziowski. A na sam koniec czekał mnie samolot, czyli ostatnia wspinaczka i zbieg do mety. Na podejściu na samolot dostrzegłem w niedalekiej odległości ode mnie następnego zawodnika i tym samym podium stało się zagrożone. Na zbiegu jednak dałem z siebie wszystko i w hotelu zameldowałem się broniąc 3 miejsca open z czasem 5:37:42.

To była przepiękna jesień w Górach Izerskich.